Tak jest co roku. Juventus Turyn wymienia się w gronie faworytów do triumfu w Lidze Mistrzów. Niestety, ale zawsze czegoś brakuje. Raz jest to szczęście, jak rok temu, a raz po prostu umiejętności piłkarskie, tak jak to miało miejsce w Berlinie czy w Cardiff. Wielu kibiców Juventusu wykreśliło już swoich ulubieńców z grona możliwych triumfatorów Ligi Mistrzów w tym sezonie.
Według wielu ekspertów Juventus przyjechał na Wanda Metropolitano do Madrytu, będąc w świetnej dyspozycji. W lidze wygrywał ostatnie mecze z Saussuolo i Frosinone 3:0. Tylko raz przydarzyła mu się jednorazowa wpadka w pucharze z Atalantą. Wówczas przegrał 0:3. Massimiliano Allegri powiedział po tym spotkaniu, że „przecież nie da się wszystkiego wygrywać”.
Dziś już wiemy, że Atletico było nieco cierpliwsze. To Hiszpanie potrafili wyczekać błędów „Starej Damy”, które kosztowały mistrzów Włoch straty dwóch goli. Eksperci są zgodni co do tego, że od początku spotkania Allegri poniekąd chciał utrudnić sobie życie. Mianowicie na ławce rezerwowych przesiadywał Joao Cancelo. Piłkarz doskonale znany Polakom po meczu Polska – Portugalia w Chorzowie.
Powtórka z rozrywki?
Cztery lata temu finał z Barceloną w Berlinie. Dwa lata temu finał z Realem Madryt w Cardiff. Rok temu odpadnięcie w ćwierćfinale z wcześniejszymi triumfatorami rozgrywek. Juventus przynajmniej od kilku lat wymieniany jest w gronie faworytów do wygrania Ligi Mistrzów. Niestety ciągle czegoś brakuje.
Wczorajsza porażka z Atletico wcale nie musi oznaczać jeszcze odpadnięcia z rozgrywek, choć dwubramkowa strata na stadionie rywala może być opłakana w skutkach. Warto dodać, że podopieczni Diego Simeone preferują defensywny styl gry, tak jak wczoraj, co jakiś czas wyczekując kontry. Odrobić więc stratę będzie bardzo trudno.










