Vanuatu miało nóż na gardle, potrzebowało bowiem minimum trzydziestu siedmiu bramek w meczu z Mikronezją, by przy ewentualnej porażce Fidżi awansować do półfinału eliminacji do igrzysk olimpijskich w strefie Oceanii. Zadanie wypełniło z nawiązką…
Brzmi jak jakiś mało zabawny żart? Nie tym razem. Do OFC, czyli federacji zrzeszającej reprezentacje krajów Oceanii, powróciła po szesnastu latach Mikronezja – wyspiarskie państewko, skupiające nieco ponad sto tysięcy mieszkańców na ponad sześciuset wyspach. Powrót nie był, mówiąc eufemistycznie, udany.
W eliminacjach do igrzysk olimpijskich startują reprezentacje U-23. Mikronezja trafiła na Vanuatu, Fidżi i Tahiti. Można by rzec – grupa marzeń (na Oceanii każda grupa, do której nie zalicza się Nowa Zelandia, taką właśnie jest). Pierwszy mecz przyniósł jednak rozczarowanie – Tahiti wygrało z dzielnymi mieszkańcami Federacji aż 30:0. Jak się później okazało, to Polinezyjczycy powinni czuć się zawstydzeni – wygrali bowiem niesamowicie… nisko.
Wynik podbiło Fidżi – bohaterowie ostatnich mistrzostw świata do lat 20 pokonali Mikronezję aż 38:0, co spowodowało, że Vanuatu musiało liczyć na wygraną Tahiti w ostatnim meczu z Fidżi i samo pokonać Mikronezję minimum 37 bramkami. Zastosowało więc ofensywną taktykę – co przyniosło efekt w postaci bramek, które padały częściej niż co dwie minuty – czterdzieści sześć do zera – warto zapisać wynik słownie, bo zapisując go liczbami, mogłoby wydawać się, że doszło do przypadkowego błędu.
Jaki jest sens gry takich reprezentacji? Skoro całkowici amatorzy z reprezentacji Vanuatu zdolni są do strzelenia czterdziestu sześciu bramek, to coś tu jest nie tak. Zastanówmy się – czy gdybyśmy zebrali jedenastu losowych chłopaków z ulicy i posłali ich na mecz z Tahiti/Fidżi/Vanuatu – mogliby zebrać taki oklep? Mikronezyjczycy to bardzo specyficzna nacja, w dodatku od szesnastu lat nie rozgrywali meczów – z jednej strony to zupełny „Against Modern Football”, z drugiej zaś – głośno robi się nie o zwycięzcach, ale o przegranych. Trochę zaburza to ideę sportu.
Tak czy owak, abstrahując od mało udanego powrotu na salony, był to dość sympatyczny przerywnik dla wielomilionowych transferów w zachodnich klubach czy różnego rodzaju aferach i aferkach na naszym krajowym podwórku. Z kronikarskiego obowiązku: Fidżi bezbramkowo zremisowało z Tahiti – heroiczna walka Vanuatczyków na nic się zdała.
https://youtu.be/FJwemkV7b6E











