Duma słowackich Węgrów


Rywal Cracovii w Lidze Europy to zespół na swój sposób wyjątkowy

11 lipca 2019 Duma słowackich Węgrów
futbal.pravda.sk

DAC Dunajska Streda jest oczkiem w głowie Węgrów i solą w oku Słowaków. Rywal Cracovii w eliminacjach do Ligi Europy jako klub mniejszości węgierskiej wzbudza na Słowacji duże, a przede wszystkim często niezdrowe emocje.


Udostępnij na Udostępnij na

Nie tylko samego fenomenu DAC, ale przede wszystkim całej współczesnej historii Węgier nie da się zrozumieć bez cofnięcia się do roku 1920. Wówczas w pałacu Grand Trianon w podparyskim Wersalu toczyły się pokojowe rozmowy pomiędzy Węgrami a państwami Ententy, których owocem stało się porozumienie znane jako traktat z Trianon. Na mocy tej umowy Królestwo Węgier zostało pozbawione dwóch trzecich swoich dotychczasowych terytoriów, a także jednej trzeciej ludności, co na Węgrzech do dzisiaj uważane jest za największą narodową tragedię.

Traktat z Trianon rozdzielił więc węgierskie terytorium pomiędzy kilka państw, w tym rodzącą się wówczas Czechosłowację. Właśnie z tego powodu tereny współczesnej Słowacji wciąż są zamieszkiwane przez liczną mniejszość węgierską. Według spisu powszechnego sprzed ośmiu lat liczy sobie ona ponad 450 tysięcy osób, a więc stanowi 8,5 proc. całej populacji państwa słowackiego. Jej sytuacja uzależniona jest od kilku czynników, zaś do najważniejszych z nich należy zaliczyć aktualny stan stosunków Słowacji z Węgrami oraz pozycję węgierskich ugrupowań w słowackim systemie politycznym.

Polityka

W kontekście klubu z Dunajskiej Stredy (zwanej po węgiersku Dunaszerdahely) od polityki nie da się zresztą w żaden sposób uciec. Klub najprawdopodobniej by nie przetrwał, gdyby nie ambicje węgierskiego premiera Viktora Orbana, który jako pasjonat futbolu sam w przeszłości występował jako piłkarz w zespołach z niższych klas rozgrywkowych. Szef rządu Węgier jako jeden z głównych celów postawił sobie odbudowę węgierskiej piłki, a jednym z elementów jego planu jest także wsparcie dla klubów mniejszości węgierskiej w państwach ościennych.

Ambitny projekt węgierskiego premiera okazał się zbawienny dla DAC, któremu groziło nawet wycofanie z rozgrywek w trakcie sezonu 2013/2014 z powodu ciągnących się przez kilka lat kłopotów finansowych będących efektem złego zarządzania przez irańskiego inwestora. Zespół po rundzie jesiennej słowackiej ekstraklasy zajmował ostatnie miejsce w lidze, ale przejęcie go przez biznesmena Oszkara Vilagiego pozwoliło dokonać niezbędnych wzmocnień i uratować ligowy byt.

Nie ma wątpliwości, że Vilagi zainwestował w DAC właśnie na polecenie węgierskich władz. Pochodzący z Dunajskiej Stredy biznesmen jest najbogatszym słowackim Węgrem i jedną z najbardziej wpływowych osób na Słowacji. Vilagi był również aktywnym politykiem, dlatego po upadku komunizmu zasiadał w parlamencie Czechosłowacji, natomiast po uzyskaniu niepodległości przez Słowację został jednym z liderów Partii Węgierskiej Koalicji. Do dzisiaj uważany jest za bliskiego przyjaciela Beli Bugara, kandydata w tegorocznych wyborach prezydenckich na Słowacji i od wielu lat najważniejszego polityka reprezentującego interesy mniejszości węgierskiej.

W 2000 roku Vilagi zdecydował się jednak skupić na działalności biznesowej. Właśnie wtedy jako prawnik uczestniczył w rozmowach dotyczących przejęcia koncernu Slovnaft przez węgierskiego potentata naftowego MOL. Transakcja była jednym z najważniejszych projektów przeprowadzonych w czasie pierwszych rządów Orbana na Węgrzech, zaś sam Vilagi w nagrodę znalazł się w zarządzie Slovnaftu. Od 2010 roku pełni funkcję jego prezesa, a w ostatnich latach dodatkowo inwestuje z powodzeniem w szeroko pojętej branży spożywczej. Jednocześnie próżno szukać go na liście najbogatszych ludzi na Słowacji, ponieważ jak dotąd nikomu nie udało się dokładnie oszacować jego majątku. Według różnych mediów aktywa Vilagiego warte są od 205 do 740 milionów euro.

