Reprezentacja Brazylii rozczarowała. Podopieczni Mano Menezesa jedynie bezbramkowo zremisowali z Wenezuelą, nie mając pomysłu na dobrą i skuteczną grę. Najlepszą sytuację zmarnował w 27. minucie Alexandre Pato, który trafił w poprzeczkę.
Spotkanie pomiędzy Brazylią a Wenezuelą od początku budziło ogromną emocje, co było widać po wrzawie, jaką stworzyli kibice zgromadzeni na stadionie Ciudad de La Plata. „Canarinhos” od pierwszych minut mocno zaatakowali. Już w 2. minucie bramkarza Wenezuelczyków, Renny Vegę, zatrudnił jeden z gwiazdorów w zespole Mano Menezesa, Neymar. Jednakże trybuny obiegł tylko jęk zawodu, ponieważ golkiper nie miał najmniejszych problemów z obroną strzału. Natarcie Brazylijczyków nie zmalało jednak nawet na moment. Chwilę później przed szansą na zdobycie gola stanął Alexandre Pato. Zawodnik, który na co dzień cieszy swoją grą sympatyków Milanu, tym razem oddał strzał wprost w bramkarza i wynik nadal był bezbramkowy.

Ultraofensywne ustawienie Brazylijczyków od pierwszych chwil zwiastowało niezwykle ciekawe widowisko. W 12. minucie piłkarze Brazylii zaprezentowali koronkową akcję, w której uczestniczyli Neymar, Ganso oraz Robinho. Ten ostatni oddał strzał, który przeleciał wysoko na bramką rywali. Trener wenezuelskich piłkarzy nie miał powodów do satysfakcji, gdyż jego zawodnicy nie mogli nawet dłużej utrzymać się przy piłce. Praktycznie każde wyjście piłkarzy w czerwonych koszulkach zostało powstrzymywane w zarodku. Dopiero po pierwszym kwadransie gracze, dyrygowani z ławki przez Cesara Fariasa, opanowali nerwy i potrafili dłużej utrzymać się przy futbolówce.
Po upływie 27. minuty brazylijscy zawodnicy utworzyli typowy hokejowy zamek. Przez dłuży okres czasu ładnie wymieniali piłkę między sobą, kończąc wszystko znakomitym strzałem Alexandre Pato, który trafił jedynie w poprzeczkę. Na początku trzeciego kwadransa gry pierwszej połowy na strzał zdecydował się ponownie Pato. Brazylijczyk uwolnił się umiejętnie spod opieki obrońców, jednak uderzenie zostało obronione i tablica wynikowa nadal mogła wyświetlać wynik 0:0. Siedem minut przed końcem pierwszej połowy Brazylijczycy mogli, a nawet powinni, wyjść na prowadzenie. W sytuacji sam na sam z golkiperem rywali znalazł się Robinho, piłkę sprzed linii bramkowej wybił jeden z wenezuelskich obrońców. W tej sytuacji ogromny błąd popełnił arbiter, przy wybiciu piłki zagrał on bowiem ręką. Sędzia nie podyktował jednak rzutu karnego. Do przerwy wynik nie uległ już zmianie i po pierwszej połowie Brazylia bezbramkowo remisowała z Wenezuelą.
Drugą połowę także lepiej rozpoczęli gracze „Canarinhos”. Długo nie przekładało się to jednak na sytuacje podbramkowe. Dziesięć minut po wznowieniu gry dobre prostopadłe podanie otrzymał Pato, lecz dobrym wyjściem z bramki napastnika Milanu ubiegł Vega. Chwilę później do głosu doszli podopieczni Cesara Fariasa. Po dośrodkowaniu w pole karne piłkę do siatki mógł skierować Rondon, ale zanim futbolówka doszła do wenezuelskiego napastnika, złapał ją Julio Cesar. W drugim kwadransie tej części gry w posiadaniu piłki znów częściej byli Brazylijczycy, ale ich ataki rozbijały się o szczelną defensywę Wenezueli. W 62. minucie kolejną szansę miał Pato, ale jego strzał został zatrzymany przez jednego z obrońców rywali. Obaj szkoleniowcy zdecydowali się tymczasem na dokonanie pierwszych roszad w prowadzonych przez siebie reprezentacjach. Mano Menezes postanowił zdjąć Robinho, a zamiast niego na boisku pojawił się Fred.










