Ponieważ do Euro 2012 zostało już coraz mniej czasu, portal iGol.pl postanowił zająć się bieżącym monitorowaniem gry gospodarzy tego turnieju, reprezentacji Polski i Ukrainy. Nasi wschodni sąsiedzi w minioną środę odpoczywali. Natomiast podopieczni Franciszka Smudy zmierzyli się w starciu z Bułgarią.
To pierwszy tegoroczny mecz, w którym „Biało-czerwoni” zaprezentowali się kibicom w swoim niemal najsilniejszym składzie. Pomimo perturbacji związanych z miejscem rozgrywania tego spotkania oraz ze strojami naszych kadrowiczów, ten sprawdzian trzeba ocenić pozytywnie.

W zimny środowy wieczór na stadionie warszawskiej Polonii byliśmy świadkami niezłego spotkania w wykonaniu reprezentacji Polski. Firma Nike wystroiła naszych graczy w obsydianowe trykoty. Jednak nawet takie skandaliczne niedopatrzenie ze strony amerykańskiego giganta przemysłu odzieżowego nie wpłynęło negatywnie na postawę wybrańców Franciszka Smudy. Wyjściową jedenastkę poznaliśmy dzień wcześniej. Nie było w niej żadnych niespodzianek. Między słupkami zobaczyliśmy świeżo upieczonego zdobywcę Pucharu Ligi Angielskiej, Tomasza Kuszczaka. Linię obrony tworzyli Marcin Kowalczyk, Michał Żewłakow, Kamil Glik i Dariusz Dudka. „Franz” zdecydował się na wystawienie pięciu pomocników: Radosława Majewskiego, Rafała Murawskiego, Ludovica Obraniaka, Sławomira Peszki i Jakuba Błaszczykowskiego. Jedynym napastnikiem, który zagrał na Konwiktorskiej od początku, był Robert Lewandowski.
Nie da się ukryć, że gdyby ten mecz trwał 40 minut, kadrowicze Smudy zostaliby zmieszani z błotem. W pierwszych minutach Polacy byli spięci i nie potrafili stworzyć zagrożenia pod bułgarską bramką, a na dodatek sami mogli stracić gola. Tomasz Kuszczak minął się z piłką i mało brakowało, aby jego klubowy kolega, Dimitar Berbatow, otworzył wynik spotkania. Na szczęście końcówka pierwszej części gry pokazała, że w zespole „Biało-czerwonych” drzemią ukryte siły. Najpierw kapitalnym uderzeniem z pierwszej piłki popisał się Dariusz Dudka, a Dimitar Iwankow z najwyższym trudem obronił. Po chwili w objęciach kolegów utonął Jakub Błaszczykowski, który wykorzystał podanie Roberta Lewandowskiego, po czym przeprowadził znakomity rajd, ukoronowany zdobyciem bramki. Jeszcze przed ostatnim gwizdkiem arbitra Rafał Murawski trafił w słupek, natomiast dobitka Sławomira Peszki z trzech metrów trafiła w bramkarza gości. Osiemnaście minut po przerwie kolejną kapitalną akcją popisał się duet Błaszczykowski – Lewandowski. Tym razem skrzydłowy Borussii Dortmund zagrał w tempo do napastnika Lecha Poznań, a ten pięknym strzałem z powietrza podwyższył na 2:0. „Biało-czerwoni” mieli jeszcze kilka okazji do pokonania Iwankowa, jednak rezultat meczu pozostał niezmieniony.













