Co roku to samo. Europejskie rozczarowanie, nowa definicja słowa kompromitacja, które tak spowszechniało kibicom znad Wisły. Media pokrzyczą, że jest źle, Internet wyśmieje, a kurz po porażkach opadnie bardzo szybko. Dlaczego? Dlatego, że szkaradne dziewczę, jakim bez wątpienia jest ekstraklasa, za chwilę zostanie pięknie umalowane przez telewizję i inne media. Pod kilogramem makijażu udając, że jest inaczej. A my udamy, że nie widzimy.Fakt, że rywalizację w Europie zaczynamy coraz wcześniej, mówi sam za siebie. Od lat zanim zawodnicy czołowych klubów Starego Kontynentu skończą uśmiechać się do aparatów Azjatów czy kibiców ze Stanów Zjednoczonych, nad Wisłą już przeżywamy przygody naszych drużyn w pucharach. Przygody najczęściej krótkie, bez szczęśliwego zakończenia. Przypominające trochę fabułę odcinków popularnego niegdyś serialu „Power Rangers”. Tyle tylko, że na koniec to nas biją. Czasem nawet bardzo mocno, czasem z rozmachem, wybijając europejskie marzenia z głowy. Tak żeby podobnie jak w serialu iskry leciały.
Potem następuje refleksja. Bicie się w pierś (tym razem już samemu), debata o szkoleniu. Cały ten coroczny cykl trwa jednak z każdym kolejnym sezonem coraz krócej. Dlaczego? Dlatego, że życie nie znosi próżni, a na piedestał wracają rozgrywki naszej ekstraklasy. Pięknie opakowane. Niczym prezent z fantastyczną wstążeczką, który rozbuja wyobraźnię każdego dziecka. Otwierając prezent, kibic polskiej ekstraklasy nie ujrzy jednak nowoczesnej konsoli do gier. Zobaczy bazarową podróbę. Wtedy musi cieszyć się z tego co jest i powtarzać niczym mantrę (w „gamerowym” języku), że liczy się „grywalność”. Zaawansowanej grafiki czyt. piękna futbolu nie uświadczy.
Upiększanie rzeczywistości
Mimo tych wszystkich wad udajemy, że to nie jest istotne. Pomaga w tym wspomniana wstążeczka i opakowanie, które stale z niezłomną wytrwałością produkują media, a przede wszystkim telewizja. Wywiady, zaglądanie do szatni, magazyny, a przede wszystkim skróty spotkań. Coś pięknego. Każdy to kupi. Ja kupiłem, kupią i inni. Problem zaczyna się gdy zakupią także bilet na mecz ekstraklasy.
Oglądając całe spotkanie kibic, który pierwszy raz poszedł na mecz najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce, może poczuć się oszukany. To trochę tak jak ze zwiastunem filmu. Były wybuchy i śmieszne dialogi. Całość jednak zawiodła. Podobnie jest z ekstraklasą. Pojawią się niecelne podania. Stanie w miejscu po jednym czy dwóch rajdach oraz marna skuteczność. Nagle z makijażu, który na naszą ekstraklasę nałożyły media, nie pozostanie nic. Piękny łabędź przerodzi się w szkaradne kaczątko.











