Cezary Kucharski przygodę z piłką nożną rozpoczynał w Orlętach Łuków. Później kolejno grał w Siarce Tarnobrzeg, szwajcarskim FC Aarau, Legii Warszawa, hiszpańskim Sportingu Gijon, Stomilu Olsztyn, greckim Iraklisie Saloniki i Górniku Łęczna. W ubiegłym roku wystąpił też w jednym pucharowym spotkaniu Łukowianki Łuków. Rozegrał 17 meczów w narodowej reprezentacji, w których zdobył trzy bramki. Wystąpił w spotkaniu Polska – USA podczas finałów mistrzostw świata w Korei i Japonii. Obecnie jest menedżerem piłkarskim, a także posłem na Sejm RP.
Kilka tygodni temu zakończyło się okno transferowe w większości europejskich krajów. Ruch w interesie był jednak mniejszy niż choćby w ubiegłym roku, zabrakło spektakularnych transferów. Dlaczego?
Moim zdaniem to efekt kryzysu, który dotyka nawet te największe europejskie kluby, i oszczędności, których muszą dokonywać. I głównie dlatego w ostatnim czasie nie byliśmy świadkami spektakularnych transferów, do których dochodziło jeszcze choćby w ubiegłym roku.
Jaki wpływ na środowisko menedżerów może mieć mniejszy ruch na rynku transferowym? Przetrwają tylko najsilniejsi?
Sytuacja na rynku menedżerskim niewiele się różni od tej w innych dziedzinach gospodarki. Najlepsze i największe agencje raczej nie będą miały większych problemów z przeczekaniem kryzysu. One sobie powinny spokojnie poradzić, może tylko przez jakiś czas będą obracały mniejszymi pieniędzmi. Oczywiście, nie wykluczam sytuacji, że nasz rynek trochę się skurczy i zniknie jakaś część menedżerów, ale nie sądzę, by był to duży odsetek.
Czy finały Euro 2012 spowodują, że latem zmian klubowych będzie więcej?
Na pewno. Jestem przekonany, że tak się stanie. Euro 2012 może pomóc wielu zawodnikom, zapewne wykreuje jakieś nowe gwiazdy, które później znajdą się na celowniku działaczy i trenerów wielu klubów. Mistrzostwa Europy są swego rodzaju wystawą piłkarzy, którzy występują w swoich reprezentacjach.
Okno transferowe zamknięto już także w Polsce. W tym przypadku zapytam przewrotnie – nie o transfery przeprowadzone, tylko o te, które nie doszły do skutku. Kto, Pana zdaniem, jest największym przegranym zimowego okna transferowego w Polsce?
Zdecydowanie więcej spodziewałem się po Śląsku Wrocław, który może nie jest największym przegranym, ale – wszystko na to wskazuje – trochę na transferach w porównaniu do innych czołowych drużyn mógł stracić. Ta drużyna po rundzie jesiennej miała bardzo duże szanse w walce o mistrzostwo Polski, dlatego spodziewałem się po dolnośląskim klubie nieco innych transferów.
Po tym, jak kilka lat temu Lech Poznań trafił z Artiomem Rudniewem, rozpoczęła się u nas moda na poszukiwanie, głównie za wschodnią i południową granicą, młodych i utalentowanych piłkarzy. W ten sposób w Polsce pojawili się m.in. Nika Dzalamidze, Deniss Rakels, Lewon Hajrapetjan, Vojo Ubiparip albo Aleksandr Tonew. Czy to dobry kierunek poszukiwań? Czy tacy zawodnicy mogą później trafić do europejskich klubów za duże pieniądze?









