Kolejna runda meczów La Liga za nami. Barcelona straciła punkty, więc prawdopodobnie zbliża się koniec świata. Jeśli faktycznie tak jest, to zamiast pisać ten tekst, powinienem wstawić obrazek wesołego kotka, żeby osłodzić czytelnikom perspektywę zbliżającego się zgonu. Nie zrobię tego, bo skończyły mi się zdjęcia kotków.
Solidny Sociedad
Baskowie w drugiej połowie meczu z FC Barcelona zagrali po prostu bardzo dobrze. Nie dokonywali cudów, ale swoje zrobili. Wykorzystali fakt, że w Katalończycy w tym meczu grali bez środkowych obrońców (teoretycznie stoperzy na murawie byli, praktycznie ich obecność była niedostrzegalna). Pod żadnym pozorem nie mamy prawa sadzić, że drużyna z San Sebastian jest jakoś wyjątkowo mocna – nawet z perspektywy całego meczu była ona stroną wyraźnie gorszą – ale nikt nie zabroni nam zawodników z północy Hiszpanii podziwiać, bo wyrwanie punktów Barcelonie to osiągnięcie znacznie większe niż ogranie mistrza w innej lidze.
Groźne Getafe
Luis Garcia odziedziczył po Michelu drużynę w rozsypce. Musiał radzić sobie z brakiem piłkarzy, musiał kombinować, wymieniając ponad połowę kadry. Było ciężko. No ale sobie poradził – dowodem na to mecz z Realem. Getafe, nieco skrzywdzone przez sędziego, od początku nie miało szans na wywiezienie kompletu punktów, ale walczyło dzielnie. Dzielniej niż można było przypuszczać. Dzielniej niż sądził ktokolwiek. Trener Garcia ma do dyspozycji o niebo lepszych kopaczy niż rok temu w Levante. Ma też całkiem wyrozumiałego prezesa. Ma też talent. To wszystko zapowiada ciekawy sezon. Szkoda tylko Sarabii, który na razie po murawach La Liga biega z duszą na ramieniu i paniką w oczach. Jak już młody skrzydłowy do Primera Division się przyzwyczai, Getafe będzie naprawdę mocne.
Nowy Negredo
Wychowanek Rayo osiąga powoli szczyt swoich piłkarskich umiejętności. W ostatnich sześciu meczach zdobył dziesięć bramek, pobijając tym samym klubowy rekord należący do Arzy i Araujo. W hierarchii napastników „La Seleccion” w ciągu miesiąca przeskoczył i Torresa, i Llorente. Villa ma się czego obawiać, bo Alvaro naprawdę gra świetnie. Na boisku haruje za dwóch, cofa się po piłkę, rozgrywa, asystuje. No i strzela, rzecz jasna. Różnymi częściami ciała, jak przystało na snajpera kompletnego. W tym miejscu aż prosi się o zadanie pytania, dlaczego działacze Realu Madryt nie zostawili Negredo w stolicy Hiszpanii. Nie dostrzegali jego potencjału? Uważali go za zbyt słabego? Odczuwali przemożną potrzebę kupienia kogoś za 30 milionów euro?
Biedny Bielsa
Hiszpańska prasa donosi, że Marcelo Bielsa się zdenerwował. Jego drużyna od początku sezonu gra tak źle, że baskijscy kibice z San Mames poważnie rozważają zniszczenie stadionu i postawienie na jego miejscu wielkiej figury płaczącego Zarry, który stopą zgniata Llorente, a dłonią dusi Toquero. Bez wstawiennictwa boga napastników „Los Leones” będą dalej grali jak dotknięci trądem emeryci, którzy nie do końca rozumieją, o co chodzi z tym umieszczaniem piłki w siatce. Gracze z Bilbao potrzebują wstrząsu – pomyślałem w czasie ich meczu z Espanyolem. Gracze z Bilbao doznali wstrząsu – pomyślałem w czasie znoszenia z boiska Andera Herrery. Teraz, niezależnie od wszystkiego, nastąpi nowe otwarcie. Bez wychowanka Saragossy misterny układ Bielsy się zawali. Trzeba wymyślić coś nowego. Coś nowego to, według madryckiej „Marki”, przesunięcie Oscara de Marcosa na środek pomocy i wstawienie na lewą obronę Jona Aurtenetxe. Zmiana, która jest dla drużyny sporym krokiem w tył, rzadko pomaga.










