Pierwszy z trzech wielkich finałów za nami. Estadio Ramon Sanchez Pizjuan nie zawiodło i tak jak Polsat Plus Arena Gdańsk rok temu dostarczyło sporo wrażeń. Hiszpanie gościli dwie ekipy, którym nie dawano większych szans na sukces – kiepsko radzący sobie w Bundeslidze Eintracht Frankfurt oraz Rangers F.C., które w zeszłym sezonie wróciło na krajowy tron po dziesięciu latach przerwy. Ostatecznie to ci pierwsi wychodzą z tego starcia zwycięsko, co jest świetną informacją dla ligi niemieckiej.
Do wyłonienia triumfatora – tak jak przed rokiem – potrzebny był konkurs rzutów karnych. Jedynym zawodnikiem, który się pomylił, jest Aaron Ramsey.
Eintracht wszedł lepiej w spotkanie, sędzia wyjątkowo pobłażliwy
Szkoci znani są na całym piłkarskim świecie jako brutalni oraz bezkompromisowi zawodnicy. Wystarczyło zaledwie pięć minut, aby przekonał się o tym kapitan „Orłów” Sebastian Rode. Sprawca zamieszania, John Lundstram, był mocno spóźniony w walce o piłkę i zamiast w futbolówkę trafił w głowę Niemca. Pomocnik momentalnie zalał się krwią i nie wiadomo było, czy będzie w stanie kontynuować grę. Kilka minut pracy medyków Eintrachtu pozwoliło mu jednakże pozostać na boisku.
Dziwić może fakt, że sędzia spotkania Slavko Vinčić nie pokazał po tym wejściu Anglikowi kartki. Co więcej, Słoweniec przez praktycznie cały mecz pozwalał na wyjątkowo wiele. W kolejnych minutach byliśmy bowiem świadkami różnego rodzaju wejść bądź łokci. Arbiter natomiast pierwszy kartonik pokazał dopiero w 62. minucie spotkania.
Premierowe 45 minut nie dostarczyło wielu emocji. Znacznie lepsze wrażenie w pierwszych 30 minutach pozostawili po sobie zawodnicy Olivera Glasnera. Eintracht wykreował sobie kilka niezłych sytuacji, lecz żadna z nich nie została zamieniona na gola. Rangersi obudzili się dopiero w okolicach 25. minuty, lecz nie przyniosło to konkretnej korzyści.
Rangers F.C. wyszło na prowadzenie, Eintracht nie zawiesił broni
Druga część spotkania od praktycznie samego początku była konkretniejsza, szybsza oraz lepsza piłkarsko. Zaledwie początkowe minuty dały nam do zrozumienia, że będzie ona ciekawsza niż pierwsza odsłona. Gdy wydawało się, że Eintracht ma grę pod kontrolą i wizualnie prezentował się od przeciwników lepiej, w 57. minucie popełnił serię błędów, która zakończyła się stratą bramki. Nieporadność niemieckich obrońców wykorzystał w najlepszy możliwy sposób Joe Aribo. Nigeryjczyk po tym, jak Tuta się przed nim potknął, stanął oko w oko z Kevinem Trappem i umieścił piłkę w siatce, uszczęśliwiając szkockich kibiców.











