Ostatnia prosta w grupie B turnieju Copa America zapowiada się niezwykle ciekawie. Swój mecz o życie rozegra reprezentacja Brazylii, która zmierzy się z najsłabszą, jak na razie, drużyną Ekwadoru. W drugim meczu tej grupy Paragwaj spotka się ze spisującą się zaskakująco dobrze Wenezuelą.
Skończyć jak Argentyna
Chyba żaden kibic „Canarinhos” nie miałby nic przeciwko, żeby jego ulubieńcy wygrali swój ostatni grupowy mecz w Copa America w podobnym stylu, jak uczynili to Argentyńczycy. Odwieczni rywale zaczęli ten turniej fatalnie. Obie drużyny mocno rozczarowały. Najlepiej świadczy o tym fakt, że ani jedni, ani drudzy nie wygrali dwóch pierwszych spotkań w turnieju. Mało tego, Argentyna szczęśliwie zremisowała z Kolumbią, a Brazylia ledwo uratowała punkt w spotkaniu z Paragwajem.
Dopiero w trzecim meczu, za sprawą fenomenalnych (wreszcie) Leo Messiego i Sergio Aguero (znów) „Albicelestes” wygrali swoje pierwsze spotkanie w turnieju i awansowali do dalszych rozgrywek.
O takim scenariuszu marzą wszyscy kibice reprezentacji Brazylii. Naszpikowana gwiazdami drużyna prowadzona przez Mano Menezesa miała bez problemu wdeptać kolejnych rywali w ziemię. Neymar miał oczarować cały świat swoją grą, a Robinho pokazać, że wrócił do wysokiej formy. Na razie z tych planów nici.
„Canarinhos” w ostatniej grupowej kolejce zmierzą się z reprezentacją Ekwadoru, która do tej pory zdobyła w turnieju jeden punkt. Nie ma się co czarować, każdy inny wynik tego spotkania niż zwycięstwo Brazylii będzie olbrzymią niespodzianką. A że futbol bywa nieprzewidywalny, to taki scenariusz wcale nie jest wykluczony.
Ekwador przed rozpoczęciem turnieju był skazywany na pożarcie. Tymczasem, przynajmniej w teorii, cały czas ma szansę na awans do dalszych gier. Co prawda, żeby tak się stało, trzeba strzelić bramkę, a z tym jest u Ekwadorczyków bardzo słabo. W dwóch spotkaniach piłka ani razu nie zatrzepotała w siatce rywali. Dlatego ciężko się spodziewać, by w spotkaniu z Brazylią nagle ta sytuacja miała się odmienić.
Skończyć jak Kolumbia
Tak jak Brazylia zapewne nie pogardziłaby w ostatnim spotkaniu wynikiem podobnym do uzyskanego przez Argentynę, tak Wenezuela nie miałaby nic przeciwko, by móc powtórzyć wyczyn Kolumbii. Tak samo jak Falcao i spółka Wenezuelczycy byli typowani co najwyżej do zajęcia drugiego miejsca w grupie. Co i tak uznane byłoby za sukces. Przecież w grupie B gra jeszcze reprezentacja Paragwaju, która w spekulacjach przed turniejem stawiana była wyżej niż Wenezuela. Życie jednak zweryfikowało te założenia i jeżeli Wenezuela zwycięży w swoim ostatnim spotkaniu, to wygra grupę B. Wystarczy tylko pokonać Paragwaj.
Tylko albo aż. Bo o ile w pierwszym spotkaniu „Guarani” grali bardzo ostrożnie i zachowawczo, o tyle już mecz z Brazylią był w ich wykonaniu dużo lepszy. Mało brakowało, a to oni wyszliby z tego starcia zwycięsko. Wygląda więc na to, że Paragwajczycy rozkręcają się z meczu na mecz, a to z kolei sprawia, że możemy się spodziewać ciekawego widowiska.










