Adam Nawałka dostał na dzień dobry duży kredyt zaufania. Słusznie, powinien go dostać. Na stanowisku selekcjonera jest od kilku miesięcy i rozegrał już pięć spotkań, więc można wstępnie oszacować, czy ten kredyt był dobrą inwestycją.
Nawałka przyszedł w trudnym momencie, Waldemar Fornalik wydawał się bowiem nie radzić sobie z pracą selekcjonera. Poprzedni selekcjoner sprawiał wrażenie zbyt podatnego na podszepty mediów, niemającego własnej wizji, a także zbyt zachowawczego. W odróżnieniu od niego Adam Nawałka nie słucha tego, co mówią media, i potrafi zaskoczyć wszystkich niezwykle dziwnymi powołaniami. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby te powołania miały jakiś głębszy sens, jednak nominacja dla Krzysztofa Mączyńskiego, Rafała Kosznika czy Rafała Leszczyńskiego jak na razie wydają się mieć tyle sensu co próba założenia spódniczki mini na hipopotama. Może i hipopotamowi by się to spodobało, ale wyglądałby w tym groteskowo.
I tak właśnie wygląda reprezentacja Polski pod okiem Nawałki – groteskowo. Świadczą o tym na przykład zmiany, jakie były trener Górnika Zabrze przeprowadził w meczu ze Szkocją. W doliczonym czasie gry za obrońcę wszedł inny obrońca, dwie minuty przed końcem meczu selekcjoner wymienił też defensywnego i ofensywnego pomocnika. Co wniosły te zmiany? Tylko tyle, że teraz Komorowski, Masłowski i Jodłowiec mają jeden mecz więcej w kadrze. A to jest identyczna różnica co próba założenia hipopotamowi stringów zamiast spódniczki mini.
Poważnym problemem jest też funkcja kapitana. Pod nieobecność Jakuba Błaszczykowskiego i Roberta Lewandowskiego selekcjoner rozważał dwa rozwiązania. Kapitanem miał być albo Łukasz Piszczek, albo Ludovic Obraniak. Pierwszy byłby znakomitym kandydatem, gdyby nie fakt, że w przeszłości był powiązany z praktykami korupcyjnymi. Z kolei Obraniak też byłby świetnym kandydatem, gdyby na przykład mówił po polsku. Czyli nie dość, że stringi mogły być wcześniej kradzione, to jeszcze hipopotam okazał się zwyczajnym turystą.
Gra w reprezentacji Polski jest zaszczytem, tak samo zaszczytem powinno być oglądanie jej na żywo. Jednak wyobraźcie sobie próbę obejrzenia hipopotama, o którym opowiedziałem wcześniej. Da się? Nie. Meczu Polski ze Szkocją też się oglądać nie dało i już powoli tracę nadzieję, że następnym razem nasi zawodnicy zaprezentują się lepiej, zagrają z jajem, a Adam Nawałka w końcu udowodni wszystkim niedowiarkom, że ma pomysł na kadrę. Panie Adamie, kredyt zaufania się wyczerpuje, czas już pokazać, w jakim kierunku zmierza reprezentacja Polski. Bo to, co widzieliśmy wczoraj, to tylko wypadek przy pracy, prawda? PRAWDA?










