Jego medialne przepychanki stały się już niemal stałym elementem, kiedy relacjonuje się wydarzenia związane z drużyną reprezentacyjną. Ciągle mu coś nie odpowiada, a za zamieszanie wokół własnej osoby zawsze obwinia dziennikarzy. Część sympatyków futbolu ma już dość jego kaprysów i ja też przyłączam się do tego nurtu.
Polską piłkę nożną rozpruwa wszechobecna korupcja, więc tym bardziej wystarczy innych niesnasek w polskim środowisku futbolowym. Miał być jednym z tych, którzy pokażą w końcu inne oblicze naszej rodzimej piłki. Owszem, awans do Euro 2008 był wielkim sukcesem, lecz nie będzie się go rozpamiętywać w nieskończoność. Świat istnieje dalej, piłka stale się toczy, więc zajmijmy się wyłącznie tym, co jest teraz.
Problem za problemem
Zapadł mi w pamięci ostatni konflikt Leo Beenhakkera z Antonim Piechniczkiem. Poszło o kilka wypowiedzi, które otwarcie podważały metody szkoleniowe Holendra. Zainteresowanego wszystko to bardzo, ale to bardzo, zdenerwowało. Wszyscy nie lubimy krytyki, lecz od człowieka, który reprezentuje naszą kadrę narodową, wymagamy innych niż prostackich reakcji. Jego niewybredne komentarze w jednej ze znanych gazet, w kierunku bądź co bądź zasłużonego trenera budzą co najwyżej politowanie. Spór zakończył się dosyć szczęśliwie, bo stanęło na ugodzie pomiędzy dwoma panami. Co ciekawe, tylko Leo musiał za wszystko przepraszać.
Nie ma co ukrywać, iż trener naszej narodowej reprezentacji nie żyje również w dobrych komitywach z szefem PZPN-u. Po odejściu Michała Listkiewicza skończyła się błoga sielanka, a rozpoczęła siermiężna walka niemal o wszystko. W tym czasie doszło do kilku nieporozumień na linii Leo – Grzegorz Lato. Najświeższe dotyczyły kwestii rozgrywania meczów eliminacyjnych na innych stadionach niż to zazwyczaj ma miejsce. Ta sprawa na razie ucichła, a reprezentacja przygotowuje się na zgrupowaniu w Portugalii.
Na rozpoczęcie trwającego wciąż pobytu rozegraliśmy sparing z FC Ferreiras, by później zagrać mecz z Litwą. Głównym zwolennikiem rozgrywania tych spotkań był nie kto inny, jak Leo Beenhakker. Uważał on, iż spotkania tego typu są potrzebne, gdyż są dobrymi sprawdzianami dla piłkarzy, którzy mają predyspozycje, by grać wkrótce na stałe w reprezentacji. Ciekawi mnie jednak to, w czym ma pomóc piłkarzom przebycie tysięcy kilometrów tylko po to, aby zagrać sparing z III-ligowcem, a kilka dni potem spotkać się z naszymi wschodnimi sąsiadami przy udziale publiczności nie przekraczającej… 200 osób.
Pozornie nie ma sensu rozgrywania takich meczów, lecz jeśli nie wiadomo o co chodzi, to pewnie sprawa tyczy się pieniędzy. Tu wystarczy wspomnieć, iż kadra od firm realizujących transmisje otrzymuje ponad 200 tys. zł – i już sprawa wydaje się być bardziej klarowna, nieprawdaż?
Przy telewizorze kibice szybko zasypiają, kiedy widzą spektakl taki, jaki potrafią zafundować tylko wybrańcy Leo. Powołania to bardzo kontrowersyjny temat dla naszego trenera. Nigdy nie lubił o tym dyskutować. Przeprowadza je wciąż według znanego tylko przez siebie kryterium. Pochwalam to, bardzo dobrze, tylko dlaczego kosztem kolejnych dobrze prezentujących się piłkarzy?! Na zgrupowaniu pojawili się m. in. Cierzniak, Pazdan, Danch, a nawet na horyzoncie nie widać Wichniarka, Gancarczyka, Jelenia. Nie będę już wymieniał innych polskich piłkarzy, którzy zasługują na grę w reprezentacji, bo przecież…










