Daniel Sikorski, wychowanek Bayernu Monachium, spędził trochę czasu, grając na polskich boiskach: w Górniku Zabrze, Polonii Warszawa czy krakowskiej Wiśle. Karierę kontynuował także w Rumuni czy na Cyprze, a obecnie reprezentuje barwy hiszpańskiego CD Guijuelo. Jak wspomina Polskę? Czy jest zadowolony z przebiegu swojej kariery? Jak Hiszpania radzi sobie z epidemią? Zapraszamy na rozmowę.
Daniel Sikorski to zawodnik mający polskie korzenie, urodził się w Warszawie, ale jego rodzina wyemigrowała do Austrii i to tam stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki – w St. Polten. W Polsce pojawił się w 2010 roku, wzmacniając skład zabrzańskiego Górnika. Przychodził nie byle skąd, bo z wielkiego Bayernu Monachium, w którego rezerwach radził sobie bardzo dobrze. Był także młodzieżowym reprezentantem Austrii, a wszystko to czyniło jego transfer jednym z ciekawszych w tamtym okresie.
W Zabrzu spędził tylko jeden sezon – zdobył sześć bramek – po czym za 400 tysięcy euro kupiła go mająca wówczas spore aspiracje Polonia Warszawa. Niestety w stolicy nie zagrzał miejsca na dłużej i po roku dołączył do Wisły Kraków. Później futbolowe losy kierowały go do: Szwajcarii, Rosji, Rumunii i na Cypr. We wrześniu 2019 zakotwiczył w Hiszpanii, a dokładnie w występującym w Segunda Division B CD Guijuelo. Dotychczas rozegrał 12 spotkań, w których zdobył dla swojego nowego zespołu dwa gole.
Daniel Sikorski to nad Wisłą postać lubiana, mimo tego, że bramek seriami nie strzelał, zostawiał na boisku serce i dał się poznać jako bardzo sympatyczny człowiek. Postanowiliśmy z nim porozmawiać, a na efekt tego serdecznie zapraszamy!
***
Danielu, przychodziłeś do Górnika z mocnym jak na tamte czasy składem. Bonin, Kwiek, Danch, Pazdan… jak wspominasz tamten okres?
Tak, dokładnie, i do tego super atmosfera… To była dobra mieszanka! Początki nie były łatwe dla mnie, bo potrzebowałem czasu, żeby się przestawić, ale potem, gdy już trener na mnie postawił, to się odwdzięczałem.
Jak układała się Twoja współpraca z trenerem Nawałką?
Adam Nawałka to doskonały fachowiec, wszystko było zaplanowane od a do z! Ja przeszedłem szkołę niemiecką, tak że nie miałem problemu z tym, żeby się dostosować. Na początku trener próbował mnie wystawiać na bokach, i to mi za bardzo nie wychodziło. Jednak gdy już dostałem szansę w ataku, to udało mi się przekonać do siebie szkoleniowca.
Co do tego trenera, to mógłbyś przytoczyć jakąś anegdotę z nim związaną?
Jest dużo do wspominania (śmiech). Na przykład kiedy mieliśmy wyjazdy na mecze, to panowały pewne zasady. Jeśli nie miałeś skarpet kompresyjnych… wtedy tylko słyszałeś od trenera prosty komunikat: „wyjazd”. Inny znany, to że kierowca nie miał prawa jechać na wstecznym. Zdarzało się też tak, że Bartek, nasz fizjoterapeuta, masował trenera na jednym z wyjazdów w autokarze.











