Zakończyły się kolejne mecze eliminacji Euro 2012. Przebiegają raczej bez niespodzianek. Spośród faworytów najtrudniejszą przeprawę miała Rosja. Gracze Dicka Advocaata z trudem pokonali Armenię.
Finlandia – Mołdawia 4:1
Od samego początku meczu dominowali piłkarze z Półwyspu Skandynawskiego. Spotkanie to rozpoczęło się dla nich znakomicie. Już po 11 minutach objęli prowadzenie, a strzelcem bramki okazał się Hamalainen. Zdobyty gol wyraźnie dodał Finom skrzydeł. Raz po raz dawali się we znaki defensorom rywali. Próby zaskoczenia bramkarza podjęli Hemetaj, Ring i Sjolund. Im dłużej trwała pierwsza połowa, tym większa rysowała się przewaga gospodarzy. Ci jednak nie potrafili udokumentować tego kolejną bramką. Gol dla miejscowych był tylko kwestią czasu i padł w 43. minucie. Jego zdobywcą ponownie okazał się Hamalainen. Druga połowa rozpoczęła się w sposób wymarzony dla Finów. Po sześciu minutach gry wywalczyli rzut karny, który na bramkę zamienił Forssell. Po tym nastąpiła lekka wymiana ciosów. W obie strony poszło kilka strzałów, jednak żaden w światło bramki. Po tym jednak sytuacja na boisku wróciła do normy. Dominowali Finowie, których w 71. minucie wspomógł Armas, pakując piłkę do własnej siatki. Gospodarze, mając ogromną przewagę, nieco spuścili z tonu. Dało to Mołdawianom możliwość zdobycia gola kontaktowego, lecz to było wszystko, na co było ich stać.
Azerbejdżan – Belgia 1:1

Początek spotkania do najlepszych nie należał. Głównym elementem gry, jaki dało się zaobserwować, były faule. Dopiero ósma minuta przyniosła strzał Wagifa Dżawadowa. To podziałało mobilizująco na Belgów. Niedługo potem Agajewa próbowali zaskoczyć Lombaerts, Witsel i Hazard. Z wolnego chybił Martens. Z minuty na minutę rosła przewaga przyjezdnych. Wydawało się, że gol dla piłkarzy z Beneluksu jest tylko kwestią czasu. Dobrze spisywali się Hazard i Martens. Jednak Agajew nadal pozostawał niepokonany. Mimo przewagi, goście nie potrafili uzyskać przed przerwą prowadzenia. Drugą połowę od uderzenia zaczął Alijew. Nie zmieniło to jednak obrazu gry. Przeważali Belgowie, którzy w 55. minucie wywalczyli rzut karny zamieniony na gola przez Simmonsa. Podwyższyć bezskutecznie próbowali Witsel i Martens. Gracze z Beneluksu nadal próbowali po raz kolejny pokonać Agajewa. Pomylił się Fellaini, pomylił się De Camargo, do siatki ponownie nie trafił Martens. Około 77. minuty przycisnęli miejscowi, ale z serii wykonywanych przez nich kornerów nic nie wynikło. Na 240 sekund przed końcem goście przeżyli dramat, Alijew doprowadził do wyrównania. Belgowie postawili wszystko na jedną kartę, lecz nie odwrócili losów spotkania i zakończyło się ono remisem 1:1.










