Teoretycznie każdy mecz rozgrywany przez reprezentację Polski powinien służyć Franciszkowi Smudzie i jego podopiecznym jako drogowskaz, wskaźnik, na jakim obecnie etapie przygotowań się znajdujemy i co należy jeszcze poprawić, by na Euro nie najeść się wstydu. Po wrześniowym meczu z Niemcami mogliśmy być względnie zadowoleni: zawodnicy popełniali co prawda masę błędów, ale w bramce jak natchniony bronił Szczęsny, a z przodu zdobycz bramkową zapewniali gracze mistrza Niemiec. W piątek zobaczyliśmy, jak wygląda gra reprezentacji, kiedy tych dwóch elementów brakuje.
Nasuwające się wnioski nie są optymistyczne. Szczęsny, Błaszczykowski i Lewandowski w dobrej formie są warunkiem niezbędnym do tego, by myśleć o jakiejkolwiek zdobyczy punktowej na przyszłorocznym turnieju. Owszem, na boisku biega 11 facetów, ale jeśli ktoś ogląda mecze naszej kadry, nie ma chyba wątpliwości, że wspomniane trio zdecydowanie wybija się ponad poziom kolegów. Jeśli natomiast dostosowuje się do ogólnej mizerii, dobry przeciwnik nie ma najmniejszego problemu ze strzelaniem nam goli i wygrywaniem meczu.

Szukanie głębszych przyczyn słabego wyniku nie jest zadaniem zbyt sensownym. Te oczywiste są takie – przy obydwu golach nasi reprezentanci popełniali fatalne błędy, podobnie jak w sytuacjach pod bramką rywala. Dlaczego tak się działo? Za zimno? Za głośno? Smutno z powodu braku orzełka na koszulkach? Kto chce, niech się zastanawia. Moim zdaniem poważne traktowanie tego typu czynników mija się z celem – piłkarze powinni wyjść na boisko i dawać z siebie wszystko, niezależnie od tego, z kim, w czym i gdzie grają. A tego niestety w meczu z Włochami zabrakło.
O to należy mieć największe pretensje. Nie o gapiostwo pod swoją i nieskuteczność pod cudzą bramką, bo do tego zdążyliśmy się przyzwyczaić. O brak zaangażowania, o brak chęci do osiągnięcia dobrego wyniku za wszelką cenę, o brak fizycznej walki z lepszym przeciwnikiem. Z Niemcami można było gryźć trawę i wypruwać sobie żyły – z Włochami już niekoniecznie. Jaki z tego morał? Być może piłkarze uwierzyli, że skoro zwycięstwo w meczu z naszymi zachodnimi sąsiadami uciekło im w ostatniej chwili, to w meczu z drużyną, jakby nie patrzeć, niżej notowaną, nie trzeba się będzie aż tak wysilać.















