Chociaż Manchester United po raz trzeci z rzędu zdobył mistrzostwo Anglii, czym powtórzył swoje osiągnięcie z lat 1999-2001, to jednak na Old Trafford radość fanów Czerwonych Diabłów z tego faktu miesza się ze smutkiem i wściekłością związanymi z prawdopodobnym odejściem Carlosa Teveza.
Gdy Carlito opuszczał boisko w meczu 37. kolejki Premiership z Arsenalem Londyn, kibice zgotowali mu owację na stojąco. I choć dla sympatyków MU było to raczej zwykłe wynagrodzenie piłkarza za trud włożony w spotkanie, Argentyńczyk zaraz po końcowym gwizdku sędziego stwierdził: – Tak, to było prawdopodobnie moje pożegnanie z Old Trafford.
W rękach Joorbchiana
Żeby dokładnie zrozumieć dlaczego United tak ociągają się z wykupieniem na stałe napastnika rodem z Kraju Tanga, trzeba cofnąć się w czasie do 2006 r. Wtedy Kia Joorabchian reprezentujący firmę MSI przejął od Corinthians Sao Paulo karty dwóch zawodników: Javiera Mascherano i właśnie Teveza, stając się w rzeczywistości właścicielem tych graczy. Tak więc to, gdzie ów duet będzie występować, zależeć miało nie od Corinthians, a od irańskiego biznesmena. Latem 2006 roku Joorabchain ulokował ich w West Ham United, by zimą wypożyczyć Mascherano do Liverpoolu, który wkrótce odkupił od MSI defensywnego pomocnika. Pół roku później na dwa lata do MU wypożyczony został Tevez i właśnie rozstrzyga się, czy Carlito w zespole mistrzów Anglii zostanie na stałe. Wszechpotężny Joorabchian nie widzi problemów, ale za swojego klienta żąda aż 30 mln funtów, co nawet dla Red Devils jest kwotą niewyobrażalną, zwłaszcza w dobie wielkiego kryzysu gospodarczego, przez który splajtował ich sponsor – AIG. – Oczywiście bardzo chcemy, by Carlos grał u nas dalej, ale 30 mln funtów to kwota dla nas niewyobrażalna, zwłaszcza w sytuacji, gdy trwa kryzys gospodarczy – mówi dyrektor wykonawczy United, David Gill. – Zapewniam jednak, że do czerwca sprawa się wyjaśni.
Mało kto wierzy, że MU faktycznie będzie stać na wyłożenie na stół oczekiwanej przez Joorbchiana kwoty. Zwłaszcza, że władze klubu już kombinują, jak tu zatrzymać u siebie Teveza, jego właścicielowi nie płacąc za to ani centa. Z początku mistrzowie Anglii chcieli ponownie wypożyczyć Carlosa, co wiązałoby się z wydaniem zaledwie 7 mln funtów. Pomysł jednak włodarzom Red Devils szybko z głowy wybiły władze Premiership. Teraz, zdaniem „The Sun” (źródło to, co prawda, mało wiarygodne, ale rozwiązanie, które ów tabloid proponuje, jest sprytne, ciekawe i, co najważniejsze, nie wzięte z kosmosu) włodarze United już zatrudnili sztab prawników, który rozpracowuje umowę Carlito, szukając w niej różnych kruczków, dzięki którym za Argentyńczyka nie będzie trzeba płacić. I takowy kruczek został znaleziony! Chodzi o czas, który pozostał do końca kontraktu Teveza z MSI. Umowa wygasa bowiem 31 maja br. więc teoretycznie, gdyby Tevez jej nie przedłużył, od 1 czerwca stałby się wolnym zawodnikiem, za którego klub nie musiałby nic płacić, zgodnie z „prawem Bosmana”. Wszystko więc wydaje się piękne i proste, ale… taki manewr oczywiście jest możliwy w przypadku umowy piłkarza z klubem, jednak co w sytuacji, gdy gracz jest własnością osoby prywatnej? Czy wówczas również można zastosować „prawo Bosmana”. Wyjaśnienie tej sprawy, to kolejne zadanie dla prawników United, tym razem już dużo trudniejsze. Poza tym, nie można wykluczyć, że w kontrakcie Teveza z MSI jest punkt o automatycznym przedłużeniu umowy, w przypadku jej wygaśnięcia. Zatem chyba jednak bez gotówki się nie obejdzie.










