Cagliari nie składa broni w walce o utrzymanie. Cerri postrachem Parmy


Ekipa z Sardynii ma ambitne plany na przyszłość. Przebudowa stadionu, obiecujące transfery. Gdyby wyniki sportowe szły w parze... Cagliari do upadłego walczy o ligowy byt

18 kwietnia 2021 Cagliari nie składa broni w walce o utrzymanie. Cerri postrachem Parmy
vistanet.it

Od momentu powrotu Cagliari do Serie A klub miał aspiracje, żeby zakręcić się w środku stawki, ale zawsze czegoś brakowało. Najczęściej słabe ostatnie spotkania przesądzały o niskiej lokacie w tabeli. Tak było w dwóch poprzednich sezonach. W domowych meczach drużyna z Sardynii prezentowała się bardzo dobrze przez większość sezonu. Być może gdzieś w marzeniach działaczy klubu była walka o europejskie puchary. Teraz można jedynie gdybać. Jeśli podopieczni Leonardo Sempliciego nie poprawią swojej formy, to celem na kampanię 2021/2022 będzie powrót do włoskiej ekstraklasy.


Udostępnij na Udostępnij na

Śmiało można stwierdzić, że był potencjał na znacznie lepsze wyniki. Nicolo Barella swoimi świetnymi występami w Cagliari zapracował na transfer do Interu. W drugą stronę powędrował Radja Nainggolan, który również dobrze radził sobie w barwach Sardyńczyków. W ofensywnie brylował – jak na poziom „Rossoblu” – duet Joao Pedro i Leonardo Pavoletti. Nawet Robin Olsen notował konkretne noty po słabej przygodzie w AS Roma. Ostatnie lata mimo niskiej lokaty w tabeli wcale nie wyglądały tak źle.

Projekt na lata, który nie dotrwał do lata

Obecna kampania również zapowiadała się pozytywnie. Alessio Cragno wyleczył kontuzję pleców, Marko Rog i Giovanni Simeone zostali wykupieni ze swoich zespołów. Doszło też do wypożyczenia Riccardo Sottila, który jest uzupełnieniem ataku. Zimą do zespołu dołączyli Daniele Rugani i wciąż tymczasowo Radja Nainggolan. Wtedy na ławce trenerskiej znajdował się Eusebio Di Francesco. Ten, który wprowadził Sassuolo na salony. Po świetnym początku w Romie (półfinał Ligi Mistrzów) zaczęły się schody. Z kolei przygoda w Sampdorii po prostu była nieporozumieniem.

Wydawało się, że na zatrudnieniu Di Francesco zyskają zarówno sam trener, jak i klub. Obaj mierzą zdecydowanie wyżej, niż wskazywały na to ostatnie wyniki. Trzeba przyznać, że początek był obiecujący. Po 7. kolejce Cagliari znajdowało się na 11. lokacie ze stratą tylko trzech punktów do strefy europejskich pucharów, a dokładniej do Ligi Europy.

Nagle coś się załamało. Od wygranej z Hellasem klub z Sardynii nie potrafił dopisać sobie trzech oczek. Passa 17 meczów bez wygranej (w tym starcie z Atalantą w Pucharze Włoch) jest dramatyczna. Biorąc to pod uwagę, zwolnienie Di Francesco nie mogło być żadnym zaskoczeniem. Jednak decyzja może dziwić z innego powodu. Pod koniec stycznia zarząd podjął decyzję o przedłużeniu kontraktu z Di Francesco do 2023 roku. Już wtedy klub znajdował się w strefie spadkowej. Związanie się z trenerem na dłużej zostało pozytywnie odebrane przez kibiców i obserwatorów.

Na samym początku Serie A drużyna prezentowała ofensywny i efektowny styl gry, co było ciekawym urozmaiceniem. Niestety później wyniki się pogorszyły. Przedłużenie umowy to miał być znak, że Cagliari myśli o dłuższej perspektywie. Dlatego Eusebio otrzymał kredyt zaufania. Jak się okazało, niecały miesiąc później wiara w Di Francesco się skończyła.

Cagliari pod wodzą Sempliciego – brak progresu

Niektórzy eksperci za błąd Di Francesco wskazują zbyt mocne narzucanie swojego stylu gry. O ile zdawało to egzamin w Sassuolo i Romie, o tyle w szatni „Isolanich” po prostu brakowało do tego wykonawców. Wysoko ustawiona linia obrony oznaczała dużą liczbę straconych goli. Tacy doświadczeni zawodnicy jak Diego Godin czy Ragnar Klavan popełniali proste błędy. Wystarczy powiedzieć, że przez jakiś czas najlepiej z defensorów prezentował się Sebastian Walukiewicz.

Pod koniec lutego Di Francesco zastąpił Leonardo Semplici, który wcześniej przez sześć lat prowadził SPAL. Wejście do szatni Sardyńczyków miał dobre, wygrane z Crotone i Bologną pozwalały myśleć o wyjściu ze strefy spadkowej. Jednak później było już gorzej, remis z Sampdorią i seria czterech porażek, w tym ze Spezią. Spadek zaczyna coraz bardziej zaglądać w oczy zarządu Cagliari.

