Dumna twarz Katalonii, czyli co się dzieje z Barceloną


Barcelona – rozczarowująca stylem kibiców, ale podtrzymująca pozycje w ligowej rozgrywce oraz Lidze Mistrzów

1 grudnia 2019 Dumna twarz Katalonii, czyli co się dzieje z Barceloną

„Mes Que Un Club” – więcej niż klub – jest to hasło, z którymi identyfikuje się cała społeczność FC Barcelona. Dlatego powstaje pytanie, co się dzieje w tym sezonie z grą zespołu, który jest wizytówką miasta, jak i całej Katalonii? Przed sezonem wydawać by się mogło, że Barcelona odważnie ruszy do zdobycia kompletu trofeów w tym w nadchodzących rozgrywkach – przede wszystkim wygranie Ligi Mistrzów. Dokonano kilku roszad w składzie, m.in. transfery Griezmanna, de Jonga czy też Juniora Firpo. Niestety gra mistrzów Hiszpanii to jedna wielka sinusoida w obecnych rozgrywkach.


Udostępnij na Udostępnij na

„Blaugrana” mimo kryzysu, w jakim się znalazła, oraz negatywnego odbioru przez kibiców zajmuje pozycję lidera odpowiednio w La Liga oraz Lidze Mistrzów. Negatywna atmosfera, jaka w ostatnich dniach roztacza się wokół zespołu i przede wszystkim wobec osoby Ernesto Valverde, nie służy piłkarzom w podnoszeniu jakości gry. Barcelonę w najbliższych tygodniach czeka trudny terminarz, który może być weryfikacją tego, o co grają w tym sezonie. Środowy mecz może stanowić doskonały punkt odniesienia do stylu, w jakim „Barca” powinna rozgrywać swoje spotkania z Atletico oraz tym najbardziej wyczekiwanym, tj. El Clasico.

Wyjazd znaczy zimny prysznic

O grze Barcelony na wyjazdach można powoli zacząć pisać prace naukowe, bo jak wytłumaczyć to, że Barcelona w obecnej kampanii wyjazdowej wygrała tylko trzy spotkania na siedem rozegranych. Zespół, którego celem jest dominacja na krajowym podwórku, nie ma prawa spisywać się w tak żenujący sposób. Ostatnim wyjazdowym meczem, który „Katalończycy” rozegrali, odbył się w aglomeracji Madrytu – Leganes. Idealna okazja, żeby odnieść łatwe i przekonujące zwycięstwo, mając na uwadze, że jest to „czerwona latarnia ligi”. Styl, w jakim zespół z Camp Nou rozegrał to spotkanie, pozostawia wiele do życzenia.

Oczywiście zwycięstwo udało się wyszarpać, ale czy tak grającą „Dumę Katalonii” kibicie chcą oglądać? Można komentować, że zespół Leganes zagrał ambitnie i pokazał charakter, co mu trzeba oddać, ale nic nie ujmując, dla Barcelony jest to wyzwanie niczym przeskoczenie krawężnika. W najbliższej kolejce ligowej „Katalończycy” pojadą na bardzo trudny teren, na którym gra się niezwykle nieprzyjemnie, tj. Wanda Metropolitano. Spotkanie z równie nieprzekonującym Atletico może być weryfikacją tego, czy piłkarze potrafią się zmobilizować na terenie rywala, który znany jest z jednej z najszczelniejszych defensyw w Europie. Ostatni mecz między tymi zespołami na stadionie w stolicy Hiszpanii zakończył się wynikiem 1:1. Patrząc na dyspozycje obu zespołów, można liczyć na bardzo zbliżony wynik.

Gorące krzesło – prawda czy marzenie?

Valverde – czyli osoba odpowiedzialna za obecny stan rzeczy w dużej mierze. Od początku jego kadencji widać, że odchodzi od barcelońskiego DNA i jego wizja gry opiera się na pragmatyzmie oraz na dyspozycji Leo Messiego. W poprzednich dwóch sezonach kompletnie odchodził od umożliwiania gry w pierwszym zespole zawodnikom z La Masii. W obecnych rozgrywkach stara się w tym aspekcie wprowadzić pewne zmiany w swojej koncepcji (przede wszystkim Ansu Fati) albo po prostu pogodził się z tym, że to będzie jego ostatni sezon w Barcelonie i chce zostawić po sobie jakiś stempel na młodych piłkarzach. Trudno zrozumieć sposób, w jaki są traktowani niektórzy gracze, mam tu na myśli przede wszystkim Rakiticia. W poprzednich latach Chorwat grał wszystko od deski do deski, teraz nagle po transferze de Jonga został odsunięty i rzadko kiedy podnosi się z ławki rezerwowych. W środowym meczu z BVB Ivan wyszedł niespodziewanie w pierwszej jedenastce, ale dało się zauważyć braki w rytmie meczowym.

