Końca dobiegły kolejne mecze 9. kolejki eliminacji Euro 2012. Najbardziej zadowoleni z siebie mogą być Holendrzy. Wicemistrzowie świata rozbili San Marino aż 11:0.
Luksemburg – Rumunia 0:2
Mecz ten rozpoczął się dość sensacyjnie. W początkowych minutach spotkania zdecydowanie większe zagrożenie pod bramką przeciwników stwarzał Luksemburg. Aktywnością wykazywali się Bettmer i Mutsch. Rumuni poważnie zaatakowali dopiero w okolicach kwadransa za sprawą Maricy. Nie zmieniło to jednak w znacznym stopniu obrazu gry. Nadal stroną przeważającą byli gospodarze. Piłkarze z Bałkanów więcej do powiedzenia mieli dopiero około 26. minuty, kiedy zablokowany został Marica. Goście poczuli swoją szansę i wykorzystali ją. W 34. minucie objęli prowadzenie za sprawą Torje. Miejscowi nadal byli groźni, lecz utrata gola wyraźnie ich podłamała. Rumuni czekali i kolejny cios zadali przed przerwą. Kolejne trafienie w meczu zaliczył Torje. Początek drugiej części nie napawał optymizmem. Goście potrzebowali aż dziesięciu minut, by oddać premierowy celny strzał. Grali oni spokojnie, nie forsowali tempa. Rzadziej mieli okazje do strzałów. Na kwadrans przed końcem formą znów błysnął Luksemburg, lecz Tatarusanu pozostał niepokonany. Nastąpiła lekka wymiana ciosów, po której Rumuni wyczekiwali końca, trzymając rywali z dala od swojego pola karnego. Dowieźli korzystny wynik do końca i pokonali niżej notowanego rywala 2:0.
Białoruś – Bośnia i Hercegowina 0:2
W pierwszych minutach przyjezdni mieli sporo problemów z powstrzymaniem rywali. Często musieli uciekać się do fauli. Wkrótce przyjęli inicjatywę. Jednak rzuty wolne Pjanicia i strzały Dzeko nie przyniosły rezultatu. Na to Białorusini odpowiedzieli strzałem Kisliaka oraz dośrodkowaniami Kałacziowa z rzutów rożnych. Po próbie Zahirovicia z 17. minuty goście zwietrzyli swoją szansę. Pięć minut później już prowadzili. Po faulu Żawnerczyka na Dzeko sędzia odgwizdał rzut wolny, który na gola zamienił Salihović. Minęło 120 sekund, a Bośniacy prowadzili już 2:0 za sprawą Medunjanina. Odpowiedzieć próbowali Kornilenko i Kałacziow, lecz na posterunku był Hasagić. Końcówka pierwszej części należała do gości. Próbowali Spahić, Pjanić, Medunjanin. O strzał pokusiłby się także Dzeko, gdyby nie spalone. Drugą połowę w gazie rozpoczęli gospodarze. Jednak Kałacziow dał się zablokować, a Szitow chybił. Przestrzelił ponownie po tym, jak jego koledzy złapali na spalonych Dzeko i Salihovicia. Po tym, jak drugi z nich znowu spudłował, Białoruś przycisnęła. Po rzucie wolnym wykonanym przez Kałacziowa dwa razy niecelnie strzał Sitko. Zażarte ataki dla gospodarzy mogły się źle skończyć, ale Żewnow poradził sobie z uderzeniem Pjanicia. W końcówce zagotowało się pod bramką Hasagicia. Miejscowi założyli istny hokejowy zamek. W polu karnym Bośni było bardzo gorąco, lecz przeciwnicy nie wykorzystali żadnej ze swoich szans i trzy punkty pojechały do Sarajewa.
Węgry – Szwecja 2:1