Zrównoważony rozwój

Dużo więcej wiadomo jednak na temat finansów DAC, ponieważ w licznych wywiadach po zakończeniu sezonu nie ukrywał tego sam Vilagi. Według przekazanych przez niego informacji w tym roku budżet zespołu wyniósł 5,4 miliona euro, a gdy zaczynał on inwestować w DAC, kwota ta oscylowała wokół 1,2 miliona euro na sezon. Jednocześnie od Slovana Bratysława ma go dzielić spory finansowy dystans w postaci 10-15 milionów euro. Nie powinno to jednak specjalnie dziwić, bo właścicielem aktualnego mistrza Słowacji jest jedna z najbogatszych osób w kraju, oligarcha Ivan Kmotrik.

Klub społeczności węgierskiej nie powinien jednak specjalnie narzekać, ponieważ może mu zazdrościć większość słowackich drużyn. W ostatnich latach doszło do głośnych bankructw MFK Koszyce i Spartaka Myjava (ten drugi zespół został nawet wycofany w trakcie trwania rozgrywek), natomiast po odejściu w zimie sponsora z poważnymi problemami finansowymi zmaga się Spartak Trnawa. Inne zespoły praktycznie co roku są przebudowywane niemal od zera, ponieważ funkcjonują głównie dzięki sprzedaży piłkarzy albo po prostu nie są w stanie przedłużyć wygasających kontraktów najlepszych zawodników. Na tym zresztą korzystają w dużej mierze polskie kluby, ale to już temat na zupełnie inną historię…

Ambicje DAC są jednak dużo większe, dlatego Vilagi zwłaszcza w wywiadach dla węgierskich mediów nie ukrywa, że liczy na dużo hojniejsze wsparcie z macierzy. Biznesmen stwierdził bowiem wprost, że nie jest on już w stanie samodzielnie zwiększyć budżetu klubu powyżej wspomnianego poziomu i tym samym nawiązać równorzędnej walki ze Slovanem. Podobnymi wypowiedziami gra on także na emocjach węgierskich kibiców, których marzeniem jest zdobycie mistrzostwa Słowacji i tym samym utarcie nosa znienawidzonemu przeciwnikowi ze stolicy kraju.

Kłody pod nogi

Rywalizacja ze Slovanem jest na tyle prestiżowa, że pojedynki DAC z najbardziej utytułowanym słowackim klubem transmituje nawet węgierska telewizja państwowa, zaś na mecze ze stołeczną drużyną przyjeżdżają do Dunajskiej Stredy kibice z całych Węgier. Tym samym rywalizacja DAC ze Slovanem wzbudza za naszą południową granicą największe emocje tuż obok spotkań Slovana ze Spartakiem Trnawa. Warto zresztą podkreślić, ze fani DAC zapełniają cały przeznaczony dla nich sektor, kiedy ich zespół gra na wyjeździe w samej Bratysławie.

Nienawiść do Slovana zaostrzyła się po wydarzeniach z 2008 roku, które dla Węgrów stały się symbolem prześladowań ich mniejszości na Słowacji. To właśnie wówczas doszło do największych burd w historii słowackich rozgrywek, w wyniku których rannych zostało 50 osób, natomiast 30 było hospitalizowanych. Spotkanie zabezpieczało blisko tysiąc słowackich policjantów, którzy przed meczem starli się wpierw z kibicami Slovana, natomiast w trakcie spotkania bez większego powodu interweniowali na sektorach zajmowanych przez fanów DAC.

Węgierskie media zrzuciły odpowiedzialność za zamieszki na słowackich komandosów, mówiąc o prowakcji z ich strony. Sam atak na węgierskich kibiców mógł się skończyć tragicznie, ponieważ z powodu naporu policjantów zaczęli oni tratować się na swoim sektorze.

Od tego czasu przy okazji spotkań obu drużyn w Dunajskiej Stredzie doszło do kilku incydentów, przy czym nie miały one już takiej skali jak przed jedenastoma laty. Nie zmienia to jednak faktu, że dynamiczny rozwój DAC nie podoba się sporej części słowackiego społeczeństwa, a także nastawionym szowinistycznie słowackim politykom. Kilka miesięcy temu słowacki parlament przegłosował nawet specjalną ustawę, która przewiduje karę grzywny za wykonywanie w jakikolwiek sposób hymnu obcych państw podczas zgromadzeń publicznych, o ile nie uczestniczy w nich oficjalna delegacja innego kraju.

Projekt nowego prawa zgłosili posłowie nacjonalistycznej Słowackiej Partii Narodowej, przez lata budującej swój kapitał polityczny między innymi na antywęgierskich hasłach, zaś jego głównym orędownikiem był poseł Dusan Tittel. Były obrońca słowackiej reprezentacji stwierdził wprost, że „słuchanie dziewięciu tysięcy węgierskich kibiców śpiewających swój hymn nie jest przyjemnym uczuciem”, dlatego parlament zdecydował się przyjąć tak zwane „lex DAC”.