Podczas meczu z Interem nie było żadnego zaskoczenia, Semplici ustawił zespół bardzo defensywnie. Goście bez piłki grali w ustawieniu 5-3-2 i czekali na kontry. W pierwszej połowie próbował szarpać jedynie Nahitan Nandez, występujący na lewej stronie. Jednak nie przynosiło to efektu. Leonardo Pavoletti nie radził sobie w pojedynkach z Alessandro Bastonim. Do tego odcinający prawą flankę Stefan de Vrij. W defensywie Cagliari też miało problemy, Andrea Carboni był przestawiany przez Romelu Lukaku, ale tutaj trudno mieć pretensje do 20-letniego Włocha. Alfred Duncan również nie unikał błędów w wyprowadzeniu piłki.

Starcie z Interem skończyło się porażką 0:1. Lukaku wziął na plecy Carboniego i odegrał do Achrafa Hakimiego. Ten zacentrował do niepilnowanego Matteo Darmiana. Na plus w szeregach Cagliari należy uznać grę Radjy Nainggolana, który w porównaniu z resztą wyróżniał się aktywnością w środku pola (85 zagranych piłek i 81% dokładność podań) i debiut Guglielmo Vicario w bramce gości. Wszystko z powodu zakażenia koronawirusem u Alessio Cragno. Jednak Vicario zaprezentował się z bardzo dobrej strony, obronił sześć strzałów, w tym groźne uderzenia Christiana Eriksena i Stefano Sensiego.

Cagliari walczy do upadłego

W teorii, a jak się później okazało też w praktyce, mecz z Parmą był tym o sześć punktów. „Gialloblu” są w tym samym położeniu co Cagliari i każde oczko jest na wagę złota. Starcie na Sardynii gospodarze otworzyli w najgorszy możliwy sposób, bo już w 5. minucie Giuseppe Pezzella trafił do bramki Cagliari, a niecałe pół godziny później podwyższył Juraj Kucka. Po bramce na 2:0 dla Parmy włoscy eksperci pewnie już odpalali grilla nad zespołem Leonardo Sempliciego. Choć jeszcze w pierwszej połowie impuls do ataku dał „król przestworzy Serie A”, Leonardo Pavoletti.

Przez dłuższy czas mieliśmy powtórkę z meczu z Interem, szarpiący Nahitan Nandez i uderzający z daleka Radja Nainggolan. Jednak nic z tego, Dennis Man strzelił na 3:1 dla Parmy. Spotkanie mógł jeszcze zamknąć Jasmin Kurtić, ale fatalnie przestrzelił. I nagle „Isolani” rzucili się do ataku. Gol Razvana Marina, Joao Pedro z odczepioną opaską kapitańską szukał miejsca na rozegranie akcji. Goście w doliczonym czasie bronili się ośmioma piłkarzami we własnym polu karnym. Co z tego? Otóż nic, świetnie zza pola karnego przymierzył Gaston Pereiro. W międzyczasie na murawie pojawił się Alberto Cerri, który sezon temu w ostatniej minucie strzelił gola na 4:3 w meczu z Sampdorią. Ten sam Cerri otrzymał dośrodkowanie z prawej strony od Pereiro i znów to zrobił! Koniec, 4:3 dla Cagliari. Ekipa z Sardynii wciąż walczy, a Parma chyba już wita się z Serie B.

Co dalej z „Isolani”?

Przed sztabem Leonardo Sempliciego sporo pracy. Strata do Torino wynosi pięć punktów, a „Granata” rozegrała mecz mniej. Z tyłu głowy szkoleniowcy muszą mieć ewentualne problemy zdrowotne. Marko Rog w grudniu zerwał więzadła krzyżowe, inne urazy wyłączyły Lucę Ceppitellego, Riccardo Sottila i Alessandro Deiolę. Jednak trzeba przyznać, że starcie z Parmą da ogromnego motywacyjnego kopa. Co ciekawe, w tym sezonie dopiero czwarty raz Cagliari zdołało odrobić dwubramkową stratę i wygrać spotkanie.

Jednego ekipie Sempliciego nie można odmówić – woli walki. Przekonaliśmy się o tym w sobotni wieczór podczas starcia z Parmą. Niestety na nieszczęście „Isolanich” nie wszystko jest w ich rękach. Ich ligowy byt zależy również od Torino. Przynajmniej do czasu, gdy drużyna z Piemontu się nie potknie. Jednak jak widzimy, w tym sezonie możemy spodziewać się wszystkiego. Za kilka tygodni może się okazać, że zamiast walki o środek tabeli, a być może nawet o europejskie puchary klub nawiąże wynikami do sezonu 2014/2015. Wtedy Cagliari pożegnało się z Serie A. Zajęło 18. miejsce (tak jak teraz), a do utrzymania zabrakło trzech oczek. Co ważne, wtedy klub strzelił 48 goli. Teraz po 30 meczach „Isolani” zgromadzili 31 trafień. To tylko pokazuje skalę kryzysu na Sardynii.

Komentarze
Żur UKW (gość) - 2 miesiące temu

Radek PETARDA. Dla przyjemności czytania takich tekstów warto było poznać wcześniej AUTORA. Mniejsza, w jakich okolicznościach (nie ma co przypisywać sobie dokładania "cegiełek"), bo to Twój talent, Twoja wiedzą, Twoja chęć i Twoja robota. Szacun.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze