Z dzisiejszego podsumowania raportów dotyczących postępów prac przy Euro dowiecie się, że stadion gotowy nie zawsze jest stadionem gotowym, a stadion niegotowy niegotowym.
Warszawa
Czytając raport przygotowany przez niezmordowanego redaktora, Karola Wnuka, w oczy rzuciła mi się jedna statystyka. Stadion, jak mówią, Narodowy ma pomieścić 55 tysięcy spragnionych futbolowych uczt kibiców. 4713 miejsc to miejsca dla VIP-ów, a kolejny tysiąc dla tak zwanych super VIP-ów. Zadam pytanie, na które niestety nie spodziewam się otrzymać odpowiedzi: po co? Czy normalną sytuacją jest zapełnianie 10% stadionu osobami bardzo ważnymi? Kim są osoby bardzo ważne? Czy ja taką osobą jestem? Myślę, że tak. A Ty, czytelniku? Pewnie również. Siedzenia dla super VIP-ów będą obite skórą, UEFA musi widzieć, że nas stać. Zdanie „zastaw się, a postaw się” powinno zostać w jakiś sprytny sposób wplecione w hymn. Na plus konstruktorom trzeba zapisać niemal tysiąc miejsc na trybunie prasowej. Jeśli Narodowy ma z czasem stać się symbolem Warszawy, miejscem kojarzonym z wielkimi wydarzeniami, nie może dojść do sytuacji, kiedy zabraknie miejsc dla wysłanników mediów z całego świata. Stadion wygląda z zewnątrz coraz bardziej okazale, elewacja w kolorach okołoflagowych robi wielkie wrażenie. Gdyby na świecie nie istnieli dociekliwi dziennikarze, można by pomyśleć, że wszystko idzie lepiej niż dobrze. Istnieją, nie idzie. Biało-czerwony kolos na praskim brzegu Wisły jest ładny z zewnątrz, ale ciągle bardzo niegotowy wewnątrz. Są problemy z instalacjami sanitarnymi, z siecią energetyczną. „Puls Biznesu” prorokuje, że otwarcie może opóźnić się nawet o kilka miesięcy. Warszawiacy będą czuli się dziwnie, patrząc na stadion całkowicie, jak się wydaje, gotowy, który stoi nieużywany, bo nie pomyślano o doprowadzeniu podstawowych i absolutnie niezbędnych elementów do porządku.
O nowych podstawach prawnych pomocnych przy karaniu pseudokibiców, chuliganów, zbirów, łotrów, huncwotów oraz oczywiście gagatków nie napiszę ani słowa. To temat zbyt płynny, zbyt kontrowersyjny i zbyt obszerny.
Wrocław
Stolica Dolnego Śląska wpadła na ciekawy pomysł przeszkolenia taksówkarzy pod kątem przydatności dla kibiców przybywających do miasta przy okazji Euro. 200 kierowców przejdzie kursy języka angielskiego, zobaczy od wewnątrz najważniejsze budynki przygotowywane na turniej i wysłucha serii wykładów. Spodziewałem się przeczytać również, że wszyscy pod groźbą ekskomuniki, kastracji i publicznego napiętnowania będą musieli obiecać, że nawet nie spróbują przekręcić finansowo nieświadomego turysty podczas kursu z lotniska do hotelu. Niestety, urzędnicy nie mieli dość cywilnej odwagi, by się na taki krok zdecydować. Nie jestem wrogiem taksówkarzy, poza krótkim epizodem podczas nauki jazdy zawsze byli dla mnie mili, ale nie oszukujmy się, to okazja czyni złodzieja. Pan w taryfie może nie oszuka grupki łysych, dwumetrowych fanów Manchesteru jadących patrzeć, jak „Wazza” walczy o koronę króla strzelców, może z racji słowiańskich korzeni nie będzie starał się okantować Rosjan, ale co stanie się, jeśli do miasta przyleci 40-letnia mieszkanka Walencji z nastoletnim synem?










