Teraz albo nigdy


Niezmordowani „Vatreni” chcą postawić ostatni krok

15 lipca 2018 Teraz albo nigdy

Chorwacja 20 lat temu debiutowała na mistrzostwach świata i od razu sięgnęła po brązowy medal. Pokolenie obecnych piłkarzy „Vatreni” już przebiło legendę, w której dorastało. Tylko od nich zależy, czy zdobędą złoto. Swoją wolę walki znakomicie pokazali w meczu półfinałowym z Anglią. Dzięki temu kupili kibiców z całego piłkarskiego świata. Chyba wszyscy, poza Francuzami, będą im kibicować w finale. Czy Chorwaci spełnią swoje marzenie o mistrzostwie?


Udostępnij na Udostępnij na

W pierwszej części turnieju Chorwacja tradycyjnie pokazała wielką klasę. W swojej grupie wygrała wszystkie mecze, pokonując po kolei Nigerię, Argentynę oraz Islandię. Schody zaczęły się dopiero w fazie pucharowej. Już w 1/8 finału po trudnym boju i konkursie karnych wyeliminowała Danię. W ćwierćfinale Chorwaci znowu potrzebowali karnych do pokonania gospodarzy – Rosjan. W półfinale mieli już nie mieć sił, ale w dogrywce przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę. Dzisiaj w Moskwie mają ostatnią szansę na wpisanie się do wiecznej chwały.

Niezmordowani

Reprezentacja Chorwacji od pamiętnego brązowego medalu chciała wreszcie udowodnić swoją wartość. Doskonale pamiętamy jej wspaniałą grę na Euro 2016, gdy w fazie grupowej uznano ją za najlepszą drużynę w całym turnieju. Niestety potem jeden błąd i nierozważne atakowanie Portugalii w 1/8 finału w dogrywce sprawiło, że nadziała się na tę jedną kontrę, która przekreśliła jej marzenia. Mistrzostwa świata w 2018 roku dla tego pokolenia piłkarzy były ostatnią szansą na osiągnięcie czegoś wielkiego. A wcale nie zapowiadało się to tak łatwo, bo ostatni raz na mundialu Chorwaci wychodzili z grupy… 20 lat temu.

W przypadku Francuzów wiara w sukces pojawiła się w 1/8 finału. Dla Chorwatów ta moc przyszła dopiero w półfinale mundialu. Wcześniej drabinka miała być łatwa dla „Vatreni” i przejście rywali miało być łatwizną. Sytuacja się komplikowała, a na mecz z Anglią nie mieli już mieć sił. Z tego powodu większość mediów na świecie skreśliła Chorwację. O przyczynę tych problemów na początkowym etapie fazy pucharowej zapytaliśmy Agnieszkę Miszczuk z Futboliszpilki.pl, która jest kibicem Chorwacji: – Trudno powiedzieć, dlaczego ze słabszymi przeciwnikami gorzej im idzie. Teoretycznie można by to zrzucić na niedocenienie rywala i nastawienie się, że będzie łatwo. Ale wiemy doskonale, jak mocno Chorwaci walczą i że się nie poddają. Być może mecze z łatwiejszymi przeciwnikami chcieli wygrać mniejszym nakładem sił, żeby mieć więcej energii na później. Aczkolwiek widzę już od dawna, że potrafią zremisować lub przegrać ze słabszą drużyną, a wygrać z silniejszą w krótkim odstępie czasu.

Trener z przypadku

Trenerem reprezentacji Chorwacji jest Zlatko Dalić. Nie był on ani wybitnym piłkarzem, ani też nie jest wybitnym trenerem. Przynajmniej taką opinię można było mu wystawić przed mundialem. Okoliczności zatrudnienia jako selekcjonera były nieprawdopodobne. Chorwacja zawalała końcówkę eliminacji do mistrzostw świata i na ostatnią kolejkę przed końcem groziło jej niezakwalifikowanie się choćby do baraży. Przed wylotem na ostatni mecz na Ukrainę zwolniono Ante Cacicia, a praktycznie w samolocie piłkarze zapoznawali się z nowym trenerem.

https://twitter.com/avanti_ultras89/status/1017433937256251392

Jak przystało na ratownika, Dalić zaliczył udany debiut i wywalczył miejsce w barażach. W nich Chorwacja okazała się lepsza od Grecji, dzięki czemu mogła się szykować na wyjazd do Rosji. Na samym turnieju selekcjoner nie bał się podejmować trudnych decyzji. W meczu z Nigerią wejścia na boisko odmówił Nikola Kalinić. Za to został odesłany do domu, bo trener nie chciał psuć atmosfery w zespole.

