W sobotę reprezentacja Polski wygrała na Stadionie Narodowym z Gruzją w ramach kwalifikacji do Euro 2016. Emocje już opadły, zapraszamy więc na omówienie dobrych i złych stron tego spotkania.
Lewy mecz
Często słyszymy, że lewe jest gorsze, ale na pewno tak nie jest w przypadku naszej kadry. Dwie lewe nogi? Jeżeli mają być takie jak Milika, to jak najbardziej! Napastnik Ajaksu Amsterdam po raz kolejny pokazał nam, że potrafi porządnie i celnie kropnąć swoją lepszą kończyną. Lewą dograł też do „Lewego” przy czwartej bramce. Nasz kapitan na początku meczu nie wykorzystał kilku dobrych sytuacji, ale doskonale zrehabilitował się w końcówce, zdobywając jednego z najszybszych hat-tricków w historii eliminacji. Warto też zauważyć, że swój dzień miał Giorgi Loria. Para Milik–Lewandowski sieje postrach w Europie, bo jest najskuteczniejszym duetem w całych eliminacjach.

Trzecim pozytywnym aspektem w spotkaniu z narodem z Kaukazu była lewa obrona. Wydawało się, że na tej pozycji będziemy mieli jeden z największych problemów, bo nawet gdy wszyscy są zdrowi, to ta pozycja przysparza naszym selekcjonerom największego bólu głowy. Lekarstwem na całe zło okazał się być Maciej Rybus. Pomocnik Tereka Grozny bardzo fajnie włączał się w akcje ofensywne. Nie wiadomo jednak, czy jego wzrost i umiejętności w defensywie wystarczą, aby powstrzymać Niemców lub Szkotów. Wydaje się, że „Ryba” jest idealnym rozwiązaniem na mecze, w których jesteśmy stroną atakującą. W meczach, w których rywale będą bardziej napierać, przydałby się ktoś, kto na tej pozycji ma już nieco większe doświadczenie.
Wielki come back

Najbardziej oczekiwanym wydarzeniem sobotniego wieczoru był zdecydowanie powrót Kuby Błaszczykowskiego. Były już kapitan reprezentacji Polski stracił opaskę oraz miejsce w składzie po fatalnej kontuzji kolana, jakiej doznał w ubiegłym roku. Kibice już podczas rozgrzewki z całych sił domagali się jego wejścia na boisko. W końcu się doczekali. „Kuba” w 64. minucie zmienił słabego Peszkę i przeprowadził kilka groźnych akcji prawą stroną boiska. Pomocnik Borussii Dortmund zanotował jakże symboliczną asystę przy drugiej bramce Roberta Lewandowskiego. Były zawodnik Wisły Kraków udowodnił nam, że jest tej kadrze potrzebny bardziej niż ktokolwiek inny i chyba wszyscy byśmy chcieli, żeby „Kuba” na stałe zagościł w jedenastce Adama Nawałki.











