Nie brakowało emocji w ostatnim spotkaniu 27. kolejki angielskiej Premier League. West Ham podejmował na własnym stadionie Tottenham Hotspur, z którym ostatecznie przegrał 2:3. Bohaterem spotkania został Gareth Bale, strzelec dwóch goli dla gości, jednego w ostatniej minucie spotkania.
Derby Londynu to zawsze wyjątkowy pojedynek. Bez względu na to, czy między sobą grają Arsenal i Chelsea czy West Ham z Tottenhamem. Dzisiejszego wieczoru byliśmy świadkami właśnie pojedynku „Młotów” z „Kogutami” na Boleyn Ground. Nie tylko sytuacja w tabeli ligowej, ale także przedmeczowa oprawa i atmosfera na trybunach klubu ze wschodniego Londynu wskazywały na to, że będziemy świadkami naprawdę ciekawego spotkania. Zawodnicy obydwu drużyn najpierw oddali hołd Boby’emu Moore’owi, legendarnemu graczowi „Młotów” – w niedzielę minęła dwudziesta rocznica jego śmierci. Fani klubu zaprezentowali nam bardzo efektowną kartoniadę i uroczyście odśpiewali hymn West Hamu, który naprawdę przyprawił o ciarki na ciele. Wszystko było więc przygotowane i mogliśmy rozpocząć emocjonowanie się spotkanie kończącym 27. serię gier!

Od samego początku meczu lepsze wrażenie sprawiali gospodarze, którzy biegali więcej i szybciej. Niewiele jednak z tego wychodziło, bo podopiecznym Sama Allardyce’a brakowało dokładności. Tottenham wyglądał na drużynę bardzo ospałą, która nie ma pomysłu na to, jak sforsować szyki obronne rywala. I właśnie w takim momencie „Koguty” z White Hart Lane zdobyły gola na 1:0. Piłkę pod polem karnym miejscowych otrzymał Adebayor, ale została ona mu wybita spod nóg – na nieszczęście West Hamu, prosto do Garetha Bale’a, który nieco w stylu Messiego podprowadził ją sobie i ustawił do uderzenia na lewą nogę, którym dał prowadzenie swojej drużynie. Walijczyk w dalszym ciągu jest w bardzo dobrej formie i pracuje na kolejne nagłówki angielskich i hiszpańskich gazet, które przecież łączą go ostatnio z transferem do Realu Madryt. Były piłkarz Southamptonu jest rzekomo celem numer jeden prezesa „Królewskich”, Florentino Pereza. Gareth, dowiedziawszy się o tym fakcie, w późniejszym fragmencie meczu próbował zdobyć swojego drugiego gola nawet po niezwykle ekwilibrystycznym uderzeniu przewrotką. Uderzeniu, które nie miało prawa golem się zakończyć.
Gol z 13. minuty niczego we wschodnim Londynie nie zmienił W dalszym ciągu to gospodarze dyktowali warunki gry i operowali futbolówką na połowie Tottenhamu. „Młoty” kilkukrotnie mniej lub bardziej zagrażały bramce Hugo Llorisa i bardzo szybko przyniosło to efekt. Odważna gra piłkarzy Allardyce’a sprawiła, że zagotował się nam Scott Parker, który wykonał nieodpowiedzialny wślizg we własnym polu karnym, po którym jak rażony piorunem padł Andy Carroll. Howard Webb nie miał wątpliwości i wskazał na jedenasty metr, a rzut karny bardzo pewnym uderzeniem na gola zamienił sam poszkodowany. Tak osławiony w Polsce arbiter kolejną odważną decyzję podjął w 37. minucie spotkania, nie decydując się na wyrzucenie z boiska Moussy Dembele. Napastnik Tottenhamu już w 8. minucie otrzymał swoją pierwszą żółtą kartkę, a na osiem minut przed końcem pierwszej połowy, zagrywając piłkę ręką, zatrzymał groźnie zapowiadający się atak gospodarzy. Gwizdek Webba był słyszalny, ale kartka pokazana nie została. Chwilę później gracze West Hamu mieli okazję, aby zdobyć bramkę na 2:1, ale po ładnej akcji Joe Cole’a po raz kolejny bardzo dobrze przy uderzeniu aktywnego dziś Jarvisa zachował się Hugo Lloris. Tuż przed przerwą to „Koguty” miały z kolei okazję na objęcie prowadzenia, ale tym razem doskonałą interwencją popisał się vis-a-vis Llorisa – Jussi Jaaskelainen. Ostatecznie pierwsza połowa zakończyła się remisem 1:1.












