Chorwacja jechała na mistrzostwa Europy bez większych oczekiwań. Od czasu zdobycia wicemistrzostwa świata podopieczni Zlatko Dalicia popadali w marazm i zaliczyli kilka wstydliwych porażek. Po odpadnięciu z Hiszpanią chorwackim kibicom pozostaje jedynie czekać na rozbłyśnięcie nowych gwiazd.
Czołowy chorwacki portal Index.hr ogłosił, że Chorwacja i Hiszpania rozegrały jeden z najbardziej szalonych meczów w historii mistrzostw Europy. Trudno się z tym nie zgodzić. Zaczęło się od kuriozalnego błędu hiszpańskiego bramkarza Unaia Simona, ale później Hiszpanie z nawiązką odrobili straty. Gdy wydawało się, że Chorwaci zaliczyli nokaut, udało im się w ciągu ostatnich pięciu minut wstać z desek i wyrównać wynik. Ostatecznie popularni „Vatreni” w dogrywce musieli jednak uznać wyższość „La Roja”.
Złe wybory
W Chorwacji nie ma mowy o polowaniu na czarownice. Dominuje wręcz przekonanie, że po raz kolejny kadra narodowa pokazała, iż jest świetną drużyną. Wciąż potrafi bowiem rozgrywać bardzo dobre spotkania i nigdy nie można jej skreślać. To jednak nie oznacza sielankowej atmosfery.
Z dużą krytyką musi liczyć się zwłaszcza selekcjoner, do czego zapewne zdążył się już zresztą przyzwyczaić. Daliciowi wytyka się fakt, że przez pierwsze 60 minut „Vatreni” praktycznie nie istnieli na boisku. Tradycyjnie szkoleniowcowi wicemistrzów świata zarzuca się brak konkretnego planu na grę. W Kopenhadze nie było go więc widać w żadnej fazie meczu.
Tak naprawdę głównym pomysłem Chorwatów były przerzuty do Bruno Petkovicia. Liczono, że uda mu się przytrzymać piłkę, choć za każdym razem był atakowany przez kilku rywali. W defensywie Chorwacja pozwalała natomiast Hiszpanom na swobodne budowanie ataku w jego pierwszej fazie. Dzięki temu podopieczni Luisa Enrique utrzymywali piłkę głęboko na połowie Chorwatów.
Dalić jest jednak chwalony za odmienienie losów meczu podczas podstawowego czasu gry. Zmiana systemu na 3-5-2 pozwoliła Mislavowi Orsiciowi, Ivicy Pasaliciowi i Josipowi Brekali na przeprowadzanie akcji ofensywnych. Problem w tym, że selekcjoner sam przyznał się do błędu, jakim była zbyt późna korekta w składzie.
Chorwacja musi dorosnąć
Nie da się przejść obojętnie obok dwóch wyjątkowo kuriozalnych sytuacji w wykonaniu „Vatrenich”. Złośliwi twierdzą, że były one najlepszym przykładem kiepskiej organizacji zespołu, czyli najmocniej krytykowanego elementu pracy Dalicia.










