Jeśli Mesut Oezil miał doskonałą okazję na odkupienie niedawnych win, to całkowicie ją zmarnował. Pomocnik rozegrał równie słabe zawody w finale Ligi Europy, co w całym dotychczasowym sezonie. Jego nonszalancka i arogancka postawa coraz mocniej irytuje kibiców „Kanonierów”, którzy są już zmęczeni „grą” swojego zawodnika. Niegdyś jeden z najlepszych piłkarzy na Starym Kontynencie, dzisiaj staje się finansowym i sportowym ciężarem dla Arsenalu i Unaia Emery’ego. Nie sposób więc nie zadać tego pytania – czy najwyższy czas pożegnać się z niesfornym gwiazdorem?
Ciekawe, ilu z Was byłoby w stanie poprawnie wytypować liczbę asyst Niemca we wszystkich rozgrywkach w tym sezonie. 15? 10? To może chociaż 5? Otóż nie – trzy, w tym dwa w samej Premier League. Dzięki temu znajduje się w tej klasyfikacji obok takich gwiazd ligi angielskiej jak Bobby Reid z Cardiff czy Daryl Jaanmat z Watfordu. Liczby te całkiem nieźle oddają to, w jakim momencie swojej kariery znajduje się Oezil. I choć te statystyki same w sobie są brutalne, to nie sposób zauważyć także innej zmiany w zachowaniu pomocnika.
Oezil sprawia wrażenie, jakby futbol był jedną z ostatnich rzeczy, na których mu zależy. Ostatnimi czasy częściej porusza media społecznościowe swoimi kontrowersyjnymi spotkaniami z prezydentem Turcji aniżeli błyskotliwymi zagraniami na boisku. Kibice oraz eksperci związani ze środowiskiem „Kanonierów” coraz głośniej protestują przeciwko utrzymywaniu takiego zawodnika w swoim klubie. A przegrany finał w Baku tylko te głosy spotęgował.
Porażka z Chelsea przelała czarę?
77. minuta meczu finałowego w Baku – Unai Emery postanawia zdjąć Niemca z boiska przy stanie 1:4. Ten jednak kieruje się ku linii bocznej niezwykle opieszale, tak jakby kontynuując to, co robił na murawie. Zauważył to Eidur Gudjohnsen, były piłkarz Chelsea:
Trzeba sobie odpowiedzieć na jedną kwestię z perspektywy menedżera Arsenalu… Przegrywasz 1:4 w finale, zdejmujesz Oezila, a ten schodzi z boiska w najwolniejszym tempie. Tak jakby czekał na owację na stojąco.
Proszę wybaczyć, ale ja czułbym na miejscu Oezila ogromny wstyd i sprintem opuścił boisko. On ma niesamowitą jakość, ale jako trener nie chciałbym nigdy widzieć czegoś takiego w mojej drużynie.
To jednak nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem. Niemiec od kilku miesięcy swoją mową ciała pokazuje, że tak naprawdę mało co go już obchodzi. I choć nigdy nie był typem boiskowego pracusia w typie N’Golo Kante, to jednak nie przeszkadzało mu to w dyrygowaniu grą swojej drużyny. Często znikał na długie fragmenty spotkania, by potem popisać się fenomenalnym otwierającym podaniem do jednego z partnerów. Teraz nadal znika, ale nie dorzuca już żadnej wartości dodanej.
Finał Ligi Europy był momentem, w którym jego grę śledziły wszystkie kamery na świecie. Jeśli chciał pokazać, że nadal mu zależy na grze w tym klubie, to powinien zagrać zdecydowanie lepiej, niż miało to miejsce. Nie dziwią więc złośliwe komentarze niektórych fanów, którzy więcej zasług w tym meczu przypisują nieobecnemu Mkhitaryanowi. Potwierdza to raport francuskiego „L’Equipe”, które przyznało Niemcowi najniższą notę na boisku:











