Sezon w Anglii nie zaczął się jeszcze na dobre, a już pewien temat wraca jak bumerang. Kepa Arrizabalaga znowu popełniła błędy, ale nikogo to chyba nie dziwi. Wprawdzie nic dwa razy się nie zdarza, ale to powiedzenie nie pasuje w tej sytuacji ani trochę. Po co Chelsea kolejne transfery do ofensywy, jeśli na bramce stoi facet, który wpuszcza ponad połowę oddanych strzałów w jego kierunku?
Nie wiem, jak Frank Lampard i fani Chelsea znoszą kolejne wpadki swojego bramkarza. Anglik ma plan na zespół, widać, że chce iść ciągle do przodu, ale cały proces hamuje Kepa. Wszystkie słowa w jego kierunku zostały powiedziane, a mimo to wydaje się, że to ciągle za mało. Nieudany romans Chelsea ze swoim „jedynką” w bramce trwa nadal. Dla kibiców „The Blues” mam jedną radę – zróbcie sobie duży kubek melisy przed każdym meczem.
Kepa Arrizabalaga – najdroższy bramkarz, ale nie najlepszy
Kiedy Chelsea w swoich szeregach miała Thibauta Courtois, mogła być spokojna o sytuację w bramce. Tam był zawsze spokój. Rzeczą oczywistą jest fakt, że również Belgowi zdarzały się gorsze momenty, ale mówimy tu ogólnie. Dlatego jego odejście z drużyny wywołało tak duży strach wśród fanów. Pozycja bramkarza nie jest bowiem najłatwiejszą do obsadzenia. Topowi bramkarze na świecie są bardzo drodzy, ale to właśnie oni gwarantują przeważnie adekwatną jakość w stosunku do ambicji najlepszych klubów. Nie można oczekiwać, że młody i nieograny golkiper stanie się od razu odpowiednikiem jeden do jednego jego poprzednika. To tak nie działa, a jeśli ktoś tak myśli, to albo nie zna się na piłce, albo jest niespełna rozumu.
Na Stamford Bridge za Courtiois pojawił się Kepa Arrizabalaga. Jego transfer wydawał się przede wszystkim dobrym ruchem pod względem sportowym. W Hiszpanii wyrobił sobie bardzo dobrą markę. Jednak to niejedyny aspekt, pod którego kątem oceniamy, czy dany zakup jest udany bądź nie. Drugim bardzo ważnym aspektem jest przecież kwota, jaką płaci się za zawodnika, a ta była w tym przypadku bardzo duża.
„The Blues” za swojego nowego bramkarza zapłacili latem 2018 roku 80 milionów euro, czym pobii rekord w rankingu najwyższej kwoty wydanej za golkipera. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby Kepa faktycznie grał o kilka razy lepiej choćby od Alissona, który tego samego okienka przeniósł się do Liverpoolu. Jak za gościa, który do tego momentu spisywał się bardzo solidnie, ale wciąż występował tylko w Athleticu Bilbao, było to bardzo duże ryzyko, ale Chelsea w tamtym momencie musiała je podjąć. Dużego wyboru nie było, a mimo wszystko Hiszpan wydawał się idealnym kandydatem do nowego projektu Maurizio Sarriego.
Kepa Arrizabalaga i Maurizio Sarri, czyli początek problemów
Tak na dobrą sprawę całą lawinę wywołała sytuacja w finale Carabao Cup. 24 lutego Chelsea rozgrywała swój pierwszy finał pod wodzą Maurizio Sarriego. W dogrywce włoski szkoleniowiec postanowił zmienić Kepę na Willy’ego Caballero z myślą o zbliżających się rzutach karnych. Hiszpan jednak postanowił pozostać na boisku i nie posłuchał swojego trenera, czym wyprowadził go z równowagi. Został tym samym antybohaterem całego finału, gdyż nie zdołał wybronić wystarczającej liczby rzutów karnych. Wraz z pudłami swoich kolegów znacząco przyczynił się do przegranej z Manchesterem City.











