W pierwszym meczu kończącym zmagania w grupie B po fantastycznej końcówce Paragwaj zremisował z Wenezuelą 3:3. W pierwszej połowie zespołem lepszym była Wenezuela, ale dobra postawa Paragwaju w drugiej połowie pozwoliła mu odskoczyć na dwie bramki. W samej końcówce spotkania Wenezuela pokazała jednak, że nie wolno jej skreślać i w ostatniej akcji spotkania wyrównała stan meczu. Remis zapewnił grę w kolejnej rundzie obydwu ekipom.
Dość niespodziewanie faworytem przed tym meczem była ekipa Wenezueli, która nie przegrała jeszcze na tym turnieju spotkania, a wobec słabszej dyspozycji faworyta grupy, Brazylii, jako pierwsza zapewniła sobie awans do ćwierćfinału ze swojej grupy. Mały dorobek punktowy wszystkich drużyn z grupy B gwarantował, że kibice będą świadkami dużych emocji do samego końca obu spotkań. Paragwaj z kolei… także nie przegrał do tej pory na tym turnieju, ale podczas gdy remis z teoretycznie najsłabszym Ekwadorem chwały mu nie przyniósł, to podział punktów z Brazylią (uratowany przez „Canarinhos” już w doliczonym czasie gry) pokazał, jaki potencjał drzemie w ekipie Gerardo Martino. Mimo wszystko częściej na faworyta spotkania wskazywano Wenezuelę.

Spotkanie nie mogło się zacząć lepiej dla Wenezueli, gdyż już w 6. minucie wyszła ona na prowadzenie. Bramkowa akcja rozpoczęła się około 30 metrów od bramki, gdzie, w wydawałoby się niegroźnej sytuacji, błąd Ortigona wykorzystał Rincon i błyskawicznie odegrał piłkę do Rondona, który idealnie przymierzył i strzałem zza pola karnego nie dał szans Villarowi na skuteczną interwencję. Taki wynik oznaczał, że kolejna faza rozgrywek bardzo oddaliła się od Paragwajczyków – było bardzo prawdopodobne, że przegrana sprawi, że rozgrywki grupowe zakończą poza miejscem gwarantującym awans jako jedna z najlepszych ekip z trzeciego miejsca. Kolejne minuty nie przynosiły zmiany obrazu gry – Paragwaj poruszał się wyraźnie wolniej od rywala, brakowało mu odpowiedniego rytmu, natomiast Wenezuelczycy, uskrzydleni prowadzeniem, pokazywali naprawdę dobry futbol. Paragwajczycy próbowali zagrozić bramce Vegi, ale jedna z ich najgroźniejszych sytuacji w pierwszej połowie z 22. minuty zakończyła się uderzeniem z narożnika pola karnego, kiedy to na strzał z pierwszej piłki zdecydował się Estigarribia, jednak jego kąśliwe uderzenie na raty obronił bramkarz.
Wenezuela miała zapewne świadomość, że nie bez powodu jest nazywana czarnym koniem turnieju, gdyż jej gra ocierała się momentami o doskonałość, tak jak akcja Alexandra Gonzaleza w 29. minucie, kiedy to z bajeczną łatwością minął trzech przeciwników, a ten gracz rozgrywał przecież dopiero piąty mecz w reprezentacji. Ten sam zawodnik miał kapitalną szansę w 31. minucie, kiedy to po raz kolejny ogromną niefrasobliwością wykazali się Paragwajczycy i prawdopodobnie tylko brakowi doświadczenia Gonzaleza zawdzięczali, że nie przegrywali dwiema bramkami. Paragwaj miał bardzo często problemy z przejściem środka boiska, piłkę nieraz tracił przed własnym polem karnym, dlatego też nawet znani z europejskich boisk Lucas Barrios i Roque Santa Cruz nie mieli dużo do powiedzenia.












