„Mes Que Un Club” – więcej niż klub – jest to hasło, z którymi identyfikuje się cała społeczność FC Barcelona. Dlatego powstaje pytanie, co się dzieje w tym sezonie z grą zespołu, który jest wizytówką miasta, jak i całej Katalonii? Przed sezonem wydawać by się mogło, że Barcelona odważnie ruszy do zdobycia kompletu trofeów w tym w nadchodzących rozgrywkach – przede wszystkim wygranie Ligi Mistrzów. Dokonano kilku roszad w składzie, m.in. transfery Griezmanna, de Jonga czy też Juniora Firpo. Niestety gra mistrzów Hiszpanii to jedna wielka sinusoida w obecnych rozgrywkach.„Blaugrana” mimo kryzysu, w jakim się znalazła, oraz negatywnego odbioru przez kibiców zajmuje pozycję lidera odpowiednio w La Liga oraz Lidze Mistrzów. Negatywna atmosfera, jaka w ostatnich dniach roztacza się wokół zespołu i przede wszystkim wobec osoby Ernesto Valverde, nie służy piłkarzom w podnoszeniu jakości gry. Barcelonę w najbliższych tygodniach czeka trudny terminarz, który może być weryfikacją tego, o co grają w tym sezonie. Środowy mecz może stanowić doskonały punkt odniesienia do stylu, w jakim „Barca” powinna rozgrywać swoje spotkania z Atletico oraz tym najbardziej wyczekiwanym, tj. El Clasico.
Wyjazd znaczy zimny prysznic
O grze Barcelony na wyjazdach można powoli zacząć pisać prace naukowe, bo jak wytłumaczyć to, że Barcelona w obecnej kampanii wyjazdowej wygrała tylko trzy spotkania na siedem rozegranych. Zespół, którego celem jest dominacja na krajowym podwórku, nie ma prawa spisywać się w tak żenujący sposób. Ostatnim wyjazdowym meczem, który „Katalończycy” rozegrali, odbył się w aglomeracji Madrytu – Leganes. Idealna okazja, żeby odnieść łatwe i przekonujące zwycięstwo, mając na uwadze, że jest to „czerwona latarnia ligi”. Styl, w jakim zespół z Camp Nou rozegrał to spotkanie, pozostawia wiele do życzenia.
https://twitter.com/Dana_toku/status/1198777446939545600
Oczywiście zwycięstwo udało się wyszarpać, ale czy tak grającą „Dumę Katalonii” kibicie chcą oglądać? Można komentować, że zespół Leganes zagrał ambitnie i pokazał charakter, co mu trzeba oddać, ale nic nie ujmując, dla Barcelony jest to wyzwanie niczym przeskoczenie krawężnika. W najbliższej kolejce ligowej „Katalończycy” pojadą na bardzo trudny teren, na którym gra się niezwykle nieprzyjemnie, tj. Wanda Metropolitano. Spotkanie z równie nieprzekonującym Atletico może być weryfikacją tego, czy piłkarze potrafią się zmobilizować na terenie rywala, który znany jest z jednej z najszczelniejszych defensyw w Europie. Ostatni mecz między tymi zespołami na stadionie w stolicy Hiszpanii zakończył się wynikiem 1:1. Patrząc na dyspozycje obu zespołów, można liczyć na bardzo zbliżony wynik.
Gorące krzesło – prawda czy marzenie?
Valverde – czyli osoba odpowiedzialna za obecny stan rzeczy w dużej mierze. Od początku jego kadencji widać, że odchodzi od barcelońskiego DNA i jego wizja gry opiera się na pragmatyzmie oraz na dyspozycji Leo Messiego. W poprzednich dwóch sezonach kompletnie odchodził od umożliwiania gry w pierwszym zespole zawodnikom z La Masii. W obecnych rozgrywkach stara się w tym aspekcie wprowadzić pewne zmiany w swojej koncepcji (przede wszystkim Ansu Fati) albo po prostu pogodził się z tym, że to będzie jego ostatni sezon w Barcelonie i chce zostawić po sobie jakiś stempel na młodych piłkarzach. Trudno zrozumieć sposób, w jaki są traktowani niektórzy gracze, mam tu na myśli przede wszystkim Rakiticia. W poprzednich latach Chorwat grał wszystko od deski do deski, teraz nagle po transferze de Jonga został odsunięty i rzadko kiedy podnosi się z ławki rezerwowych. W środowym meczu z BVB Ivan wyszedł niespodziewanie w pierwszej jedenastce, ale dało się zauważyć braki w rytmie meczowym.











