Depresja. Mówmy o tym głośno!


Depresja może dotyczyć każdego. Nawet z pozoru szczęśliwego i spełnionego piłkarza

9 października 2018 Depresja. Mówmy o tym głośno!

Od jakiegoś czasu mówi się głośno o depresji. O tym, że może ona zarazić każdego, że nieleczona może doprowadzić do samobójstwa, że ważna jest pomoc specjalistów. Często bagatelizowanie problemów kończy się wizytą u psychiatry. Ale co też ważne, coraz śmielej opowiadają o niej światowej sławy sportowcy, w tym piłkarze.


Udostępnij na Udostępnij na

Obraz zwykłego piłkarza grającego w znanym klubie kojarzy nam się z osobą niezwykle szczęśliwą. Mającą stabilne życie pod względem finansowym, bardzo często podróżującą, ale również mającą wiele czasu dla rodziny. Pomimo ciężkich treningów, wielu wyrzeczeń wydaje się, że uwielbia on to, czym się zajmuje. Nie brakuje zawodników, którzy mówią wprost, że mają najlepszą pracę na świecie. Do tego dochodzą zarobki w dziesiątkach lub setkach tysięcy miesięcznie, co dla normalnego Kowalskiego jest totalną przesadą. Jednak ów Kowalski zapomina, że na tych ludziach bardzo często ciąży ogromna presja, która potrafi być dla nich czymś przytłaczającym.

Zapominamy o tym, że piłkarze mierzą się z ogromną presję, co wpływa na codzienne funkcjonowanie. Wszechogarniający stres powoduje, że nie mogą spać po nocach. Równie częste wahania nastrojów spowodowane przez adrenalinę, która w dużych dawkach, a u sportowców owa dawka jest znacznie przekraczana, doprowadza do obłędu, począwszy od bezsenności, na problemach rodzinnych kończąc. To z kolei prowadzi do rozwoju jednej z najpoważniejszych chorób cywilizacyjnych XXI wieku obok otyłości czy cukrzycy – depresji, która niestety nadal jest bagatelizowana. Wiele osób po dziś dzień uważa, że to nie jest choroba, a jak już, to może co najwyżej dotyczyć ojca piątki dzieci, który zarabia najniższą krajową.

Historia, która wstrząsnęła futbolem

Przestrogą dla piłkarzy, którym wydaje się, że nie ma szczęśliwszych ludzi na świecie, a którzy po podpisaniu kontraktu, stają się dopiero świadomi tego, jak trudne czeka ich wyzwanie w nowym klubie, jest historia Roberta Enke, niemieckiego bramkarza, który miał okazję grać w takich klubach jak Fenerbahce, Barcelona, Benfica czy Hannover, gdzie był kapitanem. Enke w sezonie 2008/2009 został wybrany najlepszym bramkarzem w Bundeslidze.

Mimo tego coś było nie tak. Miewał gorsze okresy, w których preferował bycie w samotności. Jednak nikt nie zdawał sobie tak naprawdę sprawy, że Robert cierpi na depresję. Depresję, którą w sobie tłumił. Depresję, która sprawiła, że piłka nożna stała się dla niego koszmarem. Prawdopodobnie zaczęło się to po transferze do FC Barcelona, w której to bał się rywalizacji o miejsce w składzie. Przez depresję po jednym meczu w Fenerbahce, kiedy obawiał się reakcji kibiców, swoją drogą specyficznych fanów, jak to w Turcji, postanowił rozwiązać kontrakt i udać się na terapię.

Golkiper rzekomo miał udawać infekcję, aby tylko nie brać udziału w meczach. Udawał przeróżne urazy. Brał antydepresanty, po których nie mógł spać. Był w totalnej rozsypce. Na domiar złego coraz lepsze recenzje zbierał ówczesny rezerwowy bramkarz Hannoveru – Fromlowitz.

Robert Enke w listopadzie 2009 r. rzucił się pod nadjeżdżający z prędkością 160 km/h pociąg, zostawiając żonę Teresę oraz córeczkę Leilę, którą adoptowali w tym samym roku. Nikt nie miał wątpliwości, że to było samobójstwo. Dzień później znaleziono list pożegnalny, w którym przepraszał za ukrywanie swego stanu emocjonalnego. Przyznał także, że to depresja, którą starał się ukrywać, zmusiła go do targnięcia się na życie. Dziś jedna z ulic nieopodal stadionu nazwana jest na cześć Roberta Enke.

„Chciało mi się pić, ale bałem się sięgnąć po butelkę”

Stres jest nieodzownym elementem zawodów sportowych. Czy są to zawody pływackie, strzeleckie, mecz tenisa czy piłki nożnej. Sportowcy naładowani adrenaliną podczas samej imprezy są spokojni, wyluzowani. Samo wydarzenie wydaje się ich mobilizować. Kryzys przychodzi dopiero po. Wówczas emocje opadają. Do głowy przychodzi multum scenariuszy możliwych występów w przyszłości, a także analizy tych z przeszłości.

Jedną z ofiar stresu wśród piłkarzy była nadzieja Barcelony, nazywany niegdyś „Drugim Messim”, Bojan Krkić, który dla młodzieżowych drużyn Barcelony zdobył 900 goli. W niedawnym wywiadzie dla tygodnika „L’Equipe” odniósł się do początku kariery, kiedy jako nastolatek dzielił szatnię z wielkimi gwiazdami „Dumy Katalonii”. Opowiadał, jak trudno mu było jako nastolatkowi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Bał się cokolwiek robić, bo czuł się gorszy.

