Za nami drugi sparing kadry Franciszka Smudy. „Biało-czerwoni” zagrali w towarzyskim spotkaniu z finalistami mistrzostw świata, Serbami, w którym padł wynik bezbramkowy. Mecz toczony w anormalnych warunkach pokazał dwa oblicza naszej kadry. Jedno, zadziorne i ambitne, drugie zagubione i niepewne. Czy był to jednak potrzebny krok w drodze do Euro 2012? Jak najbardziej tak.
„Orły” nie mają szczęścia do spotkań z przybyszami z Bałkanów. Przed niespełna trzema laty kadra Leo Beenhakkera, która już wcześniej wywalczyła awans do mistrzostw Europy, zmierzyła się z ekipą „Plavich” na niemal kompletnie pozbawionej murawy belgradzkiej Marakanie. W tych niesprzyjających warunkach padł remis 2:2. Również w środowy wieczór pogoda nie rozpieszczała graczy obu drużyn.

W porównaniu do rozegranego w Kielcach spotkania przeciwko Finlandii, Franciszek Smuda dokonał paru roszad w składzie. Od pierwszego gwizdka sędziego na boisku w Kufstein zobaczyliśmy Łukasza Fabiańskiego i Kamila Glika, którzy w stolicy województwa świętokrzyskiego nie zagrali ani minuty, oraz Sławomira Peszkę, Macieja Sadloka i Dawida Nowaka, którzy w poprzedniej konfrontacji byli rezerwowymi.
Gdyby za ładną grę przyznawać dodatkowe punkty, to Polacy już po pierwszej połowie byliby zwycięzcami. Pierwsze pół godziny środowego spotkania napawało ogromnym optymizmem. „Biało-czerwoni” nie przestraszyli się bardziej doświadczonych Serbów, których skład prezentował się imponująco. Świeżo upieczeni mistrzowie Włoch i Anglii: Dejan Stanković i Branislav Ivanović, to tylko nieliczni gracze, którzy na papierze prezentują się bardziej okazale niż wybrańcy Franciszka Smudy. Na szczęście na boisku nie było widać wielkich różnic.
Wielki popłoch wśród serbskich zawodników siał Jakub Błaszczykowski. Prawoskrzydłowy Borussii Dortmund wyrasta na prawdziwego lidera kadry, co potwierdził niezliczonymi szarżami i strzałami na bramkę „Plavich”, strzeżoną przez Bojana Isailovicia. Tutaj muszę złożyć wyrazy uznania działaczom Zagłębia Lubin, którzy zimą zatrudnili tego golkipera i mogą być teraz zadowoleni z transferu reprezentanta Serbii. Kuba często wymieniał się pozycjami z grającym po przeciwnej stronie boiska Sławomirem Peszką. Gracz Lecha Poznań był jednak mniej widoczny niż jego kolega, miał jednak jedną dobrą sytuację, lecz ofiarna interwencja Isailovicia nie pozwoliła mu na dobre uderzenie. Coraz pewniej w koszulce z orłem na piersi czuje się Adrian Mierzejewski. Pomocnik Polonii Warszawa raz po raz uruchamiał swoimi podaniami kolegów i do pełni szczęścia brakowało mu tylko strzałów.











