Sytuacja na dnie dolnej tabeli robi się coraz ciekawsza, przynajmniej dla kibiców. Na trzy kolejki przed końcem rozgrywek Podbeskidzie Bielsko-Biała będzie musiało dać z siebie wszystko, aby utrzymać się w lidze.
Po porażce z początku kwietnia Jagiellonia miała z bielszczanami rachunki do wyrównania. „Trzy do jaja” na własnym stadionie bolało, tym bardziej, że na dobrą sprawę przesądziło o ich grze w grupie spadkowej. Gdyby „Jaga” wyrwała wtedy komplet punktów, dziś walczyłaby o puchary.
Chęć rewanżu spowodowała, że piłkarze z Białegostoku od początku rzucili się do ataków niczym dzikie zwierzę. Już w pierwszych minutach powracający Karol Mackiewicz posunął lewą flanką niczym strzała, ale jego dośrodkowania nie zdołał wykończyć Przemysław Frankowski. Chwilę później akcja przeniosła się na drugą stronę boiska, gdzie arbiter Daniel Stefański podyktował kontrowersyjny rzut karny. Do piłki podszedł Adam Mójta, który pewnym, mocnym uderzeniem pokonał Bartłomieja Drągowskiego i po raz trzeci z rzędu trafił przeciwko temu rywalowi.
Stracona bramka jeszcze bardziej rozwścieczyła Jagiellonię, która rzuciła się do szalonych ataków. Przyniosły one efekt dopiero po rzucie rożnym wykonywanym przez Konstantina Vassiljeva. Estończyk wrzucił piłkę w pole karne wprost na głowę bardzo chwalonego Szymonowicza, a 20-latek wpakował futbolówkę do siatki. Ten gol dodał skrzydeł „Pszczółkom”, które ruszyły naprzód z jeszcze większym impetem. Niestety dla białostoczan do przerwy na tablicy świetlnej widniał remis.
Druga połowa to znowu dominacja gospodarzy. Pomimo wpuszczenia na murawę Karola Świderskiego Jagiellonia wykazywała się ogromną nieskutecznością. A że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, to po znakomitej akcji Piotra Tomasika, który w sytuacji sam na sam z Zubasem zdecydował się podać zamiast strzelać, bramkę zdobyło… Podbeskidzie! Po dość nieudolnej próbie odebrania piłki przez żółto-czerwonych we własnym polu karnym Robert Demjan niemalże z linii końcowej dośrodkował po ziemi do Szczepaniaka, a ten musiał jedynie dostawić nogę, by wyprowadzić swój zespół na prowadzenie.