Wcześniej w rozmowie z „Guardianem” opowiadał, jak trudno mu było żyć, kiedy to zrezygnował z uczestnictwa w mistrzostwach Europy 2008:

Pamiętam nagłówek z gazety: „Hiszpania chce Bojana, ten mówi nie”. Ten tytuł mnie zabił. Sprawili, że to brzmiało, jakby mi nie zależało. Byłem wtedy w Murcii, ludzie na ulicy obrzucali mnie wyzwiskami, nic nie wiedzieli, myśleli, że nie chcę grać – wspominał.

Jak już mówimy o stresie, należy wspomnieć o byłym piłkarzu Tottenhamu i Evertonu, Aaronie Lennonie. Na początku maja 2017 r. został on zatrzymany przez policję wzdłuż autostrady w hrabstwie Greater Manchester. Jego zachowanie wzbudziło podejrzenia kierowców, którzy niezwłocznie zaalarmowali odpowiednie służby. Okazało się, że Lennon chciał popełnić samobójstwo.

Po dwóch miesiącach przerwy Anglik wrócił do gry i opublikował wpis na Twitterze, w którym chciał podziękować personelowi i pacjentom, którzy przeżywali razem z nim trudny okres. Nie zabrakło także podziękowań pod adresem swoich klubowych kolegów z Evertonu, na których mógł zawsze liczyć.

Obecnie Aaron Lennon ubiera barwy Burnley i nic nie wskazuje na to, aby miał jakiekolwiek problemy na tle psychicznym. Jak sam przyznał, powodem jego depresji była ciągła rywalizacja w drużynie oraz notoryczny stres, który doskwierał mu zwłaszcza po porażkach. Tutaj warto zwrócić uwagę na fakt, iż bardzo często gracze nie lubią wychodzić „na miasto” po przegranych meczach z powodu strachu przed poniżeniem przez kibiców.

Przyczyn jest wiele

Nie da się zaprzeczyć, że piłkarze są dzisiaj bardziej introwertyczni. Rzadko ze sobą rozmawiają, wolą za to posłuchać muzyki, odcięci od świata dzięki słuchawkom na uszach. Nie trzeba być fachowcem, by zauważyć, że nie pomaga to w przezwyciężaniu stanów depresyjnych czy lękowych wśród sportowców.

Trzeba też dodać, że życie sportowca jest związane w dużej mierze ze zdrowiem. Kiedy ono szwankuje, wtedy sportowiec ma olbrzymie problemy. Zaczyna się od straty miejsca w składzie, a na depresji kończy. Przykładem piłkarza, który miał olbrzymie problemy na tle psychicznym ze względu na wiele kontuzji, jest Sebastian Dreisler, o którym można śmiało powiedzieć, że karierę zniszczyły mu urazy.

O stanach depresyjnych pisał w swojej książce autobiograficznej „Spalony” Andrzej Iwan, który również doświadczył owych stanów spowodowanych m.in urazem. Doprowadziło go to do alkoholizmu, a nawet do myśli samobójczych.

Nie wolno się wstydzić

Ostatnio szerokim echem odbił się wpis szefa TVP Sport, Marka Szkolnikowskiego, który otwarcie przyznał, że od wielu lat toczy walkę z depresją. Szkolnikowski udzielił głośnego wywiadu dla portalu „Weszło”, w którym otwarcie opowiedział o swoim zmaganiu z ową chorobą. Nie zabrakło również rad dla innych osób chorujących na depresję.

Jak już wspomniano, depresja nie dotyczy tylko wybranej grupy ludzi. Każdy z nas jest w stanie na nią zachorować, choć nie każdy jest tego świadom. Jednakże należy zauważyć, że świadomość ludzi się zmienia. Powstaje coraz więcej książek, m.in. o sportowcach pogrążonych w stanach depresyjnych. To pokazuje, że warto o tym głośno mówić. To żaden wstyd.

Świetnym przykładem na ów trend (mówienia głośno o depresji) jest choćby niedawna premiera książki Dawida Janczyka „Moja Spowiedź” będąca swoistą przestrogą dla młodych adeptów piłki nożnej. W końcu alkoholizm nie wziął się z niczego, depresja również dołożyła tutaj swoje dwa grosze.

Depresja to żaden wstyd. Trzeba tylko przyznać się do swoich problemów. Pod żadnym pozorem nie można zamiatać ich pod dywan. Świetnym przykładem jest choćby zatrudnienie psychologa w reprezentacji Polski. Nie do pomyślenia jest, by drużyna, która jedzie na największą imprezę piłkarską, nie miała w sztabie psychologa.

Rzeczywistość okazała się brutalna. Po porażce z Senegalem nie byliśmy sobą. Przegrana z Kolumbią była dopełnieniem wszystkiego. Przygotowanie fizyczne to jedno. Jednak nie zapomnijmy o przygotowaniu mentalnym, o którym mówi się, że jest równie ważne.

Komentarze
Jarek (gość) - 2 miesiące temu

Świetny artykuł. Daje do myślenia. Fajnie, że zaczynamy o tym mówić otwarcie. Fajnie, że autor tego artykułu podaje realne przykłady. Książkę " Moją dpowiedz" na pewno przeczytam po tym artykule.

Odpowiedz
Krystian Działowy - 2 miesiące temu

Bardzo ważny artykuł. "Życie wypuszczone z rąk" to książka, która mocno chwyta za serce i nie chce puścić po jej przeczytaniu. Całe szczęście, że świadomość środowiska w tym temacie ciągle się zwiększa, warto o tym mówić głośno, żeby odsetek takich przypadków jak Enke się zmniejszał. O depresji pisał też chociażby Gianluigi Buffon w książce "Numer 1". Wstyd, uczucie poniżenia i rozpacz jest nieodzownym towarzyszem depresji, dlatego tak ważne jest szersze spojrzenie na tę chorobę, która dotyka wszystkich - niezależnie od pozycji społecznej.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze