Reprezentacja Polski pokonała Wybrzeże Kości Słoniowej 3:1, czym przerwała passę ośmiu meczów bez wygranej na przestrzeni ostatnich ośmiu miesięcy. Tym samym Franciszkowi Smudzie, a także jego podopiecznym spadł z serca ogromny kamień. Przez pewien czas atmosfera wokół kadry będzie nieco spokojniejsza, a selekcjoner z większym spokojem będzie mógł przygotowywać zespół do Euro 2012.
Zwycięstwo kadry przyszło w najlepszym momencie. Po pierwsze, klasa rywala (i to mimo absencji kilku kluczowych graczy) była naprawdę wysoka, od czerwcowego meczu z Hiszpanią nasza reprezentacja nie mierzyła się z drużyną tak silną (albo – jak kto woli tak – wysoko sklasyfikowaną w rankingu FIFA). Po drugie, gdyby kadra nie wygrała teraz, na kolejne zwycięstwo musielibyśmy poczekać prawdopodobnie aż do marca, bo też wielu nie uznawałoby wyników z zimowych sparingów za miarodajne. Gdyby zatem pupilom Smudy nie udało się zwyciężyć, atmosfera zrobiłaby się nie tyle zła, bo taka jest już od jakiegoś czasu, ale wręcz nieznośna, absolutnie niesprzyjająca selekcji i budowaniu sportowej formy.

Co do otoczki, jaka towarzyszy kadrze, powiedziano w ostatnich tygodniach na tyle dużo, że nie ma sensu rozwodzić się nad nią na nowo. Dwie tzw. afery alkoholowe jedna po drugiej, skutkujące wykluczeniem z kadry czterech graczy (w tym dwóch mogących uchodzić za jej filary), a także wspomniana już wcześniej niechlubna passa meczów bez zwycięstwa na tyle zniechęciły do reprezentacji media i kibiców, że ta znalazła się właściwie pod ścianą. W tej sytuacji spokojem wykazał się sam Smuda, który wbrew wcześniejszemu zachowaniu, przestał zgrywać chojraka i króla dzielnicy wątpliwej sławy, a wreszcie zaczął, przede wszystkim w wypowiedziach, przypominać selekcjonera z prawdziwego zdarzenia, któremu nieobca jest sztuka dyplomacji i zręcznego odpowiadania na pytania. Dotyczy to w szczególności komentarzy „Franza” do zarzutów skierowanych pod jego adresem przez banitów, Żewłakowa i Boruca. Smuda, zamiast wdawać się w licytacje czy pyskówki z zawodnikami, ogłosił, że nie ma do nich pretensji za wylewanie żalów na łamach prasy i telewizji, mało tego, życzy im powodzenia w dalszej karierze.
Spokój selekcjonera mógł się udzielić również zawodnikom, którzy dodatkowo pod nieobecność Żewłakowa mogli poczuć się w kadrze nieco swobodniej, dotychczasowy kapitan był bowiem od większości z nich starszy o dobrą dekadę. Nowym został mianowany Jakub Błaszczykowski, co zresztą wydawało się jedynie kwestią czasu. Była to mądra decyzja, Kuba bowiem jako jeden z niewielu zawodników nigdy nie ucieka od odpowiedzialności za wynik czy styl gry kadry, umie posypać głowę popiołem czy nawet w mocnych słowach skrytykować poczynania kolegów. Dodając do tego piłkarskie argumenty, które przemawiają za nim, jak za nikim innym, wychodzi na to, że przekazanie opaski kapitańskiej będzie miało w polskiej kadrze charakter bezbolesny.