Mimo że Barcelona obecnie zajmuje pierwsze miejsce w lidze oraz uzyskała awans do dalszej fazy rozgrywek LM, kibice są przeciwko Valverde. Fani „Blaugrany” poza wynikami oczekują: stylu, magicznej tiki-taki, popisów technicznych swoich zawodników i przekonujących zwycięstw – bez tego nie uzyskasz poparcia na dłuższą metę, pracując w stolicy Katalonii. Dlatego Valverde od początku nie ma przychylnej mu opinii kibiców, mimo chociażby dominacji w poprzednich rozgrywkach ligowych zapamiętana została przede wszystkim kompromitacja w półfinale LM z Liverpoolem. Wygranie pucharu Ligi Mistrzów jest obecnie obsesją klubu, ale i, co ważniejsze, Leo Messiego. A jeśli klub rozczarowuje w takim stylu jak z zespołami z Anglii oraz Włoch (Roma), to trudno o wsparcie kibiców. W naszym odczuciu Valverde zostanie do końca sezonu, a po mistrzostwach Europy Barcelonę przejmie Ronald Koeman.

Jastrzębie oko

Transfer, który był jednym z najgłośniejszych w letnim oknie, a na pewno kosztował sporo emocji, oczywiście chodzi o Antoine Griezmann’a. Francuz został sprowadzony, aby wypełnić lukę na lewej flance oraz miał stworzyć kolejne ofensywne trio w historii Barcelony z Messim i Suarezem. Patrząc, z jaką determinacją prezydent klubu Bartomeu walczył o pozyskanie Francuza, można było zakładać, że to będzie ogromne wzmocnienie dla „Blaugrany”. Początek zapisania swojej historii w Barcelonie francuski mistrz świata zaczął z wysokiego C w meczu z Betisem (strzelił dwie bramki i rewelacyjnie rozprowadzał piłki oraz doskonale pokazywał się do gry), w momencie, kiedy do zdrowia wracali Urugwajczyk oraz Argentyńczyk, Griezmann gasnął w oczach. Obraz ten nie zmienia się do teraz, Francuz coraz częściej zaczyna mecze na ławce rezerwowych. Widać po prostu, że Valverde za bardzo nie potrafi znaleźć jemu miejsca na boisku. Sam zawodnik niezbyt dobrze czuje się jako skrzydłowy, zdecydowanie lepiej wygląda, grając na pozycji numer 10.

Od początku transfer francuskiego napastnika był pomysłem chybionym, ponieważ jest to gracz, który dublowałby pozycję Messiego. Lepszym wyjściem byłoby dopłacenie kilkadziesiąt milionów i sprowadzenie Neymara z powrotem, który doskonale czuł się na Camp Nou. Krytyka wobec stylu, w jakim gra Barcelona w obecnej kampanii, jest w 100% zasłużona, ponieważ pozostaje on daleki od ideału. Dla kibiców piłki nożnej (zwłaszcza tych niedzielnych) wybór obejrzenia meczu „Katalończyków” jest bardziej z sentymentu niż z możliwości zobaczenia dobrej gry. Ogromnym pozytywem pozostaje forma Leo Messiego oraz to, co ten facet wyprawia na boisku. Bramki, podania, dryblingi – to jest piłkarz kompletny i jeden z najlepszych w historii. W środowym spotkaniu rozegrał 700. mecz w barwach Barcelony, a jego liczby i statystki prezentują się kosmicznie:

  • 613 bramek,
  • 239 asyst,
  • 852 razy miał udział przy golu (1,22 na mecz!),
  • 34 trofea, w tym m.in. 10 razy La Liga i 4 razy Liga Mistrzów,
  • 5 złotych piłek,
  • 6 złotych butów.

Można by tak wymieniać w nieskończoność, ile rekordów pobił w swojej karierze genialny Argentyńczyk. Borussia Dortmund była 78. drużyną w seniorskiej karierze oraz 34. w Lidze Mistrzów, której Leo Messi wbił bramkę. Dopóki ten piłkarz nosi koszulkę z numerem „10”, Barcelona będzie zawsze jednym z faworytów do wygrywania trofeów w Hiszpanii oraz Europie.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski