Wyraźnie widać, że prace przygotowujące nasz piękny kraj do Euro 2012 powoli dobiegają końca. Gdyby nie fakt, że we Wrocławiu tramwaje uknuły chytry plan wymordowania mieszkańców, byłoby zupełnie nudno.
Warszawa
Stolica wyraźnie wychodzi na prostą. Co prawda, stadion, który miał być oddany do użytku dobrych kilka miesięcy temu, ciągle nie jest gotowy, co prawda, w centrum miasta jest więcej robotników niż przechodniów, ale powoli to wszystko przybiera kształt, jakiego oczekują kibice. Przy Narodowym sadzone są drzewa i krzewy, które sprawiają, że nowa chluba miasta nie wygląda jak zabawka wrzucona do piaskownicy. Elewacja jest już dawno gotowa, dach działa, drogi dojazdowe jako tako funkcjonują – pojawiający się w Warszawie działacze UEFA mają problem z przyczepieniem się do czegokolwiek. Trochę gorzej sprawy mają się w centrum – budowa drugiej linii metra bardzo skutecznie paraliżuje ruch w okolicach skrzyżowania Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej – ale urzędnicy zapewniają, że do czerwca wszystko zostanie doprowadzone do stanu względnego porządku. Wierzymy im. Nie mamy innego wyjścia.
Ciekawą i nieco pomijaną sprawą jest to, jak lotnisko Chopina poradziło sobie z bezpodwoziowym lądowaniem pewnego samolotu, a następnie z atakiem mgły. Wszyscy skupili się na tym, że kapitan Wrona powinien zostać generałem Orłem, zapominając o obsłudze lotniska. Przecież te następujące po sobie kryzysowe sytuacje były genialnym testem dla Okęcia. Wszystko zadziałało doskonale. Podczas gdy inne lotniska bezskutecznie walczyły z warunkami atmosferycznymi, warszawskie było gotowe przyjmować samoloty. Świadomość, że nawet jeśli coś pójdzie nie tak, nie jest powiedziane, że zdarzy się tragedia, jest miła.
Wrocław
W stolicy Dolnego Śląska imponujący z rusztowań, zwałów gruzu i innych zarezerwowanych dla placów budowy przedmiotów wyłania się dworzec kolejowy. Wyłania się z rozmachem, jakiego próżno szukać w innych wielkich polskich miastach. Perony – dwa już działają, trzeci będzie gotowy lada dzień – są po prostu bardzo ładne, nowoczesne i, co jest w naszym kraju nietopowe, sprawiają wrażenie konstrukcji, które będą stały i cieszyły oko, nawet gdy nas nie stanie. Rozpoczęło się też malowanie fasady budynku dworcowego, ale na razie z kolorowych plam nie można wywnioskować, czy będzie to piękne, czy szpetne. Dość chwalenia – teraz łyżka dziegciu. Nie mieści mi się w głowie, dlaczego kolejarze nie są w stanie rozpisać rozkładu z podziałem na perony. Dlaczego pasażerowie, niezależnie od pogody, muszą stać i czekać na to, co powie megafon? No i najważniejsze: dlaczego na jednym torze stoją czasami dwa pociągi odjeżdżające o tej samej godzinie w przeciwne strony? Kto będzie odpowiedzialny, jeśli wsiądę do wagonu i zamiast do Warszawy, pojadę do Berlina?! Nawet języka nie znam.
Niedawno prezydent Wrocławia zwołał specjalne zebranie w sprawie tramwajów. Jest z nimi taki problem, że się psują, zderzają ze sobą, wypadają z torów i robią dużo innych rzeczy, których robić nie powinny. Wyników owego spotkania nie znamy. Pozostaje mieć nadzieję, że pan Dutkiewicz nie odrzucił od razu scenariusza mówiącego o buncie maszyn. Może nie jest on tak prawdopodobny, jak dajmy na to wadliwe pojazdy, ale za to jak efektowny! Najpierw była Godzilla, potem Optimus Naczelny… Kto wie…










