Przed nami ostatni akord tegorocznej edycji Copa America. Mimo iż nie zobaczymy w nim broniącej trofeum Brazylii ani ekipy gospodarzy, Argentyny, emocji z pewnością nie zabraknie. W wielkim finale zmierzą się ekipy Urugwaju i Paragwaju, czyli zespoły, które nie poznały jeszcze na tym turnieju smaku porażki. Co ciekawsze, Paragwaj nie odniósł jeszcze nawet zwycięstwa, dwukrotnie awansując po serii rzutów karnych.

Obydwie ekipy nie miały łatwej drogi do finału, co więcej, żadna z nich nie wygrała nawet swojej grupy. Paragwaj zmagania w grupie B zakończył na 3. miejscu, za Brazylią i Wenezuelą, jednak w obydwu spotkaniach zabrakło zaledwie kilku minut do odniesienia zwycięstwa (patrz: zremisowany 2:2 mecz z Brazylią) czy wręcz sekund (patrz: remis z Wenezuelą 3:3, uratowany przez rywali w ostatniej akcji meczu). Mecz z Ekwadorem miał być natomiast tylko formalnością, jednak niespodziewanie bezbramkowy remis był jedyną zdobyczą punktową Ekwadoru w całym turnieju i chluby Paragwajczykom nie przyniósł. Pomimo niewygrania choćby jednego spotkania, podopieczni Gerardo Martino awansowali do kolejnej rundy dzięki sklasyfikowaniu na drugim miejscu spośród drużyn z trzecich miejsc w poszczególnych grupach. Po fazie grupowej jako wyróżniające się postacie wskazywano przede wszystkim napastników: Roque Santa Cruza, Nelsona Valdeza i Lucasa Barriosa, jednak już w następnych spotkaniach miało się okazać, że prawdziwą gwiazdą Paragwaju na tym turnieju nie jest żaden z graczy ofensywnych, a bramkarz Justo Villar.
W meczach grupowych jego umiejętności przede wszystkim seryjnie sprawdzali gracze Brazylii i jak się później okazało, ułożenie turniejowej drabinki sprawiło, że już w ćwierćfinale doszło do powtórki spotkania tych dwóch zespołów. Znowu zakończyło się remisem, tym razem bezbramkowym, i mecz miała rozstrzygnąć dogrywka. Mimo iż Brazylia miała w niej mnóstwo kapitalnych okazji, Villar grał jak w transie i bronił wszystko, a kiedy nie miał szans na interwencję, umiejętnościom pomagało szczęście. O awansie do półfinału zadecydowały więc rzuty karne, a w nich Brazylia nie trafiła do siatki ani razu – trzykrotnie piłkarze „Canarinhos” posyłali piłkę obok bramki, a raz strzał rywala obronił Villar. Paragwaj zdołał w międzyczasie dwukrotnie pokonać Julio Cesara i to on dość niespodziewanie wywalczył awans do półfinału, w którym czekał na niego czarny koń tego turnieju, ekipa Wenezueli, z którą Paragwaj także mierzył się już w grupie.













