Na froncie walki z opóźnieniami, terminami i złośliwymi przepisami prawnymi starcia trwają w najlepsze. Zarówno nam, jak i Ukraińcom najlepiej idzie autopromocja.
Warszawa promuje stadion
„Stadion Narodowy jest fajny. Taki duży, taki biało-czerwony, będzie nowym symbolem miasta. Trzeba go rozreklamować!” Takie lub podobne słowa z pewnością nieraz padły w gabinetach decydentów odpowiedzialnych za mistrzostwa w Warszawie. I, co ważne, to nie były puste słowa.
Przeciętny warszawiak, nawet taki, który piłką nożną nie interesuje się wcale, dla którego Lech to piwo, Real to supermarket, a Legia to dresiarskie zawołanie, jest na bieżąco z postępami budowy stadionu. Nawet jeśli nie do końca rozumie, po co ten klocek tam stoi, wie, że na początku było jakieś palowanie, potem klatki schodowe, niedawno zawiesili iglicę, a teraz będę robili elewację. To naprawdę spore osiągnięcie – w Warszawie łatwiej zdobyć informację o postępach budowy stadionu niż o tym, dlaczego druga nitka metra budowana jest w tempie sugerującym zatrudnienie pary kretów do drążenia tunelu.
Kolejna ciekawa sprawa. Miasto chwali się zakończeniem robót przy jednym z wiaduktów w okolicach Okęcia. Pomijam już fakt, że szczycenie się wykonaniem jednego z kilkunastu elementów węzła jest głupie. Chcę zwrócić uwagę na to, że kilka kilometrów dalej, na innym wiadukcie, nawet w południe (kiedy przecież ruch uliczny jest mniejszy) tworzą się tak monstrualne korki, że przejechanie kilometrowego odcinka ulicy Sasanki zajmuje tyle czasu, że szybciej byłoby, gdyby kierowcy samochodów wzięli swoje pojazdy na plecy i przeszli chodnikiem. Żartowałem, nie ma tam chodnika.
Chwalenie się budową nowych rzeczy jest potrzebne, zapominanie o starych jest głupie.
Poznań promuje studentów
Tu ciągle ten sam problem. Władze wielkopolskiego miasta miały chyba nadzieję, że udawanie, iż problemu z dworcem nie ma, sprawi, że faktycznie go nie będzie. Ale jest i to poważny. Nawet centralny dworzec w Warszawie jest poprawiany od dobrych kilku miesięcy. Poznań czeka na ostatnie decyzje i od kwietnia ma wziąć się ostro do roboty. Nie czuję się na siłach, by podważać realność tych planów, ale jeśli poznaniacy nie mają w zanadrzu jakiegoś świetnego projektu, którego świetna ekipa zrealizuje w świetnym tempie, to zdecydowanie nie będzie świetnie. Rok to naprawdę mało czasu. Nie byłoby problemu, gdyby istniała możliwość zamknięcia całego kompleksu na okres prac, ale, co oczywiste, dworzec przez cały czas musi być w pełni funkcjonalny. Chwalenia się remontem jednego peronu nawet nie skomentuję.
Kolejnym problemem Poznania jest lotnisko i jego okolice. Mieszkańcy domków jednorodzinnych narzekają na to, że rozbudowa portu podniesie poziom hałasu do wartości nie do wytrzymania. No tak, kto by się spodziewał hałasu, mieszkając przy lotnisku. Kto by się spodziewał, że lokalny port będzie chciał się rozbudować? Przecież to nielogiczne! Na szczęście władze Poznania są pewne, że poradzą sobie z malkontentami uniemożliwiającymi przeprowadzenie tej kluczowej inwestycji. Wielkopolska potrzebuje solidnego połączenia lotniczego ze światem.










