Po raz 60. doszło do ligowego pojedynku pomiędzy Śląskiem Wrocław a Lechem Poznań. Po jego zakończeniu dużo bardziej zadowoleni z końcowego rezultatu są piłkarze z Wielkopolski, którzy przełamali serię trzech spotkań bez zwycięstwa w Ekstraklasie.
Pojedynek w stolicy Dolnego Śląska przyciągnął na stadion przy ul. Oporowskiej nadkomplet widzów – blisko dziewięć tysięcy. Ponieważ WKS nie liczy się już w walce o grę w europejskich pucharach, jak również nie grozi mu degradacja, to właśnie sprawianie radości swoim fanom jest w tej chwili priorytetem dla wrocławian. Natomiast Lech musiał ten mecz wygrać, aby wciąż realnie myśleć o zdobyciu mistrzostwa Polski.
Od początku przewagę zyskali goście, w szeregach których najbardziej wyróżniającą się postacią był Robert Lewandowski. W 11. minucie po rzucie rożnym niepilnowany w polu karnym Śląska Rengifo trafił w poprzeczkę. Chwilę później bardziej skuteczny od swojego kolegi okazał się wspomniany Lewandowski i precyzyjnym uderzeniem, po sprytnym zagraniu Wilka, wyprowadził Lech na prowadzenie. Po upływie kolejnych dwóch minut bliski zdobycia gola ponownie był 21-letni napastnik, ale tym razem uderzył niecelnie.
Pierwszy groźny strzał na bramkę rywala Śląsk oddał dopiero po pół godzinie gry, próbował Sotirovic, a piłkę wypiąstkował Turina. W 32. minucie w jeszcze lepszej sytuacji znalazł się Marek Gancarczyk, ale piłka powędrowała minimalnie obok słupka bramki gości. Im bliżej końca tym przewaga WKS-u bardziej się uwidaczniała. Do jej udokumentowania mogło dojść w 37. minucie, gdy głową strzelał Szewczuk, a skuteczną interwencją popisał się bramkarz z Poznania. Po upływie zaledwie 60 sekund golkiper gości tym razem nie dał się pokonać Łukasiewiczowi, który z najbliższej odległości trafił wprost w jego ręce. Do przerwy 0:1.
Minutę po rozpoczęciu drugiej połowy do siatki trafił Sotirovic. Radość zarówno Serba, jak i kibiców z Wrocławia szybko przerwała podniesiona przez bocznego sędziego chorągiewka – Pawelec zgrywał piłkę w pole karne już zza linii końcowej. W 56. szansę podopiecznych Ryszarda Tarasiewicza na doprowadzenie choćby do remisu poważnie zmalały. Po zagraniu Tanevskiego najwyżej w polu karnym gospodarzy wyskoczył Arboleda i celnym uderzeniem pokonał Kaczmarka.
W 63. minucie z dystansu „kropnął” Ulatowski, ale Turina po raz kolejny stanął na wysokości zadania. „Kolejorz” skupiony już niemal wyłącznie na grze w destrukcji i wyprowadzaniu kontrataków nie pozwalał miejscowym na stwarzanie okazji do uzyskania choćby bramki kontaktowej. Na uwagę zasługuje jedynie sytuacja z 83. minuty, kiedy tor lotu piłki po strzale Sotirovicia w ostatniej chwili zmienił Tanevsky. Tuż przed końcem dwukrotnie dobrą okazję do podwyższenia miał Lewandowski, jednak w obu przypadkach był nieskuteczny. Cztery minuty doliczone przez głównego arbitra żadnej zmiany wyniku już nie przyniosły.
Lech wygrał zasłużenie 2:0 i tym samym zgarnął we Wrocławiu komplet punktów. Teraz, ze spokojem może wyczekiwać na jutrzejszy rezultat z Krakowa, gdzie Wisła zmierzy się z Legią. To właśnie pomiędzy tym tercetem rozegra się decydująca batalia o mistrzostwo Polski.










