Euro 2012 zbliża się wielkimi krokami. Polska i Ukraina nadal są placami budowy. W budowie jest również nasza reprezentacja choć wydaje się, że fundamenty (niezbyt solidne) zostały już postawione. Tymczasem już jutro poznamy rywali, z którymi reprezentacja Franciszka Smudy zmierzy się w przyszłorocznym czempionacie.
Polacy losowani będą z pierwszego koszyka. Oznacza to, że z całą pewnością nie trafimy na Ukrainę, Hiszpanię i Holandię. Mając w pamięci porażkę z mistrzami świata 0:6, to chyba dobrze, że nie będzie nam dane zmierzyć się z nimi już w fazie grupowej. Ktoś powie, że na Euro są tylko najlepsze drużyny i nie ma to znaczenia, czy zagramy z Hiszpanią czy innym zespołem. Otóż, nie od dziś wiadomo, iż niektóre reprezentacje leżą nam bardziej, a inne troszkę mniej.
Koszyk drugi: Niemcy, Włochy, Anglia, Rosja

Patrząc w karty historii, jestem niemal pewien, że wylosujemy Niemcy lub Anglię. Z naszymi zachodnimi sąsiadami mierzyliśmy się chociażby podczas Euro 2008 czy na mundialu w 2006 roku. Z kolei „Wyspiarze” są zespołem, na który najczęściej trafiamy w eliminacjach. Czy z którymś z tych zespołów mamy szanse na zwycięstwo? Temat ten najlepiej byłoby przemilczeć. Spróbujemy jednak podjąć to wyzwanie i ocenić szanse naszej drużyny.
Niemcy to jedna z niewielu reprezentacji, której ani razu nie pokonaliśmy (nie liczę spotkań z NRD). W ostatnim spotkaniu, które rozgrywane było w Gdańsku, zremisowaliśmy 2:2. Mecz był emocjonujący i stał na dość wysokim poziomie. Oczywiście w zespole rywali zabrakło kilku czołowych piłkarzy, takich jak chociażby Oezil, Schweinsteiger czy Gomez, ale z bardzo dobrej strony pokazali się zmiennicy. Niemcy jak burza przeszli przez eliminacje, nie tracąc ani jednego punktu! To chyba najlepiej obrazuje, jak silnym zespołem dowodzi Joachim Loew.
Synowie Albionu zaliczają szybki awans niemal do każdej imprezy. Nie inaczej było też tym razem. Anglicy od kilkunastu lat nie pokazują jednak dobrej piłki. O ile w eliminacjach prezentują się nieźle, o tyle turnieje finałowe są już pokazem ich bezsilności. Z Polską zawsze jednak dawali sobie radę. No, może prawie zawsze. Każdy Polak doskonale pamięta eliminacje do mundialu ’74, kiedy to najpierw w Chorzowie ograliśmy Anglików 2:0, by później remisem na Wembley 1:1 zapewnić sobie awans do mistrzostw świata. Ostatni raz z tą drużyną spotkaliśmy się w eliminacjach do mundialu 2006 i dwukrotnie musieliśmy uznać wyższość rywali, przegrywając oba mecze 1:2. Wydaje się jednak, że Anglia jest w naszym zasięgu. A może chciałbym, aby była?
Jeśli chodzi o pozostałe dwie drużyny z tego koszyka, to zdecydowanie korzystniejszym rywalem byłaby Rosja. Ostatni mecz ze „Sborną”, rozgrywany za kadencji Leo Beenhakkera, zremisowaliśmy w Moskwie 2:2. Od tamtego czasu sporo się zmieniło, ale nie sądzę, by zespół ze wschodu Europy poczynił aż tak znaczące postępy, by być poza naszym zasięgiem. Przypomnę tylko, że Rosjanie nie awansowali do mistrzostw świata, a w eliminacjach do Euro mieli dość łatwą grupę, którą wygrali, wyprzedzając Irlandczyków. Z kolei Włosi to zespół, który prezentuje niezbyt porywający, aczkolwiek skuteczny futbol, co udowodnili nam w spotkaniu rozgrywanym we Wrocławiu.











