Podczas jednej z najdłużej trwających rund Pucharu Polski, która rozciągnięta była na ponad trzy i pół miesiąca, uświadczyliśmy wielu emocji. Zabrakło jednak niespodzianek – do półfinału awansowały cztery ekipy grające na co dzień w ekstraklasie. Warto więc prześledzić raz jeszcze wszystkie mecze ćwierćfinałowe.
Czas także wyciągnąć pierwsze wnioski, bo już w ten weekend rusza ekstraklasa, a w środku kolejnego tygodnia zmagania rozpocznie Fortuna 1. Liga. Pierwszoligowcy co prawda nie sprawili niespodzianki, ale Miedź dzielnie walczyła przeciwko warszawskiej Legii, a Stal Mielec w drugiej połowie sprawiła kłopoty Lechowi Poznań. Na początek przypomnijmy sobie spotkania rozegrane jeszcze w marcu.
Krakowianie na drodze do finału
W pierwszym meczu ćwierćfinałowym GKS Tychy na (jakże pięknie się prezentującym!) Stadionie Miejskim w Tychach podejmował Cracovię. Niezwykle ofensywna, lecz mająca problemy z defensywą ekipa tyszan nie była faworytem, ale jednocześnie nie była skazana na pożarcie. Krakowianie przeważali, częściej utrzymywali się przy piłce, ale GKS także potrafił postraszyć. Napastnik tyszan Szymon Lewicki wykazywał się aktywnością, wprowadzając zamęt w formacji defensywnej Cracovii.
Po przerwie krakowianie pokazali, dlaczego to właśnie oni znajdują się obecnie w ekstraklasie. GKS zaczął popełniać proste błędy i po zamieszaniu w bocznym sektorze boiska Wdowiak wykorzystał fantastyczne podanie prostopadłe. Goście objęli prowadzenie, a gospodarze jeszcze raz pokazali, że mają problemy z koordynacją w obronie.
Prawdziwie piłkarskie emocje nadeszły, kiedy mecz schylał się już ku końcowi. Po zgrabnym kontrataku, na minutę przed zakończeniem spotkania, podanie otrzymał Wojciech Szumilas, który huknął z szesnastu metrów. Rezerwowy GKS-u doprowadził do dogrywki i dał nadzieję na wyeliminowanie Cracovii.
W dogrywce nie było jednak tak kolorowo. Defensorzy GKS-u po raz drugi w tym spotkaniu pokazali antyklasę, zupełnie odpuszczając walkę o piłkę – najpierw w bocznym sektorze, a później w polu karnym. Nienaciskany Pelle van Amersfoort przymierzył dokładnie pod poprzeczkę, a Cracovia przypieczętowała swój awans do półfinału.
Nerwowe starcie w Gdańsku
Następnie Lechia Gdańsk zmierzyła się na własnym obiekcie z obecnym mistrzem kraju, czyli Piastem Gliwice. Pierwsza odsłona spotkania minęła pod dyktando drużyny z Pomorza – zobaczyliśmy strzał w poprzeczkę już w pierwszych minutach meczu. Później zrobiło się jeszcze groźniej, aż w końcu Filip Mladenović popisał się pięknym wolejem i dał gospodarzom prowadzenie.
A przynajmniej tak się z początku wydawało – po analizie VAR sędzia nie uznał tej bramki, zamiast tego odgwizdując spalonego. Na pozycji spalonej znalazł się wrzucający piłkę ze skrzydła Mihalik. Nieuznane trafienie tylko zachęciło Lechię do dalszego parcia na bramkę Piasta. Gliwiczanie tuż po przerwie zmarnowali fantastyczną okazję – tym razem to gdańszczan uratowała poprzeczka.










