Wenezuela i Paragwaj – to właśnie te drużyny w nocy z wtorku na środę powalczą między sobą o finał Copa America. Faworytem wydaje się ekipa „Guarani”, jednak tegoroczny turniej pokazał nam, że tutaj pewniaków po prostu nie ma.
Chyba nikt nie wyobrażał sobie przed rozpoczęciem turnieju, że w półfinale Copa America 2011 zagra drużyna, która nigdy w swojej historii nie dotarła do szczebla tych rozgrywek, a także ani razu nie zakwalifikowała się do finałów mistrzostw świata, zajmując w eliminacjach przeważnie miejsca na końcu stawki. Wiadomość ta jest tym bardziej szokująca, że podopieczni Cesara Fariasa wyeliminowali w ćwierćfinale zdecydowanie wyżej notowane Chile. Po tym zwycięstwie w całej Wenezueli piłkarze byli wychwalani pod niebiosa, a selekcjoner „La Vinotinto” uznany został bohaterem narodowym.

W zbliżającym się wielkimi krokami meczu wystąpią zespoły, które w tej edycji turnieju miały okazję grać przeciwko sobie. Zarówno Paragwajczycy, jak i Wenezuelczycy swoje zmagania rozpoczęli w grupie B, w której niepodzielnie rządzić miała Brazylia. Roque Santa Cruz i koledzy mieli walczyć o drugie miejsce w grupie z Ekwadorem, natomiast Wenezuelczycy mieli być dostawcą punktów dla każdej z reprezentacji. Okazało się, że to właśnie oni siali największy popłoch w grupie. Po bezbramkowym remisie z „Canarinhos” przyszedł czas na Ekwador. Tam gola na wagę trzech punktów zdobył Cesar Eduardo Gonzalez i piłkarze Fariasa coraz śmielej zaczęli myśleć o awansie.
Paragwaj turniej rozpoczął bardzo kiepsko. Po remisach z Ekwadorem i Brazylią podopieczni Gerardo Martino nie mogli być pewni awansu do kolejnej rundy. W końcu doszło do starcia obu ekip. W nim zdecydowanie lepiej mecz rozpoczęli Wenezuelczycy i po golu Salomona Rondona w 5. minucie prowadzili 1:0. „Guarani” nie złożyli jednak broni i po pół godzinie gry do remisu doprowadził Antolin Alcaraz, a kwadrans po rozpoczęciu drugiej połowy Paragwajczycy oszaleli po golu Lucasa Barriosa. Kiedy w 84. minucie Antonio Riveros skierował piłkę do siatki rywali, wydawało się, że dwubramkowa przewaga na sześć minut przed końcem zdecydowanie wystarczy na wygranie meczu i być może awans z pierwszego miejsca w grupie. Nic bardziej mylnego. Dwie akcje w ciągu 60 sekund sprawiły, że na świetlnej tablicy widniał wynik remisowy 3:3 i to Wenezuelczycy znaleźli się w grupie przed faworyzowanymi przeciwnikami.
Po tym meczu Lucas Barrios przyznał, że ten remis jest dla jego drużyny jak porażka: – Nie możemy być zadowoleni z wyniku. To było niesamowite, prawie wygraliśmy ten mecz, taki rezultat to dla nas porażka. Paragwaj musi jak najszybciej wrócić na właściwe tory, aby nawiązać walkę z silną konkurencją. Ten remis ma gorzki smak, ale najważniejsze jest to, że zakwalifikowaliśmy się do fazy pucharowej – powiedział napastnik Borussii Dortmund.












