O ile w poprzedniej kolejce tylko jedna z drużyn pierwszej czwórki naszej Ekstraklasy zdobyła komplet punktów, o tyle w tej nie udało się to żadnej.
Wisła nie wygrywa trzeciego meczu z rzędu. Nie strzela także gola. Legia przegrywa drugi mecz i również nie potrafi trafić do siatki. Ruch gra jakby bez przekonania i z Warszawy wywozi punkt, podobnie jak Lech z Bełchatowa. Tyle że lechici zagrali dobre spotkanie. Co się dzieje? Nie wiadomo. Na pewno liga staje się bardzo ciekawa, bo między liderem a piątą ekipą w tabeli jest tylko sześć punktów różnicy. Niby nie tak mało, ale biorąc pod uwagę wahania formy Wisły i Legii, to niczego wykluczyć nie można.

Słaba forma Wisły i Legii zebrała już jednak żniwo. Z posadami pożegnali się Urban i Skorża. Dyrektorem sportowym Legii nie jest również Mirosław Trzeciak. Czy zmiany pomogą? Pewnie tak, bo gorzej niż teraz raczej być już nie powinno.
Co słychać w dole tabeli? Z hucznych zapowiedzi walki o utrzymanie Polonii i Odry jak na razie wywiązują się tylko piłkarze z Wodzisławia, którzy w trzech meczach zdobyli siedem punktów. Tydzień temu pokonali Legię, teraz ich ofiarą padł Piast. Konsekwencje? Odra wyszła ze strefy spadkowej, a gliwicki klub zwolnił trenera. A Polonia? Jest ostatnia, a swoją grą nadal nie zachwyca. Właściciel Józef Wojciechowski mówi, że jak sędziowie dalej będą tak pracować, to on z polskiej ligi się wypisze. Kiedyś Wojciechowski chciał zwalniać trenerów (i zwalniał), teraz przerzuca się na arbitrów.
Po 20. kolejce można powiedzieć kilka rzeczy. Na pewno to, że rośnie forma Iliana Micańskiego, który znów strzelił dwa gole. Cieszy też coraz lepsza gra Radosława Matusiaka. Może „RadoMatu” wraca do dawnej formy? Można też powiedzieć to, że w Wiśle i Legii tym razem bez zmian chyba by się nie obeszło. No i też to, że Odra chyba faktycznie, jak śpiewają niemal co sezon jej kibice, nigdy nie spadnie.











