28 lutego w Belfaście IFAB, czyli Międzynarodowa Rada Piłkarska zajmująca się tworzeniem i nowelizacją przepisów, rozpatrzy pomysł wprowadzenia czwartej zmiany, możliwej do użycia w wypadku dogrywki w danym meczu. Czy to krok do przodu, czy niepotrzebna drobnostka?
Na rozgrywanych w zeszłym roku Mistrzostwach Świata w Brazylii wiele razy musieliśmy czekać nie 90 minut na rozstrzygnięcie danego meczu, a dłużej. Na osiem spotkań 1/8 finału pięć potrzebowało dogrywki, bo nie zostały rozstrzygnięte w regulaminowym czasie gry. W późniejszych fazach zdarzało się to raz w ćwierćfinale, raz w półfinale i, jak wszyscy dobrze pamiętamy, także finał wymagał dodatkowego czasu do wyłonienia zwycięzcy całego turnieju (notabene od 2002 roku i mundialu w Japonii i Korei Płd. każdy finał MŚ wymagał co najmniej dodatkowych 30 minut, aby wyłonić triumfatora).
Wielkim zwolennikiem wprowadzenia tego pomysłu w życie jest Gerrard Houllier, były trener: reprezentacji Francji, Olympique Lyonu, Liverpoolu i Aston Villi. Francuz sprawę komentuje w ten sposób: Zmiany są bardzo istotną kwestią w grze, bo wprowadzają dużo świeżości i pozytywną energię do gry. Na MŚ niemal 1/4 goli została zdobyta w ostatnich piętnastu minutach gry, co pokazuje, że rezerwowi mają wpływ na losy meczu, gdy większość graczy jest już zmęczona. Myślę, że wprowadzenie czwartej zmiany jest dobrym pomysłem i FIFA powinna go pozytywnie rozpatrzyć. W podobnym tonie mówił Claude Le Roy, znany z prowadzenia wielu afrykańskich drużyn, twierdzący, że w zasadzie po co w trakcie meczu na ławkach rezerwowych zasiada tak dużo piłkarzy, skoro można wykorzystać tylko nielicznych?
Jednak jak w wielu dziedzinach poza zwolennikami danego pomysłu są też jego przeciwnicy. W tym przypadku mówią, że wprowadzenie czwartej zmiany spowoduje zwiększenie przewagi wyżej notowanych drużyn nad tymi, które nie grają roli faworytów. Dlaczego? Ponieważ według nich dobre drużyny zazwyczaj mają dobre ławki rezerwowych. Te gorsze mają mniejsze pole manewru i cierpią na brak tak dobrych graczy wchodzących w czasie meczu z ławki rezerwowych.
W tym przypadku należy sobie zadać zasadnicze pytanie. Na co należy postawić? Na wyrównywanie szans czy na dawanie trenerom więcej wolności, większych możliwości manewru podczas trwania spotkań piłkarskich. Jeżeli Nowa Zelandia będzie grała z Niemcami, to wiadomo, że zmiennicy tej pierwszej drużyny nie będą tak dobrzy pod względem jakości piłkarskiej, jak ci wchodzący z ławki z drugiej ekipy, bo Nowa Zelandia jest po prostu o wiele gorsza w piłkę nożną.
Czy więc mamy zakazywać Joachimowi Loewowi większego wykorzystania swoich rezerwowych? Zwiększając liczbę dozwolonych zmian, dajemy większej liczbie piłkarzy szansę na wykazanie się na placu gry. Pytanie, co nazwiemy rozwojem gry – „wyrównywanie” szans w starciach między dużymi i małymi czy większą liczbę piłkarzy biorących udział w spotkaniu?
Zresztą drużyny, które nie uchodzą za faworytów, też mogą na czwartej zmianie skorzystać, bo skoro jest ona wprowadzana tylko w razie dogrywki, to oznacza, że ta przykładowa Nowa Zelandia już 90 minut z rywalem wytrzymała. Zmęczenie naporem rywala piłkarze mogą zmienić się w większej liczbie, a trener Nowej Zelandii dysponując czterema, a nie trzema zmianami, może jeszcze bardziej zmodyfikować swoje plany taktyczne, tak aby znów zaskoczyć rywala.











