W nieco leniwej atmosferze przebiegło sobotnie spotkanie reprezentacji Polski z Finlandią. „Biało-czerwoni” zremisowali bezbramkowo ze skandynawskim rywalem, a ich gra pozostawiała wiele do życzenia.
Niemal dokładnie dwa lata przed rozpoczęciem EURO 2012 selekcjoner naszej kadry, Franciszek Smuda, cały czas stara się eksperymentować ze składem, dając szansę gry młodym zawodnikom. Na stadionie kieleckiej Korony mieliśmy okazję oglądać od początku gry trzech debiutantów: Adama Matuszczyka, Przemysława Tytonia i Adriana Mierzejewskiego. Oprócz wyżej wymienionego tercetu, w wyjściowym zestawieniu pojawili się Dariusz Dudka, Łukasz Piszczek, Michał Żewłakow, Tomasz Jodłowiec, Grzegorz Wojtkowiak, Jakub Błaszczykowski, Ireneusz Jeleń i Robert Lewandowski.

W przeciwieństwie do marcowego starcia z Bułgarią, tym razem podopieczni Franciszka Smudy wyszli na boisko w normalnych, czyli biało-czerwonych, strojach. Zgodnie z zapowiedziami, „Franz” postawił w bramce na debiutującego w seniorskiej reprezentacji, Przemysława Tytonia. Golkiper Rody Kerkrade nie miał zbyt wiele pracy w całym spotkaniu. Dość powiedzieć, że najgroźniejsze sytuacje, które mogły spowodować utratę bramki, stworzyli Grzegorz Wojtkowiak i Maciej Rybus. W obu przypadkach Tytonia uratował słupek. Generalnie były gracz Górnika Łęczna spisał się dobrze, jednak należy pamiętać, że Finowie mocno ułatwili mu zadanie. Jedynie mocne uderzenie Romana Eremenki, które wylądowało na poprzeczce, mogło sprawić Tytoniowi kłopoty.
W linii obrony „na plus” swą obecność na placu gry zapisali Łukasz Piszczek oraz Michał Żewłakow. Świeżo upieczony zawodnik Borussii Dortmund wraz ze swoim nowym kolegą klubowym, Jakubem Błaszczykowskim, robili wiele zamieszania po prawej stronie boiska. Natomiast kapitan reprezentacji Polski, dopóki był zdrowy, nie zawodził. Rutynowany zawodnik Olympiakosu Pireus, który jeszcze w tym roku powinien przekroczyć barierę stu meczów w koszulce z orłem na piersi, musi jednak czuć na plecach oddech młodych obrońców, szykujących się do zdetronizowania „Żewłaka”. Dariusz Dudka, drugi z etatowych kadrowiczów, tym razem spisał się poniżej oczekiwań. Piłkarz Auxerre, w przeciwieństwie do Piszczka, z rzadka atakował bramkę Finów, a po jego błędzie, Grzegorz Wojtkowiak mógł strzelić samobójczą bramkę. Defensor mistrza Polski, Lecha Poznań, został wystawiony przez selekcjonera na nietypowej dla siebie pozycji, środkowego obrońcy. Mimo to, wespół z Żewłakowem, a po przerwie z Tomaszem Jodłowcem, nie dał pograć fińskim napastnikom.
Franciszek Smuda zaskoczyłl, decydując się na desygnowanie do gry dwóch defensywnych pomocników: Adama Matuszczyka i Tomasza Jodłowca. Debiutant z FC Koeln pokazał się z dobrej strony, aczkolwiek brakowało mu odważnych wyjść do przodu, którymi imponował w końcówce sezonu Bundesligi. Piłkarz Polonii Warszawa również nie zawiódł, chociaż lepiej spisywał się po zmianie stron, kiedy został przesunięty na środek obrony. Po raz kolejny siłą „Biało-czerwonych” okazali się skrzydłowi. Jakub Błaszczykowski konsekwentnie udowadnia, że jest obecnie najlepszym polskim piłkarzem. Siostrzeniec Jerzego Brzęczka był najbliżej pokonania Otto Fredriksona, ale po jego strzale, piłka odbiła się od słupka. Grający po przeciwnej stronie boiska, Adrian Mierzejewski, potrzebował kilkudziesięciu minut na pozbycie się debiutanckiej tremy. W drugiej części gry, podobnie jak jego zmiennik, Sławomir Peszko, stworzył kilka niezłych okazji polskim napastnikom. Dość nieoczekiwanie po przerwie w linii pomocy zameldował się Maciej Sadlok. Młody gracz Ruchu Chorzów, który zastąpił kontuzjowanego Michała Żewłakowa, zagrał przyzwoicie. Wychowanek Pasjonata Dankowice zaliczył sporo odbiorów piłki i na pewno nie może narzekać na swą formę. Nieco inaczej rzecz ma się z Maciejem Rybusem. Ten gracz musi zapomnieć o nieudanym sezonie w barwach Legii Warszawa i przypomnieć sobie o dyspozycji, z jakiej był znany tuż po debiucie na krajowych boiskach.