Jak na razie ustawa, będąca zresztą tylko jednym z elementów wieloletniej prawnej walki słowackich polityków z mniejszością węgierską, nie weszła w życie z powodu odesłania jej do parlamentu przez już byłego prezydenta Andreja Kiskę. Właściciel DAC już po jej przegłosowaniu zapowiedział, że węgierski hymn wraz z piosenką „Nelkuled” zespołu Ismeros Arcok będzie wykonywany przed każdym meczem zespołu, nawet pod groźbą kar finansowych. Vilagi dość ostro wypowiadał się zresztą na temat wspomnianej ustawy, krytykując między innymi budowanie słowackiej świadomości narodowej na nienawiści do Węgrów, a także wzywając Słowaków do zaakceptowania faktu istnienia mniejszości węgierskiej w ich kraju.

Mocni w ofensywie

DAC z powodu swoich finansowych ograniczeń prowadzi ostrożną politykę wynagradzania zawodników, stąd wystrzega się tworzenia kominów płacowych. Nawet największe gwiazdy drużyny nie mogą liczyć na bardzo wysokie zarobki, aby tym samym nie zaczęła się ich domagać również reszta piłkarzy. To oczywiście powoduje rotację w kadrze klubu z Dunajskiej Stredy, który na ogół nie jest w stanie utrzymać na dłuższą metę swoich najlepszych zawodników i właściwie co roku dokonuje poważnych zmian w składzie. Władze DAC w najbliższych latach liczą przy tym na dopływ utalentowanych piłkarzy ze swojej akademii, której rozbudowa została zakończona pod koniec ubiegłego roku i pochłonęła blisko 14 milionów euro.

Finansowa dyscyplina tylko w trakcie ostatnich dwóch okienek transferowych kosztowała DAC utratę kilku kluczowych piłkarzy. Już w zimie z klubem pożegnało się dwóch podstawowych graczy ofensywnych, czyli iworyjski napastnik Vakoun Issouf Bayo (odszedł do Celticu Glasgow za prawie 2,3 miliona euro) oraz słowacki skrzydłowy Erik Pacinda (obecnie w Koronie Kielce), natomiast teraz zespół z Dunajskiej Stredy czeka rewolucja na środku defensywy. Do Piasta Gliwice przeszedł już bowiem Tomas Huk, z kolei Lubomir Satka po dwumeczu z Cracovią zasili Lecha Poznań. Do tego dochodzą cały czas pojawiające się plotki transferowe dotyczące ofensywnych pomocników Zsolta Kalmara i Kristophera Vidy.

Jak na razie obaj węgierscy piłkarze są jednak zawodnikami DAC i to na nich powinni się skupić defensorzy Cracovii. Kalmar jest bardzo dobrze wyszkolony technicznie, potrafi we właściwym czasie odnaleźć się w polu karnym, a także dysponuje groźnym strzałem z dystansu. Vida jest zawodnikiem o podobnej charakterystyce co Kalmar, natomiast groźny w ataku jest również lewy obrońca Eric Davis, który w ubiegłym sezonie zaliczył 17 ligowych spotkań, w których strzelił dwie bramki i zanotował sześć asyst.

Problemem DAC po odejściu Bayo jest brak bramkostrzelnych napastników, przy czym dwaj dwudziestoletni napastnicy Abdulrahman Taiwo i Marko Divković pokazali w ubiegłym sezonie, że drzemie w nich spory potencjał. Największą niewiadomą wydaje się postawa defensywy, w której najprawdopodobniej na środku obok Satki wystąpi 23-letni Dominik Kruzliak. Pozyskany przed dwoma tygodniami z MFK Rużomberok stoper jest uznawany za jednego z najlepszych zawodników całej słowackiej ekstraklasy, lecz miał niewiele czasu na zgranie się ze swoimi nowymi kolegami.

Z pewnością Cracovia musi się przygotować na trudne spotkanie. DAC nie tylko wystąpi u siebie i będzie mogło liczyć na doping swoich kibiców, ale przede wszystkim będzie zdeterminowane, aby pokazać się w Europie z jak najlepszej strony. W ubiegłym roku klub mniejszości węgierskiej na Słowacji zakończył swoją przygodę z Ligą Europy już w drugiej rundzie kwalifikacyjnej, kiedy po uprzednim wyeliminowaniu gruzińskiego Dinama Tbilisi przegrał w dwumeczu 1:3 i 1:4 z Dynamem Mińsk. Klęskę z białoruskim zespołem zrzucono na karb braku doświadczenia na arenie międzynarodowej, ponieważ DAC powróciło na nią po ćwierćwieczu przerwy. Teraz podopieczni niemieckiego szkoleniowca Petera Hyballi zamierzają jednak zajść dużo dalej.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski