Piłkarska reprezentacja Polski doleciała wczoraj późnym wieczorem do Malagi. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że dolecieć miała wczesnym popołudniem. Dzień miał być krótki i przyjemny, a był długi i wyczerpujący.

Zawodnicy na lotnisku Chopina zameldowali się przed godziną 10:00. Lot z Warszawy do Paryża był lekko opóźniony. Po przylocie do Francji okazało się, że lekkie opóźnienie zamieniło się w ośmiogodzinne. Polacy spóźnili się na lot do Malagi i musieli bardzo długo czekać na następny samolot. Podczas czekania piłkarze radzili sobie, jak mogli. Dominik Furman czytał książkę, Paweł Wszołek, Łuksza Teodorczyk, Tomasz Jodłowiec i Tomasz Kupisz grali w karty, a Mateusz Klich grał na konsoli. – Wyjeżdżając dziś rano z garażu, porysowałem samochód. Skupiłem się na zaspach śnieżnych zamiast na pobliskim płocie – mówił Jakub Wawrzyniak. Piłkarze ostatecznie wylecieli do Malagi o godzinie 20:40 i w hotelowych pokojach zameldowali się praktycznie w nocy.
Spotkanie z Rumunią rozpocznie się o 20:45 w sobotę. Po jego zakończeniu selekcjoner Waldemar Fornalik zdecyduje, którzy piłkarze wylecą z kadrą do Irlandii, gdzie 6 lutego – już w najmocniejszym składzie – zmierzą się z Irlandią w Dublinie.











