43. edycja Copa America to już historia. Podczas trzech tygodni zmagań kibice dostali sporą dawkę piłkarskich emocji. Nie zabrakło malkontentów, którzy krytykowali latynoskie ekipy za zbyt zachowawczą i wyrachowaną taktykę. Jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że miniony turniej o mistrzostwo Ameryki Południowej był wyjątkowy. Można nawet pokusić się o tezę, że przełomowy.
Futbol w Ameryce Południowej to już nie tylko Argentyna i Brazylia. Te ekipy odpadły już w ćwierćfinale rozgrywek, a niewiele brakowało, aby swój udział zakończyły w fazie grupowej. „Albicelsetes” byli murowanym kandydatem do triumfu w Copa Amercia. Na całym świecie nie było Argentyńczyka, który nie widziałby swojej drużyny w finale. Podopieczni Sergio Batisty nie udźwignęli presji ciążącej na ich barkach. Już w pierwszym meczu przeciwko Boliwii udowodnili, że ten ciężar odpowiedzialności ich przygniata. W kolejnych spotkaniach tylko to potwierdzili. Żal było patrzeć na Leo Messiego. Najlepszy piłkarz świata nie potrafił znaleźć sobie miejsca na boisku. Snuł się po nim niczym cień. Co prawda dwukrotnie został okrzyknięty najbardziej wartościowym zawodnikiem meczu, ale te wyróżnienia służyły tylko temu, aby dodać mu otuchy. Batista nie potrafił stworzyć z gracza Barcelony lidera z prawdziwego zdarzenia. Trener wymyślał Messiemu coraz to nowe pozycje, na których ten prezentował się mizernie. Argentyńczyków spotkał wielki zawód. Po porażce z Urugwajem zainteresowanie turniejem wśród rodaków Diego Maradony drastycznie spadło. Ponadto w ogólnonarodowej ankiecie kibice „Albicelestes” w przytłaczającej większości domagają się dymisji Sergio Batisty. Aż 98% ankietowanych opowiedziało się za zwolnieniem dotychczasowego szkoleniowca.

Nie lepsze nastroje panują w Brazylii. „Canarinhos” odpadli w ćwierćfinale po rzutach karnych z Paragwajem. W serii „jedenastek” pięciokrotni mistrzowie świata aż cztery razy nie znaleźli sposobu na Justo Villara. Taka sytuacja jeszcze nigdy nie zdarzyła się w brazylijskim futbolu. Kibice „Canarinhos” przeżyli spory zawód spowodowany postawą dwóch młodych wilczków: Neymara oraz Ganso. Obaj udowodnili, że jeszcze za wcześnie na transfer do Europy. Pokładanych nadziei nie spełnił duet napastników AC Milan. Robinho wraz z Alexandre Pato nie przypominali tych zawodników, którzy brylowali na boiskach Serie A. Zastrzeżenia można mieć również do Julio Cesara. Uznawany za jednego z najlepszych bramkarzy świata wielokrotnie popełniał błędy. Skompromitował się szczególnie w spotkaniu z Ekwadorem, kiedy fatalnie spisał się przy obu bramkach. Działacze brazylijskiego związku piłki nożnej mają twardy orzech do zgryzienia. Odpowiedzialność za porażkę ma ponieść Manu Menezes, czy jest ona spowodowana brakiem zgrania młodych zawodników „Canarinhos”? Wiele wskazuje na to, że jednak głową za niepowodzenie zapłaci selekcjoner.












