Trener swoją działalnością często pracuje na swój szacunek. Wielu było szkoleniowców, którzy w trudnych chwilach mogli liczyć na pomoc swoich podopiecznych i nie tylko. Choroby itp. są nieuniknione, a najmłodszy, niestety tragiczny przypadek, dotyczy Tito Vilanovy. Również na niższych szczeblach mamy wiele takich sytuacji, w których walczyć trzeba zawsze. W województwie lubuskim głośno jest o przypadku Daniela Szałęgi, który w maju dowiedział się o siedzącym w jego głowie potworze.
Najbardziej znana ostatnio sytuacja dotyczy Tito Vilanovy, który w kwietniu zmarł w wyniku raka gardła. Jego choroba zaczęła się dawno, a głośno zrobiło się w 2012 roku, gdy musiał zrezygnować chwilowo z funkcji szkoleniowca Barcelony po tym, jak dowiedział się o nawrocie raka ślinianki przyusznej. Początkowo wydawało się, że jego walka, przy której wspierał go cały piłkarski świat, przynosi skutki. Ostatecznie po kolejnych nawrotach choroby zmarł w kwietniu obecnego roku. Jego pojedynek z nowotworem zabijającym miliony ludzi na świecie był długi, jednak przez cały czas mógł liczyć na wsparcie ze strony nawet największych rywali.
W Polsce żyliśmy niedawno problemem Michała Globisza, który również miał ogromny problem. Kilkanaście lat wcześniej przypadkowo został uderzony piłką w głowę, po czym zaczął tracić wzrok w lewym oku. Brak reakcji ze strony lekarzy spowodował jednak, że sytuacja zaczęła się pogarszać. Ostatecznie po utracie widzenia w lewym oku zaczęły się problemy z prawym okiem. Medycy nie potrafili powiedzieć, skąd problem trenera i nie potrafili pomóc. Trener zyskał ratunek z Chin, gdzie leczy się takie przypadki. PZPN służył swojemu pracownikowi pomocą finansową, dzięki czemu Globisz powoli wraca na tory. Głęboko załamany trener w najtrudniejszych dla siebie chwilach był wspierany przez swoich byłych podopiecznych, z którymi zdobył m.in. młodzieżowe mistrzostwo Europy z polską kadrą.
W lipcu województwem lubuskim wstrząsnęła informacja o chorobie cenionego trenera młodzieży, Daniela Szałęgi, który w maju dostał straszną wiadomość. Miał raka mózgu.
Daniel to wychowanek gorzowskiego AWF, który swoją przygodę z trenerką zaczynał w Promieniu Żary, gdzie z juniorami starszymi zdobył m.in. tytuł mistrza województwa. Swoją karierę kontynuował w UKP Zielona Góra i przez lata uchodził za świetnego fachowca. Trenował również rocznik 2000 kadry województwa lubuskiego. Od lat wielki fan Chelsea Londyn.
W maju Daniel dowiedział się o swojej bardzo poważnej chorobie, która całkowicie odmieniła jego życie. Wszyscy dowiedzieli się o problemie dzięki poruszającemu tekstowi jego żony, Katarzyny. Zawarta w niej historia zwarła wielu ludzi chętnych do pomocy. Otóż szkoleniowiec razem z małżonką rok wcześniej zaczął amatorsko przygotowywać się maratonu. Ich celem miał być maraton krakowski. Po roku przygotowań, gdy zostało kilka dni, wszystko przerwała ta straszna wiadomość. Jak napisała Katarzyna, „zaczął się wyścig o życie”.
Od razu wiele drużyn ruszyło z pomocą, zbierając datki podczas swoich meczów. Ruszyło również specjalne konto bankowe, na które można było wpłacać pieniądze na leczenie szanowanego szkoleniowca.
