Galatasaray pokonało FC Porto 1:0 w pierwszym meczu tegorocznego Emirates Cup. Portugalczycy zmarnowali dwa rzutu karne, a zwycięstwo z 11 metrów zapewnił Felipe Melo.
Relacja z Emirates Stadium
Emirates Cup powoli wybudza stadion Arsenal z letniego marazmu. Szósty raz w ostatnich siedmiu latach, zapełniając nowoczesny obiekt podczas dodatkowych dwóch dni meczowych, władze „Kanonierów” dają przykład komercyjnego modelu, który niezmiennie przyciąga widzów.
Jednak pod względem piłkarskim poziom tegorocznego turnieju zawodzi. Zawodnicy letargicznie poruszają się po boisku, widoczny jest brak jakości w zagraniach. Łatwo można to wytłumaczyć przedsezonowym okresem, ale kiedy Wesley Sneijder z rzutu rożnego podaje piłkę pod nogi najbliższego obrońcy, a Jackson Martinez karnego uderza w sam środek bramki, trudno o wymówki.
Turniej towarzyski dał szansę na przypomnienie kilku znajomych twarzy. Gromkimi oklaskami powitano byłego ulubieńca publiczności Emmanuela Eboue, który wyszedł w pierwszym składzie Galatasarayu. Od pierwszej minuty zagrał także jego klubowy i reprezentacyjny kolega – Didier Drogba. Były napastnik Chelsea miał świetną statystykę występów przeciwko Arsenalowi, ale fani „Kanonierów” życzliwie odebrali jego występ w złoto-krwistych barwach. Schodzącego w drugiej połowie napastnika pożegnano nawet owacyjnym aplauzem.
Pierwsze spotkanie turnieju pomiędzy Galatasarayem a Porto upłynęło pod znakiem niewykorzystanych rzutów karnych.
Po raz pierwszy na jedenasty metr sędzia Andre Marriner wskazał już w 18. minucie, kiedy w polu karnym ścięty został szarżujący Silvestre Valera. Do piłki podszedł Jackson Martinez, ale jego strzał bez trudu obronił Fernando Muslera.
Choć mecz nie stał na najwyższym poziomie, do szatni z prowadzeniem powinni jednak byli schodzić podopieczni Paulo Fonseki. W 40. minucie Jackson Martinez zamiast uderzać, zdecydował się miękko zgrać piłkę do Lucho Gonzaleza. Zmierzający w światło bramki strzał Argentyńczyka został zablokowany przez jednego z obrońców „Galaty”. Co ciekawe, to grający z numerem trzecim kapitan „Smoków” zmarnował kolejny rzut karny, kiedy w 77. minucie posłał piłkę obok słupka bramki Muslery.
Ale Porto wówczas już goniło wynik.
Pięć minut wcześniej Mangala skosił w polu karnym Eboue, nie dając sędziemu innego wyboru, niż wskazanie na ten sam jedenasty metr, z którego w pierwszej połowie spudłował napastnik Jackson. Tym razem do piłki podszedł Brazylijczyk Felipe Melo i eleganckim technicznym strzałem umieścił futbolówkę głęboko w prawym dolnym rogu bramki.
Na słowa uznania zasłużył wracający do Londynu Didier Drogba. W 56. minucie najaktywniejszy w tym spotkaniu napastnik WKS wybiegł do długiej piłki, ale tuż przed polem karnym został staranowany przez wybiegającego z bramki Fabiano, który runął na murawę z niemal dwóch metrów. Choć wyglądało to groźnie, na szczęście nikomu nic się nie stało i obaj mogli kontynuować spotkanie.
Dzięki temu już siedem minut później mogliśmy podziwiać fenomenalne wykonanie z 18 metrów przez tegoż Drogbę, lekko podcięta piłka przeleciała tuż nad murem, ale świetną interwencją na linii popisał się wspomniany już Fabiano.










