Trzy dni przerwy i kolejne eliminacyjne spotkania do Euro 2012 przeszły do historii. Mecz kolejki? Prawdopodobnie Holandia – Węgry, w którym trochę nawet pachniało niespodzianką. Trzeba jednak przyznać, że wyniki spotkań były dosyć przewidywalne i niż remis Estonii z Serbią na pewno bardziej zdziwiła porażka Niemców w meczu towarzyskim.
W grupie A gra toczy się głównie o drugie miejsce, bo podopieczni Loewa na dzień dzisiejszy wydają się poza zasięgiem rywali. Turcja, która pewnie wygrała po bramkach Turana i Gonula, zepchnęła w klasyfikacji Austrię. Passę podtrzymali Belgowie, którzy z wiosennego zgrupowania powinni być zadowoleni. We wtorek odnieśli triumf, który poprawił im przeciętny bilans bramkowy. W przypadku tej grupy na razie trudno o kalkulacje. Walka o drugą pozycję powinna się zaostrzyć pod koniec eliminacji, bo Turcy już nieraz udowodnili, że liczą się w stawce.

Podczas gdy pauzowały rozgrywki w grupie B, dwa remisy odnotowano pod literą C. Jeżeli na siłę doszukiwać się gdzieś jakiegoś mało spodziewanego wyniku, to naprawdę chyba tylko tutaj. Zapowiadało się na zwycięstwo Serbów, lecz lukę w defensywie znaleźli gdzieś Estończycy, którzy utrzymali kontakt z podopiecznymi Petrovicia. Zawodnicy znad Bałtyku chyba mają w swej świadomości, że awans do Euro 2012 to w ich przypadku raczej bardzo trudny cel, lecz proszę spojrzeć – chociaż są na czwartej pozycji, to tracą tylko punkt do Słowenii.
Świadoma ciężkiej rywalizacji jest też reprezentacja Luksemburga, która dzisiaj walczy tylko o honor i możliwość powiedzenia sobie przed Euro: „walczyliśmy”. Podopieczni Luka Holtza rzeczywiście tego próbowali na wyjeździe z Rumunią, w 22. minucie objęli zresztą prowadzenie. Obudził się jednak instynkt strzelecki Mutu i marzenia o trzech punktach zostały prędko rozwiane. W przypadku Luksemburga dobrym wynikiem mógł być zresztą nawet remis.
Bardzo interesujące zmagania toczą się w grupie E. Zwycięstwo Szwecji nieco w cieniu stawia emocjonujący mecz Holendrów, którzy mogli stracić pierwsze punkty w tych eliminacjach. Węgrzy przegrywali, remisowali, prowadzili, a na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry mieli realną szansę na chociaż jeden punkt. Wtedy jednak do akcji wkroczył Kuyt, który od jakiegoś czasu jest w superformie, którą widać chociażby na angielskich boiskach. Dla „Oranje” jego skuteczna dyspozycja bardziej by się przydała jednak w czerwcu (i nie wykluczajmy – 1 lipca) przyszłego roku, lecz kto wie, jak to będzie. Podopieczni Van Marwijka wyglądają na jednego z głównych kandydatów do mistrzostwa Europy. Poza tym, która reprezentacja czy klub, nie chciałyby takiego duetu jak Van Persie – Kuyt?











