Na start nowej telewizji czekano kilka tygodni. Zanim jednak wystartowała, wokół niej w internecie powstało już mnóstwo teorii spiskowych. Przecież po wielu latach monopolu Canal+ na najważniejsze piłkarskie rozgrywki nagle pojawił się ktoś, kto bez większych problemów wymierzył francuskiej firmie kilka mocnych sierpowych, zabierając część portfolio. A na jego temat, prawdę mówiąc, informacji było tyle co nic. Dlatego też transmitowane spotkanie Arsenalu z Chelsea o Tarczę Wspólnoty cieszyło się sporym zainteresowaniem. Wszyscy liczyli, że już pierwsze tygodnie przyniosą więcej odpowiedzi na temat nowego projektu. Dziś od tamtego spotkania minęło już nieco ponad rok. To dobry czas, by podsumować pierwsze dwanaście miesięcy grupy Eleven Sports Network.
Stacja widmo
A zaczęło się wszystko zupełnie niespodziewanie. W pewien czerwcowy wieczór internet zdominowała wiadomość o powstaniu nowej telewizji sportowej. Być może ta informacja jeszcze nie byłaby sama w sobie szokująca, gdyby nie fakt, że grupa ogłosiła już na dzień dobry posiadanie praw do ligi francuskiej, włoskiej i kilku innych wydarzeń. Z jednej strony powiedziano dużo, z drugiej dość niewiele. Prócz zapowiedzi o planach stacji w zasadzie jedynym konkretem wokół nowego tworu była postać Patryka Mirosławskiego, redaktora naczelnego. Poza tym same znaki zapytania. Brak szczegółowych informacji o składzie redakcji, dacie startu, a przede wszystkim dostępności. Spodziewano się za to, że skoro firma tak ostro wjeżdża na polski rynek, to znak, że plany ma całkiem ambitne.
Nie zabrakło jednak i takich, którzy mocno krytykowali stację, zanim na dobre wystartowała. Mirosławskiemu obrywało się za kilka rzeczy, m.in. za fakt, iż na kilkanaście dni przed startem telewizji nadal brakowało bardziej konkretnych informacji na temat fundamentalnych kwestii. Podczas jednej z audycji radiowych dowiedzieliśmy się tylko, że do nowego teamu dołączą Mateusz Święcki (na razie na zasadach współpracy), Dominik Guziak i Marcin Grzywacz.
Wkrótce wszystko skończyło się na tym, że pierwszą transmisję kibice obejrzeli m.in. w TVN Turbo. Przełomem zaś okazała się informacja, że przez pierwsze tygodnie Eleven zobaczymy głównie… w internecie. Dla niektórych było to już lekkie przegięcie.
Trzeba jednak zauważyć, że część uwag kierowali m.in. niezadowoleni abonenci nc+, którzy przecież w obliczu utraty kilku lig wchodzących w skład pakietu nie doczekali się obniżki cen. Najpierw z ramówki wypadły Ligue 1 oraz Serie A, jednakże dopiero utrata Primera Division była spektakularnym ciosem wymierzonym we francuską telewizję. Dopiero po tej informacji burza nad siedzibą jednej z czołowych stacji sportowych w Polsce rozpętała się na dobre. Szok. Nagle zdano sobie sprawę, że może istnieć inna możliwość poza Canal+. Niektórzy zaczęli już z pełnym przekonaniem wieszczyć nieunikniony koniec telewizji. Tym bardziej że według niektórych plotek niewiele brakowało, a Eleven przejęłoby również prawa do ekstraklasy. Na razie do takiej sytuacji daleko. Ekipa reprezentowana przez Smokowskiego, Twarowskiego i spółkę wciąż posiada polskie rozgrywki, Ligę Mistrzów, a nie tak dawno przedłużyła umowę na Premier League. Dla kibica to dalej najbardziej atrakcyjne towary.











