Napastnik Standardu Liege, Milan Jovanović, zagra od nowego sezonu w Liverpoolu. Cztery lata temu mógł zagrać w Legii, ale sztab trenerski nie był przekonany o jego umiejętnościach i chciał go testować. Piłkarz odmówił.
Cztery lata temu agenci Serba zaproponowali go klubowi z Łazienkowskiej. Jovanović był wówczas wolnym piłkarzem, bo rozstał się z Lokomotiwem Moskwa. Zarówno w Rosji jak i na Ukrainie, gdzie grał w Szachtarze Donieck, nikogo nie zachwycił. Może to zniechęciło władze Legii do podpisania kontraktu z piłkarzem od razu? Może. Dlatego zaprosili Serba na testy. Ten jednak propozycję wyśmiał i Warszawę ominął szerokim łukiem. Jeżeli zawodnik, który zaliczył kilka występów w mocnych drużynach – bo za takie uważam Lokomotiw i Szachtar – a do tego jest młody i utalentowany, musi w Legii być testowany, to nie wiem, w jaki sposób na Łazienkowskiej zatrudnienie znaleźli Mikel Arruabarrena, Inaki Descarga i Tito.
Ostatecznie Jovanović dobrze wyszedł na tym, że do Legii nie przeszedł. Wyjechał do Belgii, gdzie w Standardzie Liege wyrósł na najlepszego strzelca i gwiazdę ligi. Zdobył z zespołem dwa tytuły mistrza Belgii, a teraz podpisze kontrakt z Liverpoolem.
Kompetencje sztabu szkoleniowego i skautów Legii lepiej pozostawić bez komentarza, bo ten jest po prostu zbędny. Oby tylko na kolejnym Jovanoviciu się poznali.










