Dzisiaj wieczorem rozegrano pierwsze mecze III rundy Capital One Cup. Na etapie, w którym do rywalizacji dołączyły już najlepsze kluby w Anglii, odpadły trzy drużyny z Premier League, w tym jedna po porażce z niżej notowanym rywalem.
Do największej sensacji doszło jednak tam, gdzie zespół z ekstraklasy przeszedł dalej. Aston Villa zdobyła Etihad Stadium, ogrywając po dogrywce Manchester City 4:2. Roberto Mancini wystawił dość mocny skład, m.in. z Tevezem i Balotellim w ataku, i to właśnie Włoch dał gospodarzom prowadzenie w 27. minucie. Do wyrównania kwadrans po przerwie doprowadził… Gareth Barry, który wbił piłkę do własnej bramki. Można powiedzieć, że strzelił w ten sposób 42. gola w barwach „The Villans”. Pięć minut wystarczyło, by Aleksandar Kolarow znowu precyzyjnie przymierzył z rzutu wolnego i odzyskał prowadzenie dla „Obywateli”.

Po kolejnych pięciu minutach znowu był jednak remis. Agbonlahor okazał się za szybki dla obrońców i pewnie wykończył akcję, strzelając na 2:2. Taki wynik był też po końcowym gwizdku sędziego, co oznaczało, że potrzebna będzie dogrywka. W 96. minucie Agbonlahor uderzył na bramkę, Pantilimon odbił piłkę, ale przy dobtice N’Zogbi nie miał już nic do powiedzenia i sensacja była blisko. A faktem stała się praktycznie w 114. minucie, gdy Agbonlahor znowu pokonał bramkarza gospodarzy.
Najlepiej ze wszystkich zaprezentowała się Chelsea, która wbiła pół tuzina goli drugoligowemu Wolverhamptonowi. Strzelanie już w 3. minucie rozpoczął Gary Cahill, który głową skierował piłkę do siatki po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Juana Maty. 180 sekund później było 2:0, gdy Bertrand wykorzystał podanie Piazona i wbił piłkę do siatki. Na kolejnego gola kibice musieli czekać nieco dłużej, ale tylko dziesięć minut. Tym razem Juan Mata rozegrał piłkę na klepkę najpierw z Ramiresem, a później Torresem i pewnie wykończył akcję.
Taki rezultat utrzymał się do przerwy, ale siedem minut po zmianie stron faulowany w polu karnym przez stojącego w bramce De Vriesa był Moses. „Jedenastkę” na gola pewnie zamienił obchodzący wczoraj urodziny Oriol Romeu. W 57. minucie Fernando Torres najlepiej zachował się w polu karnym po dośrodkowaniu z rogu Juana Maty i było 5:0. Wynik w 70. minucie ustalił, również strzałem głową, tyle że po dośrodkowaniu Oscara, Victor Moses. W szeregach gości przez 83 minuty grał Sławomir Peszko, który miał nawet dwie dobre okazje do zdobycia gola, ale obydwie zmarnował.
Na Elland Road doszło natomiast do małej niespodzianki, Leeds wyeliminowało bowiem faworyzowany Everton. Gospodarzom objęcie prowadzenia zajęło troszkę więcej czasu niż Chelsea, bo już w 4. minucie do siatki Jana Muchy trafił Aidan White. Do przerwy więcej bramek kibice nie oglądali, ale w 69. minucie tor lotu piłki po strzale jednego z kolegów zmienił Rodolph Austin i powiększył przewagę miejscowych. Atakujący rozpaczliwie Everton stać było tylko na trafienie Distina z 81. minuty i „The Toffees” odpadli z rozgrywek.












