W obu przed chwilą zakończonych meczach padło tylko po jednej bramce. Piast i Polonia wygrały swoje mecze. Niestety w meczu rozgrywanym na stadionie Arki sędzia popełnił błąd, nie dyktując karnego dla gospodarzy. Inne zamieszanie miało miejsce w drugim spotkaniu. Polonia Bytom w meczu z Piastem Gliwice zagrała w koszulkach Odry Wodzisław!
Tak, tak to nie pomyłka. Sędziowie uznali, że stroje obu jedenastek są zbyt podobne do siebie. Mecz był rozgrywany w Wodzisławiu, a jedyne stroje rezerwowe, które były dostępne w szatni, to właśnie koszulki miejscowego klubu. Teraz nie wiadomo, kogo za to zamieszanie winić. Sędziów, działaczy, a może niczemu winnych piłkarzy?

W pierwszej połowie częściej atakowali zawodnicy Piasta. Nic w tym dziwnego, w końcu sami piłkarze przed meczem zapowiadali, że dzisiejszy mecz to walka o 6 punktów. Daniel Koczon jako pierwszy, w 18. minucie meczu, mógł wyprowadzić Piasta na prowadzenie. Jego strzał jednak został przyblokowany przez obrońcę z Bytomia. Polonia najgroźniejsze sytuacje stwarzała sobie jak zwykle po słynnych rzutach rożnych trenera Motyki, lecz i one nie otworzyły worka z bramkami.
Druga połowa rozpoczęła się ponownie od ataków piłkarzy z Gliwic. Swoją upragnioną bramkę zdołali oni strzelić w 64. minucie meczu. Maciej Michniewicz został strzelcem gola. Swój udział w tej akcji miał także bramkarz Polonii, który popełnił fatalny w skutkach błąd. Najlepszą szansę na wyrównanie wypracował sobie w 74. minucie Janusz Wolański. Jednak parada bramkarza gospodarzy pozwoliła obronić rezultat. Do końca meczu więcej goli już nie padło i Piast zdobył cenne 3 punkty.
Polonia broni fotelu lidera
Pierwsze 15 minut nikogo nie powaliło na kolana. Tempo spotkania było słabe, a żadna ze stron nie kwapiła się do ataków. W kolejnych minutach przeważali piłkarze z Gdyni. W 18. minucie akcję przeprowadzał Tomasz Sokołowski. Świetnie zagrał górą do Żurawia, a ten głową strzelił minimalnie obok bramki. Drugą, bardzo dobrą sytuację gospodarze mieli w 37. minucie gry. Piłka po strzale Wachowicza otarła poprzeczkę bramki Polonii.
Arka miała znaczną przewagę przez prawie całą pierwszą część gry. Jednak mimo to gola strzelili warszawiacy. Marek Sokołowski szczupakiem umieścił piłkę w siatce po zagraniu z rzutu wolnego. Za bramkę trzeba winić po części bramkarza z Gdyni, który interweniował we wcześniejszej akcji poza polem karnym i przyczynił się do tego, że Poloniści mieli stały fragment gry.
Gdynianie po stracie bramki już nie odzyskali wiary w zwycięstwo. Polonia może nie rozgrywała fenomenalnego spotkania, ale Arka miała już dziś dosyć. W drugiej części gry na brawa zasłużył Filip Ivanovski, który miał swoją najlepszą sytuację w 57. minucie gry.