A jak postrzegany jest w kraju trener prowadzący reprezentację do historycznego osiągnięcia? – W zasadzie to Dalić jest teraz w Chorwacji bogiem. Poważnie. Przynajmniej wśród kibiców. Jego słowa są cytowane wszędzie, w jego rodzinnych stronach postawiono nawet billboardy z jego wizerunkiem i podpisem, że ludzie są z niego dumni. Wszyscy są bardzo pozytywnie zaskoczeni, bo mało kto podejrzewał, że akurat on coś zdziała. A jak widać, potrzebny był trener, który piłkarzy zjednoczy i zadba o atmosferę, niekoniecznie musi to być ktoś, kto wcześniej trenował wielkie drużyny – odpowiada Agnieszka Miszczak.

Chwała w cieniu afery

Coraz więcej osób zaczyna się dowiadywać, że sukces obecnej reprezentacji rodzi się w cieniu potężnej afery. W przeszłości Zdravko Mamić, jako prezes Dinamo Zagrzeb, zaczął wykorzystywać swoją pozycję do własnych celów. Namawiał młodych zawodników wchodzących do najbardziej utytułowanej chorwackiej drużyny do podpisywania kontraktów, w których w ramach „wdzięczności” zrzekali się części wynagrodzenia na korzyść prezesa. Miało to miejsce również w przypadku transferów, gdy część gotówki trafiała na konto Mamicia.

Jednym z nielicznych, którzy nie chcieli iść tą drogą, był Andrej Kramarić. Nie dostał on szansy na pokazanie się w Dinamie, które obserwowało wielu skautów z Zachodu. Musiał przebijać się okrężną drogą do lepszych klubów europejskich. Obecnie trwa rozprawa przeciwko Mamiciowi, a wśród zeznających są piłkarze godzący się na układy z byłym prezesem chorwackiej drużyny. Opinia publiczna mocno dokopała Dejanowi Lovrenowi oraz Luce Modriciowi. Dla tego drugiego mundial w Rosji to ostatnia szansa na osiągnięcie sukcesu z reprezentacją. Widać to po jego postawie, ale może właśnie afera tocząca się w kraju też wpływa na jego postawę. Dla wielu Chorwatów pomocnik Realu swoje winy może odkupić tylko przez poprowadzenie „Vatreni” do mistrzostwa świata.

– Co do afery, to chociaż piłkarze o tym nie mówią, to myślę, że ma to na nich wpływ. Jeszcze parę miesięcy temu zostali zdyskredytowani w oczach narodu (czy słusznie, czy nie – nie mnie oceniać, bo protokołami i zeznaniami dysponuje sąd). Odzew na tę sytuację w Chorwacji był BARDZO mocny i myślę, że niektórzy ten mundial, może nawet podświadomie, potraktowali jako możliwość odkupienia win – dodaje Agnieszka Miszczak.

Cały świat za Chorwacją

Wracając do pozytywnych akcentów, wspomnijmy spotkanie z Anglią. W nim piłkarscy fani mieli podzielone zdania na temat Chorwacji. Część jej kibicowała, ale myślała o zmęczeniu dwoma dogrywkami zakończonymi konkursami rzutów karnych. Zresztą historycznych, bo dopiero drugi raz w historii zdarzyło się wygrać dwie serie „jedenastek” z rzędu (wcześniej Argentynie w 1990). Druga wierzyła w awans, licząc się z jej niezwykłą wolą walki. Anglia, wygrywając łatwo ze Szwecją, miała rozjechać zmęczonych rywali i sprowadzić futbol do domu.

Ostatecznie to Chorwaci dali światu kolejny pokaz swojej siły mentalnej, bo chyba tak to najlepiej określić. Wydawało się, że nie mają prawa tak zdominować rywala, mając w nogach dwie dogrywki z rzędu. W drugiej połowie półfinałowego starcia z „Synami Albionu” przycisnęli rywala tak mocno, że mogli doprowadzić do wygranej przed upływem 90. minuty. Reprezentanci Chorwacji tak bardzo uwierzyli w siebie, że nikt z nich nawet nie chciał opuszczać boiska. Zlatko Dalić ściągał ich w dogrywce na siłę. I tą postawą kupili fanów na całym świecie.

Czy to właśnie w tym meczu Chorwacja uwierzyła w możliwość zdobycia tytułu? – Myślę, że oni od początku pracują i robią wszystko, żeby móc wierzyć w zdobycie mistrzostwa. Ale na pewno ten mecz ostatecznie pokazał, że są rzeczy niemożliwe i są też rzeczy absolutnie niemożliwe – tu Chorwaci też potrafią złamać wszelkie reguły. To, że oni dokonali praktycznie niemożliwego, na pewno daje im siłę, by wierzyć, że skoro udało im się wtedy zrobić TAKIE rzeczy, to może im się udać też to – dodaje na koniec Agnieszka Miszczak.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze